Od jakiegoś czasu media żyją wydarzeniami z Bytomia, gdzie 15-letni chłopak zadźgał 13-letnią dziewczynę. Motywem prawdopodobnie była ciąża dziewczyny. Media, jak to media, pożywią się tragedią i zajmą się innymi tematami. Można tę zbrodnię rozpatrywać oczywiście w kategoriach jednostkowych, ale jako doświadczony pedagog widzę sprawę w szerszym kontekście. Dlaczego 13-latka zaszła w ciążę, dlaczego 15-latek sobie z tym nie poradził, ile takich przypadków, niekończących się tak tragicznie, jest codziennością wielu szkół, wielu rodzin? Czy można takim sytuacjom zapobiegać? Czy jest dziś klimat polityczny aby takie problemy rozwiązywać? Nie pustosłowiem, w którym przodują ostatni ministrowie edukacji, nie chciejstwem, nie promocją modelu wychowania, który nijak nie ma się do współczesnego świata. Otóż nie ma takiej woli. Działania, które można podjąć są na wyciągnięcie ręki, a rozwiązania są często opracowane, tyle że za ich wprowadzanie można obecnie oberwać…

Młodzież ma coraz więcej problemów psychicznych – to fakt. Wiele z nich ma związek z seksualnością, która budzi się na etapie szkolnym. Szkoły nie dają rady z rozwiązywaniem problemów, jest mało psychologów, brak edukacji seksualnej. Akcja „Psycholog w każdej szkole”, choć szczytna, jest powodem do wstydu dla państwa, bo przecież od dawna powinien być to standard. Tymczasem przez lata oszczędności na oświacie, standardem nie jest już nawet obecność pielęgniarki w szkole. Na tym tle pomysł wprowadzenia wychowania seksualnego nie stanowi jednak jedynie problemu finansowego, lecz ma w naszym kraju szerszy kontekst.

Wychowanie seksualne w szkole stało się obiektem walki politycznej i wojny religijnej. Zupełnie jakby politycy nie rozumieli prostej rzeczy, że z wychowaniem seksualnym, czy też bez niego, młodzież i tak będzie aktywna seksualnie, bo to taki wiek. Pamiętajmy też, że nie zatrzymamy pewnych procesów, które zachodnie społeczeństwa przechodziły już dawno. Tymczasem my chcemy zawrócić rzekę kijem. Wielu polityków prawicowych myśli, że jeśli nie będą mówili o problemie seksualności młodzieży, to problem zniknie. Nie zniknie, jedynie będzie dochodziło częściej do niechcianych ciąż i problemów psychologicznych, miejmy nadzieję, że nie do kolejnych zbrodni. Ale na nadzieję nie ma co liczyć, ona jest matką głupich. W szkole potrzebna solidna edukacja seksualna. Nie aby deprawować dzieci, ale aby dostarczyć potrzebną wiedzę, zburzyć mity, sprawić by to co nieuchronne, odbyło się bezpiecznie. Dzisiejsza młodzież niestety myśli stereotypami. Rodziny w których wychowują się dzieci są różne, często tradycyjne w tym najgorszym stylu, gdzie kobieta jest odpowiedzialna za wszystko i zawsze jest winna. Do tego dochodzi otwarcie na świat, wzrost zamożności rodzin. Dzisiejsza młodzież zbyt lekko traktuje życie, zbyt łatwo im wszystko przychodzi. Nie robię z tego zarzutu, to naturalny efekt bogacenia się społeczeństwa, zbyt wiele łatwo dostają, są dłużej dziecinni, są izolowani przed problemami, a swe życie intymne traktują jak przedłużenie tej beztroski. Jakie są efekty – zbyt często widać. Jeśli nie uporządkujemy ich wiedzy, często pozyskiwanej od innych rówieśników, lub z niesprawdzonych źródeł w internecie (albo z filmów porno, których tam pełno), sytuacja będzie się pogarszać. Uporczywa obrona przed wszystkim co ma w nazwie „seksualny”, nie pomaga dzieciom i młodzieży. Złą robotę robi tutaj Kościół, który traktuje tę wiedzę jako promowanie rozwiązłości, zamiast dostrzegać w niej sposób na jej opanowanie. Tyle mówi się na prawicy o aborcji, o ochronie życia i nikt tam nie potrafi pojąć, że solidna edukacja seksualna nie sprawi, że niechcianych ciąż będzie więcej, a wręcz przeciwnie. Zrzucanie wszystkiego na rodziców i ich wychowanie, jest delikatnie mówiąc głupie. Jako nauczyciel i wielokrotny wychowawca widziałem nieraz rodziców, którzy nie radzą sobie ze swą rolą, a nawet nie radzą sobie sami ze sobą. Występują skrajności. Często w konserwatywnym domu seks jest tematem tabu, bo nikt nie nauczył kiedyś rodziców o tym rozmawiać. Albo odwrotnie, rodzice nie rozmawiają, ale pozwalają dzieciom na wszystko zbyt wcześniej, nawet na noce spędzane poza domem, a potem dziwą się, że jest jak jest.

W szkole nie ma czasu na kształtowanie seksualności człowieka. Jedyny czas by o tym mówić, to lekcja wychowawcza, bo raczej na przeładowanej materiałem biologii, czasu na taką tematykę nie wystarczy. A młodzież chce tej wiedzy. Pamiętam gdy na EDB, w ramach edukacji prozdrowotnej, przygotowałem prezentację o chorobach wenerycznych. Młodzież chłonęła tego typu wiedzę, o wielu chorobach i sposobach przenoszenia, nawet nie słyszała. Jak sami stwierdzali: konkretna wiedza o skutkach współżycia z wieloma partnerami, bez zabezpieczenia, bardziej zniechęca do takich zachowań aniżeli gadanie księdza.

Nie zazdroszczę dziś nauczycielom – wychowawcom. Problemów jest więcej aniżeli czasu na ich rozwiązywanie. Nie da się wszystkiego ogarnąć, dlatego mało kto chce być wychowawcą, pomimo podwyżki dodatku z 60 do 300 zł brutto. Tyle że od lat piszę, że rola wychowawcy to dodatkowe pół etatu, a zważywszy że płaca minimalna to obecnie 2800 brutto, to proszę sobie połowę obliczyć. A przecież praca wychowawcy nie powinna być pracą za pensję minimalną… Świat się zmienia, dzisiejszych problemów nie znała szkoła w czasach, kiedy chodzili do niej politycy PiS. Gdy pierwszy raz byłem wychowawcą, pilnej pomocy wymagały 2-3 osoby w klasie 30-osobowej. Gdy wychowawcą zostałem po raz czwarty, naliczyłem 12 osób z problemami w klasie 18-osobowej… To praca od rana do wieczora, a i tak wszystkiego się nie ogarnia, tym bardziej, że wychowawca musi często wejść w rolę psychologa, którego w szkole nie ma, lub jest na część etatu. Powiem szczerze, na lekcjach wychowawczych nie realizowałem większości założonego programu, lekcje wychowawcze to było jedno wielkie pasmo rozmów indywidualnych… Często trzeba było zastąpić w tych rozmowach rodzica, który sobie nie radził, który odszedł, albo zbyt dużo pracował. A przecież nie każdy nauczyciel jest z automatu dobrym wychowawcą. Jeśli klasa trafi na nauczyciela, który nie ma zdolności do pracy wychowawczej, albo co gorsza łączy pracę w dwóch szkołach, to wiele problemów pozostaje nierozwiązanych. Wiem to także z doświadczenia, miałem okazję być wychowawcą będąc zaledwie trzy dni w tygodniu w szkole, bo kolejne dwa pracowałem w innej. Połowa spraw przelatuje wtedy obok, nie można trzymać ręki na pulsie, dlatego wychowawcą powinien być ktoś, kto jest w szkole pięć dni w tygodniu, na etacie w jednej szkole, tyle że po reformach takich nauczycieli jest coraz mniej…

Na wszystkie te problemy nałożyło się teraz nauczanie zdalne. Wielu młodych ludzi zostało odciętych od pomocy wychowawcy i pedagoga szkolnego. Suchy kontakt przez internet nie zastąpi bezpośrednich rozmów, tym bardziej, że nauczyciel nie mając bezpośredniego kontaktu z klasą, nie jest w stanie zauważyć pewnych problemów w zarodku. Nie każdy chce i potrafi się uzewnętrznić rozmawiając przez Teams lub Messengera. Zamknięta w domach młodzież, mająca już wcześniej deficyty wynikające z życia w sieci, teraz jest tylko w sieci. Cały czas w sieci. Deficyty w życiu społecznym narastają, z tych deficytów wielu wyjdzie poobijanych. Gdy wrócą w końcu do szkoły, zastaną ją jeszcze bardziej przytłoczoną ideologiczną ofensywą rządzącej partii i pana ministra Czarnka. Będzie to szkoła z konkursami o JPII, o żołnierzach wyklętych, będzie mnóstwo patosu w przemówieniach, ale przez to deficyty w seksualnej edukacji naszej młodzieży nie znikną, będą się nawarstwiać, aż kiedyś coś znów wybuchnie. Szkoda mi dzisiejszej młodzieży. Chodząc do szkoły, żyją jakby w dwóch alternatywnych światach, jeden – ten prawdziwy, jest poza szkołą, a drugi – taki jakby tego chciała prawica, tworzy się w szkole. W szkole odsiedzą swoje, wysłuchają górnolotnych pouczeń i rad, zgodnie z zaleceniami Kuratoriów, po czym wrócą do prawdziwego życia, w którym są uzależnienia, kontakty seksualne, niechciane ciąże, czyli wszystko to, o czym w czasach PiS-u lepiej w szkole nie rozmawiać. Ale to jest i nie zniknie na polecenie ministra…

Wychowanie seksualne nadal więc odbywać się będzie w internecie. Uzupełnione będzie przez dobre rady koleżanek i kolegów, specjalistów bez stażu, znających często problem ze słyszenia. Chłopcy nadal będą myśleć, że kontakt intymny z kobietą ma być taki jak widzą go w filmie porno, a jeśli przydarzy się niechciana ciąża, to będzie to wina tej głupiej dziewuchy. Nastolatkowie nadal będą przeżywać swe dramaty sami, nie mogąc liczyć na omijających problem rodziców, nie mając oparcia w szkole, w której nauczyciele i wychowawcy w obawie przed utratą pracy, nie będą angażować się w edukację seksualną, bo ta będzie w szkole na cenzurowanym. Nastolatkowie pozostawieni sami sobie, będą wciąż popełniać te same błędy, których przy odrobinie dobrej woli i dobrej edukacji można by było uniknąć. Ale przecież lepiej chować głowę w piasek, lepiej ulegać głośnym ekstremistom religijnym. Tak jest wygodniej, z tego są większe korzyści polityczne…