Kilkakrotnie przestrzegałem na tym blogu, że rząd w końcu weźmie się za Kartę Nauczyciela i za pensum. Tłem planowanych zmian są oczywiście oszczędności (choć tego MEN nie przyzna), bo po kosztownych zmianach wynikających z ostatniej reformy, wiele samorządów sygnalizuje coraz większy rozrzut pomiędzy subwencją, a realnymi kosztami oświaty. Naszymi pieniędzmi załatają własne błędy. I to przy poparciu części środowiska…

Pan minister Piontkowski mówi: „Trzeba porozmawiać o zmianie awansu zawodowego, ocenie pracy nauczycieli, systemie wynagradzania. A także o modyfikacji systemu finansowania oświaty”. Po czym dodaje, że nieistotne czy nowa ustawa będzie nazywała się Kartą Nauczyciela czy inaczej, bo ważna jest treść. W tychże słowach potwierdził zamiar likwidacji Karty Nauczyciela. Uważam, że ostatniego bastionu niezależności i jakości polskiej oświaty.

Myli się ten, kto sądzi, że nowy dokument spowoduje NOWĄ jakość. Nowy dokument ma zbliżyć przepisy dotyczące nauczycieli do uregulowań w Kodeksie Pracy, bo taka jest potrzeba chwili. Czyli zapowiada się wolna amerykanka. Raczej nie ruszą wakacji, bo dzieci mają wtedy wolne, choć może każą połowę wakacji przepracować. A więc zapowiada się krótszy urlop z narzuconym datami jego wykorzystania (ferie i wakacje), o Hiszpanii w maju lub wrześniu nadal możecie sobie marzyć. Powodzenia. Na pewno wezmą się za pensum. Zapomnijcie o 18 godzinach. Będzie elastycznie. Czy podwyższą je do określonej granicy? Czy zróżnicują? Czy może zostawią decyzję samorządom? Zapomnijcie o trzech latach urlopu dla poratowania zdrowia. Pewnie zostanie rok. Powitajcie ideę awansu poziomego, czyli tłumacząc na ludzki – subiektywną decyzję dyrektora komu dać i ile, a gdy samorząd każe – zaoszczędzić.

Tym bardziej dziwi mnie poparcie dla zmian wielu nauczycieli, głównie młodych. Często rozmawiam z młodymi nauczycielami krytykującymi KN. Uderza mnie w tych rozmowach jedno – brak znajomości KN… Naiwni myślą, że po jej likwidacji rzeczywistość zmieni się na lepsze. Ja sądzę, że zostaną z ręką w nocniku. I z myślą – jednak fajna była ta KN…

KN nie jest idealna. A co jest? Ale KN zabezpiecza interesy grupy zawodowej nauczycieli, daje jej poczucie stabilizacji. Może rzeczywiście w niektórych sytuacjach blokuje młodych ambitnych, choć jestem pewien na 100%, że bardziej niż Karta Nauczyciela, blokują ich koterie wewnątrzszkolne, lub złośliwi dyrektorzy. Tyle że ci młodzi ambitni, krytykujący KN powinni dostrzec, że ci których krytykują, też na początku swej drogi byli w większości ambitni i pełni pasji. Ale latka lecą. Zdrowie się sypie. Prawie każdego w tym zawodzie dopada wypalenie zawodowe. To ciężki zawód, coś o tym wiem, nie zawsze byłem nauczycielem, pracowałem w kilku miejscach poza oświatą. Dzisiejsi młodzi krytycy KN po dziesięciu lub dwudziestu latach pracy sami docenią dobrodziejstwa KN. Albo nie docenią, bo jej nie będzie. A w trakcie wypalenia zawodowego wymienią ich jak zużyte koło, zamiast pomóc, dać odpocząć, co teraz przewiduje KN, wszak doświadczony nauczyciel to prawdziwy skarb. Jesteście do bólu naiwni sądząc, że wymyślą coś lepszego niż KN.

I ostatnia sprawa. O zmianach w Karcie, czyli o zmianach w prawie, można rozmawiać z kimś przewidywalnym i wiarygodnym. Władza, która sama łamie prawo i nagina je do swoich potrzeb, nie jest tu dobrym partnerem do rozmów. Władza, która najpierw wywraca oświatę do góry nogami, szasta obietnicami „bez kosztowych” zmian, a potem chce waszymi pieniędzmi załatać dziury, które sama zrobiła, nie jest wiarygodna. Władza która powoduje w oświacie chaos, nad którym sama nie może zapanować, powinna stać się obiektem żartów, a nie stroną w poważnej dyskusji. Przypomina to paktowanie z diabłem, zaprzedacie duszę, a i tak będziecie oszukani… Nie dajcie się zwieść… To najgorsza pora na rozmowy o zmianach w Karcie Nauczyciela.