Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Ciasno w szkołach i umysłach

Wbrew zapewnieniom rządu i byłej już minister Zalewskiej, szkoły nie były przygotowane na wejście podwójnego rocznika. A przecież liczba miejsc miała się zgadzać, tyle że nie uwzględniono czynnika najważniejszego – ludzkiego. A to właśnie czynnik ludzki „nie dorósł” do wyobrażeń „reformatorów”. Jak zwykle. Ludzie szli do szkół do których chcieli iść, a nie do tych, do których wysyłała ich Zalewska.

Pani Zalewska i pan Piontkowski to widać kiepscy nauczyciele. Bo gdyby byli w ostatnich latach na jakiejkolwiek kilkudniowej wycieczce szkolnej, to wiedzieliby dlaczego w szkołach będzie tłok. Jak jest na wycieczce? Jedzie powiedzmy grupa trzydziestoosobowa. Niestety w miejscu docelowym dostępny jest tylko jeden pensjonat. Pięć ładnych, świeżo wyremontowanych pokoi dwuosobowych z łazienkami i cztery obskurne pięcioosobowe z łazienkami na korytarzu. Konflikt gotowy. Jak będziemy dzielić lepszymi pokojami? Jakie kryterium przyjmiemy? Średnia ocen? Płeć? Zamożność rodziców? A może sprawiedliwie wylosujemy? Ale wtedy będzie kolejny konflikt, bo przecież Zuza chciała z Kachą, a Piotrek z Grześkiem, Madzia nie znosi Oli, a wylosowała ją w dwójce. Takie sytuacje się zdarzają, więc przed wycieczką profesjonalny wychowawca bierze listę pokoi, dopytuje się o ich wyposażenie i standard i podziału dokonuje jeszcze przed wyjazdem. Nasze tuzy w ministerstwie pojechały na wycieczkę do miejscowości Reforma i policzyli jedynie czy ilość sztuk się zgadza. Profesjonalizm – zero.

MEN będzie teraz zwalał na samorządy, bo zamiast kierować dzieci tam gdzie były wolne miejsca, to pozwoliły na konkurencję i otworzyły podwójne klasy prawie wszędzie. Ja się samorządom jednak nie dziwię. Nie chcą swym obywatelom (znajomym, sąsiadom) narzucać wyboru gorszej szkoły dla dziecka. Chcą natomiast przekonać się gdzie młodzież nie chce iść, bo nie czarujmy się… w dobie postępującego niżu demograficznego, niektóre szkoły trzeba będzie zamknąć (połączyć), a to ważna wiadomość, gdzie młodzież, mimo mniejszego tłoku, nie chce iść. Samorządy otwierały podwójne klasy, bo nie chciały drażnić już i tak wściekłych rodziców. Bo niby dlaczego miały brać na klatę błędy ministerialnych strategów?

Młodzież chciała dostać się do najlepszych szkół. Nie można mieć o to do nich pretensji. Jednak szkoły w ciągu kilkunastu lat, gdy ilość uczniów zmniejszała się, przerobiły część sal na kawiarenki, siłownie, siedziby samorządu uczniowskiego, specjalistyczne pracownie, wzbogacając swą ofertę i zwiększając swą atrakcyjność dla młodych ludzi. W ciągu wakacji część tych sal została odzyskana, ale nie można było zaorać wszystkiego, stąd lekcje do późna. Poza tym zmieniły się przepisy. W dawnych czasach języka uczono w klasie 35-osobowej, teraz klasę trzeba podzielić na grupy i zamiast jednej sali potrzeba dwóch. Tej wiedzy także nasi reformatorzy nie przyswoili, zatrzymując się mentalnie w latach osiemdziesiątych.

Nasi reformatorzy nie przyswoili też wiedzy o tym jak pracują nauczyciele. Tutaj też dodali i podzielili przez liczbę godzin. Na papierze się zgadzało. W realu działa to inaczej. Nauczyciel nie będzie brał wszystkiego jak leci, bo wspaniałe oferty, gdzie można wziąć dwie, trzy lub pięć godzin „etatu”, dla wielu są nieopłacalne ze względu na dojazd, niemożność zgrania planu z inną szkołą, dodatkowe konferencje, albo po prostu kiepskie pieniądze nieadekwatne do wysiłku. Tutaj też ministerialne tuzy są zdziwione.

Reforma nie została policzona, widać to jak na dłoni, ale rządzących to nie obchodzi, bo większości ich elektoratu to nie obchodzi. Nie mają z systemem szkolnym nic wspólnego, albo liczą na poziomie swoich polityków, którzy i tak zwalą wszystko na spisek elit i nauczycieli. Ale nie mam złudzeń, tak samo jak źle policzona była reforma edukacji, tak samo źle policzone są inne reformy… Wszystkie pięćsetki, trzysetki, trzynastki, czternastki, piątki, hattricki sprowadzą nas na dno i cofną cywilizacyjnie o kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Tym bardziej dziwię się opozycji, że bierze udział w tym chocholim tańcu obiecując szóstki i inne takie. Czy wszyscy straciliśmy już rozum?

1 Komentarz

  1. Święte słowa. Tylko, że jak już dawno na innym portalu zauważyłam, „to jest (niestety) głos wołającego na puszczy…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*