Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Tag: reforma oświaty 2017

Epitafium dla gimnazjów

Projekt referendum skierowany w okresie letnim do prac w komisji to kolejny dowód na to, że reforma edukacji po prostu MA BYĆ wprowadzona. Ludzie wyjadą na zaplanowane urlopy, część machnie ręką, część się przestraszy, a 1 września wszyscy karnie przystąpią do pracy pieczętując wygraną deformatorów. To koniec, gimnazja odchodzą do historii. Czas zastanowić się jaka to była szkoła? Dobra? Zła? Jednak nikt na to pytanie jednoznaczne nie odpowie, bo tak jak istnieją dobre podstawówki i te gorsze, dobre licea i te gorsze, tak samo na etapie gimnazjalnym były gorsze i lepsze gimnazja. Na pewno jednak dawały dzieciakom możliwość wyrównania szans edukacyjnych i szansę na nowy początek w nowym środowisku. Ale gimnazja miały pecha. Znalazły się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Stały się ofiarą wyborczą, złożoną na ołtarzu populizmu.
Czytaj więcej

Próba jedności

Pierwsza połowa roku będzie wielką próbą jedności. Jedności nauczycieli, dyrektorów, samorządowców, rodziców. Różnie jest z tą jednością. Wiemy przecież, że likwidacja gimnazjów to dla tych grup temat kontrowersyjny, a linia podziału przebiega raczej w poprzek tych środowisk. Zgodni są jedynie eksperci (wiarygodni eksperci, a nie ci, których z kapelusza wyciąga rząd), oni jednoznacznie stwierdzają, że to głupi pomysł i zła zmiana. Ale kto w tym kraju słucha jeszcze ekspertów? Sprawa ta ma jeszcze inne, szersze dno. To test jedności dużej części społeczeństwa. Bo może się okazać, że część nauczycieli, część dyrektorów, część samorządowców (tych z wiadomej strony politycznego sporu), przedłoży swe małe interesiki nad dobro ogółu.
Czytaj więcej

Krok w tył

A więc odwrót? Zwijamy żagle? Praca wielu ludzi idzie na marne? Sukcesy w badaniach międzynarodowych okazują się zbiorem nic niewartych informacji? A jednak my Polacy jesteśmy trochę masochistami. Nie potrafimy docenić sukcesów, wolimy spektakularne porażki. Wolimy narzekać na rzeczywistość, zamiast ją zmieniać. Wiecznie płaczemy jak to kiedyś było fajnie, zamiast kreować przyszłość, wpływać na losy świata. Wielu naszych wspaniałych naukowców pracuje dziś za granicą, nie w Polsce, a w kraju cofamy się do czasów PRL. Tej samej PRL, która wydała genialnego Jacka Karpińskiego, którego komputery mogłyby podbić świat, a Dolina Krzemowa mogłaby być dzisiaj koło Warszawy, a nie obok San Francisco. Mogłaby gdyby Karpińskiego także nie pogrążyła polska bylejakość elit, jego projekt był zbyt odważny na swoje czasy, Karpiński skończył jako prywatny przedsiębiorca, hodowca trzony chlewnej, dla niezorientowanych – pasł świnie, potem też wyemigrował.
Czytaj więcej