O parodii reformy edukacji zaserwowanej nam przez rządzących napisano już wiele. Na tym blogu też padło wiele gorzkich słów. Ale nareszcie widzimy o co w tych zmianach chodziło, przyznali to sami rządzący w osobie marszałka Terleckiego. O ideologizację, która widać nie była przez ostatnie lata dość mocna i zdecydowana, bo w grupie najmłodszych wyborców rządzący ponoszą porażki. A ponieważ starsi zgodnie z prawami natury odchodzą i przy okazji następnych wyborów głosy młodych mogą rozstrzygnąć o tym, kto będzie rządził, nie wróży to dobrze naszej szkole. Na kolejne lata przewiduję ideologiczny i programowy walec, wszak długopis do podpisywania wszystkiego jest już gotowy, więc wszystko potoczy się szybko.

To generalnie niedobrze. Boję się, bo nauczyciele w Polsce mają tę niedobrą cechę, że psioczą, ale szybko dostosowują się do nowej rzeczywistości. A od postawy nauczycieli będzie zależało wiele. I od ich odwagi, by głosić wartości, które niekoniecznie zapisane będą w nowych wytycznych programowych. Szacunek, tolerancja, poszanowanie praw mniejszości, także przegranych – to wartości, bez których demokracji nie ma. Pokazanie prawdziwej wersji historii i procesów, które obecnie zachodzą na świecie, nie przez pryzmat narodowej ideologii, lecz takimi jakie faktycznie są, to nie lata wyzwanie dla wszystkich nauczycieli przedmiotów ogólnych. Polska jest bowiem drobnym fragmentem wielkiej globalnej układanki, gdzie wiele zależy nie od widzimisię naszych polityków, ale od globalnych procesów gospodarczych i politycznych, oraz od decyzji podejmowanych poza Polską. To my sami decydujemy jaki chcemy mieć wpływ na te procesy (na razie hamujemy wszelkie zmiany, jakby świat się nie zmienił). Wyzwania, które stoją przed naszą cywilizacją wymagają wspólnych działań, zmian, zrozumienia współczesnych problemów i poświęceń by udało się im przeciwdziałać. Gra nie idzie o stracone pokolenie, choć niektórym w Polsce może ta perspektywa spędzać sen z oczu. Ale ja patrzę szerzej. Gra idzie o los ludzkości i o to kto straci mniej, a kto przez swoją głupotę więcej. Walka z głupotą, to będzie główne zadanie nauczycieli. Bo świat nie jest taki jak pokazuje go TVP. Zgaduję, że MEN nie wspomoże nas w tej walce, a wręcz będzie podkładał nauczycielom nogę. Bo to nie jest Ministerstwo Edukacji, które dba o stan wiedzy zgodny z dzisiejszym stanem nauki, a Ministerstwo Edukacji Narodowej, które dba o dobre samopoczucie narodu. Niestety… czasy królestw, które można było odgrodzić od świata murem, już dawno przeminęły. Coraz bardziej odpychając rzeczywistość dzisiejszego świata, poniesiemy tym większą porażkę. Jako naród.

W tym co powiedział pan Terlecki widać małostkowość i zaściankowość na której opiera się dzisiejsza Polska rzeczywistość. Widać to było w kampanii prezydenckiej, gdzie jedna strona narzuciła mocny ideologicznie przekaz, a druga strona nie potrafiła nawet skierować dyskusji na prawdziwe problemy. Bo w kampanii dominowały tematy zastępcze. Niewiele mówiło się o prawdziwych problemach: o zmieniającym się klimacie, o kurczących się zasobach surowców, w tym wody, o naszej przyszłości w UE, o wydatkach ponoszonych przez niewłaściwe gospodarowanie zasobami przyrody, o wydatkach ponoszonych przez coraz częstsze zjawiska ekstremalne, o naszym pomyśle na nasze życie na tej planecie za 5-10-15 lat… Jeśli zakażą o tym mówić w szkołach, skupiając się na naszych narodowych mitach i fobiach, to gdzie się znajdziemy? Ja wiem i powiem to bez ogródek: W CZARNEJ DUPIE. Lecz politycy, którzy do tego doprowadzili poniosą najmniejsze konsekwencje, spędzą starość pod szklanym kloszem na swych wysokich emeryturach, a konsekwencje ich działań poniesie dzisiejsza młodzież i dzieci. Więc nie dajmy sobie i młodzieży wciskać kitu!

Czy dzisiejsza szkoła da radę? Czy oprze się nadchodzącej ideologicznej fali? Czy nauczyciele podejdą zdroworozsądkowo i wbrew ingerencji, nauczą o tym co trzeba? Czy będą na tyle odważni? Czy zaryzykują otwarty konflikt, a może nawet swą posadę? Czy może będą skrycie przemycać treści, wykreślone z powodów ideologicznych? To ważne pytania. To ważne kwestie, które zdefiniują polską szkołę na najbliższe lata. Stawką jest wychowanie świadomego obywatela, nie maszynki do powtarzania bzdur. W XIX i XX wielu szkoły w wielu krajach narobiły bardzo dużo złej roboty, Polacy wiedzą to aż za dobrze. Ale XIX wiek już dawno przeminął, choć niektórzy politycy jak widać tego nie zauważyli. Dzisiejsza szkoła nie może być narzędziem narodowo-religijnego urabiania dzieci. Z prostej przyczyny, mamy zbyt duże problemy globalne, które w dodatku są dziś istotniejsze od narodowych. Żaden naród i żadna religia nie przetrwa, jeśli klasa polityczna tego nie pojmie. Świat stanie się złym miejscem do życia. Złym i niebezpiecznym.

Cieszę się że politycy rządzącej partii zdjęli maski i przyznali po co im szkoła. Będę miał jeszcze mniej skrupułów, by uczyć zgodnie z wykładnią nauki, a nie wg wskazówek politycznych hochsztaplerów. I to mogę ze swojej strony moim uczniom obiecać.