Miałem już nie pisać o COVID-19, ale sytuacja w której pracujemy staje się tak irracjonalna, że nie sposób milczeć. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki, a walkę z COVIDEM zrzucono na barki dyrektorów, którzy miotają się pomiędzy butnymi deklaracjami Czarnka i Niedzielskiego, niejasnymi wytycznymi kuratoriów i Sanepidu, a sprzecznymi oczekiwaniami rodziców, podzielonych jak Polska. Kto nad tym panuje? Kto ogarnia problem całościowo? Raczej nikt. Gasimy lokalne pożary i widzimy wąski fragment rzeczywistości, nad którym ledwo panujemy, lub tracimy panowanie. Zostaliśmy sami, zakładnicy polityki rządu, czyli strachu przed ich własnym elektoratem. Wypada już zapytać: Czy leci z nami jakiś pilot?

Sami uczniowie mówią, że realizujemy model szwedzki, ale ja się nie zgodzę. Szwedzi panowali nad wieloma procesami. Nasz model przypomina mi raczej brazylijski, co szczególnie widać po liczbie zgonów i po paraliżu służby zdrowia. Sytuacja jest z pozoru komiczna, ale to śmiech przez łzy (łzy złości). Niby nauczycieli szczepiono, ale nie wiemy kto jest zaszczepiony. Nie wie tego nawet dyrektor. Wychowawca w klasie także nie wie, który uczeń jest zaszczepiony, a który może stać się źródłem problemów, bądź ofiarą własnych rodziców. W jednym miejscu są więc uczniowie zaszczepieni, tacy co to wszystko mają gdzieś i uczniowie z osłabioną odpornością oraz z chorobami współistniejącymi. Jak ich chronić? Kto odpowie za śmierć tych słabszych? Oczywiście nikt. Po prostu wykreśli się ich z dziennika…

Na przykładzie szczepień tłumaczę młodzieży czym jest wolność, która kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego, lub jego bezpieczeństwo. Niestety zbyt wielu rodziców i uczniów sądzi, że wolność to robienie tego co nam się żywnie podoba, czyli anarchia. A ponieważ PiS jest reprezentantem tych głupków, więc niepopularnej decyzji przeciwko nim nie podejmie. I to leży u podstaw braku decyzji o obowiązkowych szczepieniach, o braku informacji o niezaszczepionych, o braku ograniczeń dla tychże osób. Doczekaliśmy tym samym dyktatury głupków, gdzie głupsza część społeczeństwa narzuca swoją wolę mądrzejszej, za którą stoją lekarze epidemiolodzy, którzy już także nie ukrywają, że głupota rządzi w tym kraju. Skąd wiem kto głupi, a kto mądry? Nie, nie jestem zarozumiały. Szczepionki są jedną z największych zdobyczy naszej cywilizacji, to dzięki szczepieniom opanowaliśmy wysoką śmiertelność w wielu chorobach. To dzięki szczepieniom połowa z czytających ten tekst żyje i może go czytać, zamiast leżeć dwa metry pod ziemią. Kim więc jest ten, kto podważa zasadność i skuteczność szczepień jeśli nie głupkiem?

Większość dyrektorów wiedząc, że nie są specjalistami w dziedzinie zakażeń, kieruje się zaleceniami Sanepidu, ale on w tym chaosie także wydaje irracjonalne decyzje. Klasa idzie na kwarantannę, ale uczniowie, którzy mieli z tą klasą kontakt na korytarzu, w autobusie, lub na łączonych zajęciach nie muszą być na kwarantannie. Nauczyciel ma pozytywny test, klasy idą na kwarantannę, ale tylko te, które miały z nim zajęcia w dniu testu, bo ci z wczoraj już nie. Jest chaos. W wielu domach jedno z rodzeństwa siedzi na kwarantannie, drugie w tym czasie popyla do szkoły (często tej samej). Uczniowie, którzy wczoraj byli w szkole, a dziś są na kwarantannie, siedzieli w klasie bez masek, jeden zachorował. Czy reszta została skierowana na testy? Nie. Czy nauczyciele, którzy do nich przychodzili też poszli na kwarantannę? Nie. Czy zostali skierowani na testy? Nie. A ilu siedzi w domu, bo są przeziębieni? A może przechodzą COVID? Nie wiadomo. Testuje się mało osób. Ci uczniowie wrócą po trzech dniach, gdy lepiej się poczują. Jeśli mieli COVID, mogą nadal zarażać. Inni chodzą do szkoły kaszląc. Może mają COVID? Czy ktoś nad tym panuje? Niestety los jednych zależy od odpowiedzialnych decyzji rodziców innych uczniów. A co jeśli nie są odpowiedzialni? Nic, inni się zarażą. Może umrą. Nikt nie pomaga dyrektorom w podejmowaniu decyzji o zdrowiu i życiu uczniów. Szkoły radzą sobie same, tak jak potrafią. Wytyczne to bełkot obłąkanego, a rekomendacje Rady Medycznej przy premierze są ostentacyjnie ignorowane.

Jak dureń biegam po szkole i wymagam maseczek. Młodzież spogląda na mnie jak na upierdliwy problem. Bo skoro w sklepie, w autobusie, w kinie, w galerii handlowej nikt im nie robi problemów (a nie robi), to co ten facet chce od nas w szkole? Ale wieczorem w TV widzę Niedzielskiego jak mówi, że wszystko jest pod kontrolą, trzeba tylko przestrzegać dystansu i nosić maski, to nóż się w kieszeni otwiera (jakie to niebezpieczne wyrażenie ostatnio). Ale wszyscy wiemy, że nic nie jest w porządku. Takie nasze polskie codzienne rozdwojenie jaźni. Bo wg ministra pomimo, że zakażeń i zgonów tyle co w zeszłym roku, to przecież jest o niebo bezpieczniej, bo wielu uczniów jest zaszczepionych, choć przecież nie wiadomo którzy, a sprawdzić tego nie można. Bareja przy tym to pikuś. Ale Bareję dawali w kinie, a tu umierają prawdziwi ludzie. Niedzielski nie panuje nad niczym i mówi głupoty, co nie przeszkadza mu brylować z poważną miną we wszystkich telewizjach. Za to zadowolenia z siebie nie kryje zupełnie Czarnek, który spełnia rolę pożytecznego głupka. Morda cały czas mu się śmieje, jakby nie dostrzegał powagi sytuacji. Jego pewność siebie w zderzeniu z niepewnością każdego dnia w szkole, to soczysty policzek wymierzony w uczniów, rodziców i nauczycieli, którzy najzwyczajniej boją się jutra.

Wszyscy są zmęczeni. Nie ma już kim robić zastępstw. Resztka nauczycieli biega pomiędzy klasami w szkole i na zdalnym. Czasami trzeba wziąć dwie klasy naraz, czasami prowadzić zajęcia dla grup łączonych częściowo zdalnie (bo klasa na kwarantannie) a częściowo na żywo, bo reszta siedzi w szkole. Nikt nie dostrzega codziennej mordęgi rzeszy ludzi ryzykujących zdrowie, by zachować pozory normalności. Młodzież pyta dlaczego nie przerwiemy nauki, by się doleczyć, odizolować i za dwa-trzy tygodnie wrócić do normalnej pracy. Co mamy powiedzieć? Sami wiedzą o co chodzi. Widzą jak się nimi pomiata i gra. To ich pierwsza lekcja HIT-u, po niej jeszcze bardziej znienawidzą politykę. I staną się bardziej nieufni, bardziej aspołeczni. Ale ciężko wymagać zaangażowania w walce z COVIDEM od uczniów, którzy przeżyli poprzedni rok na zdalnym, a teraz rzucono ich w kolejną skrajność – nauki za wszelką cenę. Czy musimy wiecznie miotać się od ściany do ściany?

Powyższy tekst pisałem w piątek. W poniedziałek ogłoszono zwiększenie covidowych obostrzeń, śmiech na sali (dosłownie). Nie wiem kogo te obostrzenia dotyczą, ale na nasze codzienne życie nie będą miały wpływu. To jedna z cech tej ekipy – pakowanie NICZEGO w ładne opakowanie. W środku pusto, ale ładnie wygląda i jest o czym mówić. Pustosłowie. Udawanie. Cynizm. Odwracanie kota ogonem. Grunt, że tłuszczy się podoba. Grunt, że wyniesiony na piedestał burak i cham jest zadowolony.