Dziś głównym tematem będzie Edukacja dla Bezpieczeństwa. Przedmiot znany onegdaj jako Przysposobienie Obronne. Bo to właśnie EDB, uznawana często w szkołach jako piąte koło u wozu, wyrasta w świetle ostatnich wydarzeń na najważniejszy przedmiot, nie w kontekście egzaminów, a życia… Paradoksalnie pandemia może pomóc przywrócić tym zajęciom właściwą rangę. Jednak warto tutaj zastanowić się nad tym, co zrobić aby przedmiot odzyskał swój blask, a zajęcia z EDB mogły być ciekawą przygodą, a nie nudnym ględzeniem, między matematyką, a angielskim…

Sam uczę EDB, oczywiście nie tylko. Jestem też geografem, bo nauczyciel uczący samego EDB z uczenia nie wyżyje. Musiałby pracować w 5-6 szkołach aby zdołał z samego EDB uskładać marny etacik. Już samo to stawia nauczycieli EDB daleko w hierarchii szkolnej. Odwiedzają szkołę przeważnie raz w tygodniu, robią swoje i lecą dalej. Nie przez przypadek określało się nauczyciela PO, a potem EDB, mianem „pierwszego po woźnym”. Ich wpływ na to co dzieje się w szkole jest minimalny.

A EDB to nie jest zwykły przedmiot. Jego realizacja jest wpisana (co mało kto wie) w Ustawę o powszechnym obowiązku obrony RP. Niestety na tym jego prestiż się kończy. Młodzież nie traktuje go tak do końca poważnie, choć to akurat MĄDRY nauczyciel potrafi przekuć w zaletę, bo przedmiot można poprowadzić w sposób nieszablonowy. Ale niewielu z tego korzysta, młodzież zaświadczy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, mało jest tu nauczycieli EDB z krwi i kości. Sam za takiego się uważam, jestem w końcu oficerem rezerwy z przydziałem mobilizacyjnym, entuzjastą ratownictwa przedmedycznego. Niestety wielu nauczycieli EDB zostało nimi z przypadku. „A weź Jadźka zrób podyplomówkę z EDB, będziesz miała 3 godziny więcej” – ilu nauczycieli zostało namówionych w ten sposób przez dyrektora i jest to ich główna motywacja? Zbyt wielu. A potem są efekty. RKO robione „teoretycznie” zamiast na fantomie, opowiadanie o tym jak się zakłada maskę i kombinezon przeciw skażeniom, albo dyktuje się do zeszytu jak zrobić opatrunek ręki… Albo nic z tego, bo skoro to dodatek do pensji, to nie trzeba się w ogóle wysilić. Wielu nauczycieli boi się tego przedmiotu prowadzić praktycznie, bo czują się w tym słabi. To dramat. Nie dla samej szkoły, a dla umiejętności życiowych uczniów.

Problemem jest często podział na grupy, a raczej jego brak, choć rozporządzenie z 2009 roku obowiązuje (powyżej 30 osób w klasie – obowiązek podziału na grupy, do 30 osób możliwość podziału za zgodą organu prowadzącego). Nie spotkałem w swojej karierze dyrektora, który korzysta z tej możliwości zapisanej w przepisach prawa. Nie słyszałem o organach prowadzących, które by na to dyrektorów naciskały… Na grupy dzieli się języki, rozszerzenia, wuef. EDB? A po co? Tyle że mając np. jedną godzinę o krwotokach nie sposób całej klasy przećwiczyć w wykonywaniu najprostszego opatrunku uciskowego, w grupie byłoby to już bardziej prawdopodobne. Wiadomo, że chodzi o pieniądze, ale organom prowadzącym powinno zależeć na dobrym przygotowaniu obywateli gminy lub powiatu do wystąpienia na jej terenie zagrożeń. Przeważnie na to pieniędzy brakuje, a są one wydawane lekką ręką na inne zajęcia dodatkowe, nie tak potrzebne w życiu jak nauka zasad bezpiecznego życia, a także na dni gminy, na trzeciorzędnych artystów, na targi, sylwestry itd itp.

Jak po nitce bandaża, dochodzimy tu do kolejnego problemu. Zaopatrzenie w sprzęt jest przeważnie nikłe. Nawet jeśli w szkole jest fantom, to przeważnie jeden, a gaziki i środki odkażające trzeba sobie kupić. Środków opatrunkowych brakuje często nawet w gabinecie pielęgniarki szkolnej, a co dopiero w pracowni EDB. Jeśli taka gdzieś w szkole jeszcze jest, bo na fali zrywania z dziedzictwem peerelu często te pracownie likwidowano. A nawet gdyby pielęgniarka była na tyle dobra by „zmarnować” trochę środków opatrunkowych do nauki pierwszej pomocy na EDB, to często nauczyciel EDB jej nawet nie zna. Dlaczego? Proste: pielęgniarka jest w szkole w środę, a nauczyciel EDB w piątek. Tylko. Osobiście większość sprzętu do EDB kupuję sam z własnej kasy, w przypadku materiałów opatrunkowych, czasem proszę o kupienie młodzież. Może tak jak teraz przeznacza się środki na uzupełnienie sprzętu do nauki zdalnej, pójdą środki na uzupełnienie sprzętu do EDB? Współczesne maski, kombinezony, defibrylatory ćwiczebne, dobre fantomy, szyny do złamań i w dużej ilości wszelkie materiały opatrunkowe mile widziane!

W pracy nie pomaga obecne rozbicie na 2 etapy edukacyjne. Kiedyś PO było w szkole ponadpodstawowej (a potem w ponadgimnazjalnej) w wymiarze 2 godzin (1 w pierwszej i 1 w drugiej klasie). Pamiętam czasy gdy całą drugą klasę przeznaczałem na pierwszą pomoc, dziś mogę o tym pomarzyć. Od kilku lat (reforma pani Hall, która zmieniała Przysposobienie Obronne na Edukację dla Bezpieczeństwa) rozbito to na 1 godzinę w podstawówce i 1 w szkole ponadpodstawowej. Wielu nauczycieli straciło przez to stabilizację, bo zamiast zatrudnić fachowego nauczyciela EDB na godzinach w podstawówce, posyłano tam kogoś przypadkowego na podyplomówkę by sobie dorobił (Jadźka o której wspomniałem…). Inna sprawa, że wielu nauczycieli nie chce podpisywać umowy na 2 godziny tygodniowo, bo pieniądz z tego żaden, a problemy z dograniem planów w kilku szkołach przeogromne.

Do tego dochodzą fatalne podstawy programowe, które w podstawówce i szkole ponadpodstawowej praktycznie się pokrywają… Porównanie podręcznika EDB z podstawowej i ponadpodstawowej jest ciekawym doznaniem, bo ciężko uchwycić różnicę. Po co uczyć tego samego dwa razy? Ja rozumiem – można utrwalić, ale przeważnie i tam, i tu nauka jest po łebkach, bo brakuje na wszystko czasu, a przez to że się wiele pokrywa, niektóre zagadnienia są nie ruszone, albo nie do zrobienia, bo czas nie pozwala. Taka polska specyfika – wrzućmy do jednego wora i zawiążmy. Papier przyjmie wszystko, ale w życiu to tak nie działa. A można by w ósmej klasie zapoznać z działaniem w razie pożaru, powodzi, śnieżycy i innymi zagrożeniami naturalnymi, oraz z tematami prozdrowotnymi. W pierwszej ponadpodstawowej można by zrobić porządny całoroczny kurs pierwszej pomocy i dołożyć godzinę na drugą klasę z zagadnieniami o bezpieczeństwie państwa i obywatela, Obronie Cywilnej, wojsku, skażeniach itp. Ale trzeba chcieć i mieć wyobraźnię… Cztery lata religii w liceum po dwie godziny tygodniowo, w stosunku do jednej godziny EDB przez jeden rok, wszystko mówią o priorytetach panujących w naszym państwie.

Można powiedzieć: I o co tyle hałasu? Pandemia minie i wszystko wróci do normy. Nie wróci. Jeśli nie pandemia, to coś innego. Prędzej czy później. Ludzie są z natury gatunkiem agresywnym i samo destrukcyjnym. Historia pokazuje, że w robieniu krzywdy bliźniemu, nasza wyobraźnia nie zna granic. Zawsze coś wymyślimy, aby nie było zbyt spokojnie, aby czas pokoju nie trwał wiecznie. A wtedy dobrze przeprowadzone zajęcia z EDB mogą komuś uratować zdrowie lub życie, czego nie można powiedzieć o pozostałych przedmiotach w szkole. To naprawdę ważne zajęcia. Kiedyś prowadzili je głównie wojskowi, mundur nadawał rangę, czasy były cięższe, konieczność nauczania bardziej zrozumiała. Dziś ludzie zbyt szybko zapomnieli jak może być źle, pandemia im to przypomniała. Kto miał w domu zapasy? Kto dziś wie jak konserwować i przechowywać żywność by się nie zepsuła? Kto potrafi sam z materiałów dostępnych w domu wykonać środki do ochrony dróg oddechowych i oczu? Kto nie boi się udzielać pierwszej pomocy? To nie jest przypadek, że taki przedmiot funkcjonuje w rzeczywistości szkolnej. Może po zdarzeniach tegorocznej wiosny, młodzież i decydenci różnego szczebla więcej uwagi poświęcą nauce bezpiecznego zachowania się w różnych sytuacjach?

Wskazałem konkretne problemy. Mam nadzieję, że treść tego posta dotrze do ludzi mających wpływ na nasze bezpieczeństwo, może wiedza o tych problemach pomoże zrozumieć dlaczego zajęcia z EDB nie zawsze są wspaniałą przygodą, a dobrego nauczyciela tego przedmiotu można szukać ze świecą w ręku. Tekst ku refleksji, bo nie wierzę, że coś się zmieni, ale przypomnę się w czasie kolejnego kryzysu.