Doczołgaliśmy się. Szczęśliwie końcówka roku przypadła na spadek zachorowań. Szczęśliwie, bo patrząc na przestrzeganie obostrzeń, mogło być groźnie. Potrzeba spotkania była duża, lecz każdy uczeń podkreślał, że powrót w czerwcu sensu edukacyjnego nie miał. Ale rządzącym znów się upiekło, poniekąd dzięki nauczycielom zabierającycm dzieci na świeże powietrze i młodzieży, która nie odwiedzała szkoły zbyt licznie. Korzystajmy więc z wolnego czasu, bo wiemy już, że wolność nie jest dana na stałe, szybko może się skończyć. A co zastaniemy po wakacjach? Tego chyba nawet jasnowidz nie wie.

Rodzicom polecam przegląd sprzętu komputerowego. We wrześniu może być zbyt późno, no i ceny mogą poszybować w górę. Politycy ogłosili koniec pandemii, nastąpiło szybkie luzowanie obostrzeń i… problem wrócił szybciej niż się wydawało. Pod koniec maja nie wierzyłem w jesienną powtórkę, tyle że potem zamiast dokończyć rok zdalnie, zaszczepić młodzież i dorosłych, po raz kolejny rozpoczął się narodowy eksperyment. Natury nie oszukasz, ludzi nie zmienisz. Kolejny zdalny semestr staje się realny. Jeśli nie będzie przymusu szczepień, to kolejny rok szkolny może okazać się stracony.

Bo ostatnie 1,5 roku było stracone. Statystyka nie kłamie. W szkołach w których uczę nastąpił wysyp covidowych geniuszy. Wielu uczniów wiele by dało za kontynuację zdalnego nauczania, wielu spodobało się wstawanie pięć minut przed lekcją, śniadanie na zajęciach i… lepsze oceny (nawet jeśli nie były zasłużone). W czerwcu był luz, ale powrót do realnego świata może być brutalny. Szczególnie dla osób, które kombinowały. Ale też dla osób u których pogłębiły się problemy natury psychicznej, dla nich ostatnie 1,5 roku było regresem. Świat dorosłych znów zawiódł. Fasada sukcesu budowana przez polityków nie zmieni faktu, że w tym czasie większość niczego się nie nauczyła, a część odkryła ciemniejszą stronę siebie. A życie w końcu powie „sprawdzam”.

Wszyscy podkreślają, że dużym plusem było zapoznanie się z możliwościami jakie daje cyfrowa rzeczywistość. Od zeszłej wiosny, gdy dwa miesiące uczyłem uczniów technikum jak zapisać plik w pdf-ie, minęła wieczność (bo nie tylko nauczyciele musieli nadrobić podstawowe braki w rzeczywistości cyfrowej). W szkołach przybyło sprzętu, ale nadal nauczyciele w domach pracują w większości na swoich komputerach. Mój sprzęt po trzech semestrach nauczania zdalnego nadaje się tylko do wymiany, nikt mi za to nie zapłaci. U wielu moich znajomych również, a pensje nie wzrosły.

Teraz trzeba się postarać by wakacje były udane i bezpieczne, jednak wydarzenia w Europie pokazują, że letnia kanikuła może być przerwana w brutalny sposób. Oby nie, bo część tego nie wytrzyma. O minionym roku szkolnym wielu chce zapomnieć i tego wszystkim życzę. Ale trzeba też wyciągać wnioski, szczególnie, że historia może się powtórzyć. Pamiętajmy, że na poprzednie wakacje również szliśmy z nadzieją na powrót normalności, a rzeczywistość przekroczyła nasze najczarniejsze przewidywania.

Do jakiej szkoły wrócimy? Nad tym będziemy zastanawiać się pod koniec sierpnia. Ale ideologiczna krucjata ministra Czarnka nie wróży niczego dobrego, podobnie jak zapowiedź nowych przepisów „dyscyplinujących” niepokornych dyrektorów. Jak nie urok to sraczka, jak mawia ludowa mądrość. Gdy myślimy że jest źle, ktoś zawsze postara się by było jeszcze gorzej. A w ostatnich latach politycy zbyt często mówią o edukacji, to oczywiście źle dla edukacji. Bo nie mówią o niej dlatego, że chcą ją rozwijać i dofinansować, tylko wykorzystać do swych małych celów, choć oczywiście swe niecne plany ubierają w piękne słowa. I w przyszłym roku raczej nic się nie zmieni. Ale choć chwilę o tym nie myślmy, bo nie na wszystko mamy wpływ. Trzeba się zregenerować aby od września mieć energię, zarówno do nauczania, jak i do walki o niezależność tego zawodu. Odpocznijmy.