Na wojennej fali ogłasza się różne sposoby na poprawę stanu gotowości bojowej młodej części społeczeństwa. Politycy starają się naprawić to, na co my, nauczyciele przysposobienia obronnego (obecnej edukacji dla bezpieczeństwa), zwracaliśmy uwagę już od lat. Jak mantrę powtarzaliśmy, że pokój nie jest wieczny i z przerażeniem obserwowaliśmy jak od lat ubywało godzin oraz elementów związanych z reagowaniem na zagrożenia wojenne. Ktoś widocznie uwierzył w koniec historii Fukuyamy… Obecne deklaracje są słuszne, ale realnej poprawy nie przyniosą, jeśli za słowami nie pójdą czyny.

W ciągu ostatnich 10 lat odeszło pokolenie dawnych nauczycieli PO. Ci którzy są, zostali zredukowani do gości w szkołach. Kiedyś nauczyciel PO mógł wyżyć z dwóch szkół. Obecnie nauczyciel EDB musiałby obsłużyć minimum cztery placówki, aby dobić do gołego etatu. Dlatego coraz częściej nauką o bezpieczeństwie zajmują się ludzie przypadkowi, zapchajdziury dla których EDB jest uzupełnieniem innego przedmiotu. A wiadomo jak traktuje się taką fuchę… Dlaczego to piszę? Bo bez fachowców, najpiękniejsze plany pana ministra wezmą w łeb.

Co mówi pan minister? Mówi o powrocie elementów przysposobienia obronnego, o większym nacisku na strzelectwo i praktyczne udzielanie pierwszej pomocy. Świetnie. A jakie są realia? W dzisiejszym liceum mamy jedną (!) godzinę EDB w cyklu czteroletnim, w pierwszej klasie (1-0-0-0), dla porównania religii mamy osiem (!) godzin w cyklu czteroletnim (2-2-2-2). No tak, już wiemy jak rozłożony jest nacisk na kwestie związane z bezpieczeństwem. Podczas wojny możemy się pomodlić, bo to będziemy mieć przećwiczone…

Kiedyś (przed reformą p. Hall) miałem w liceum i w technikum do dyspozycji dwie godziny (1-1-0-0), mogłem całą drugą klasę przeznaczyć na ćwiczenie pierwszej pomocy. Dziś takiego komfortu nie ma, mam nadzieję, że to się zmieni, ale gdy nadal będę dysponował jedną godziną, to pozostaniemy przy pięknej realizacji założeń na papierze. Tam zawsze wszystko się dopina… Dodatkowo czekam na program Fantom+ i bandaże+, bym nie musiał za każdym razem żebrać o tak podstawowe rzeczy.

Pan minister mówi o strzelectwie, strzelnicach, byśmy w razie czego byli gotowi. To też mam wcisnąć w system 1-0-0-0? Organizacja i wyposażenie strzelnicy w szkole kosztuje, można zrobić jedną na kilka szkół lub korzystać z komercyjnych, ale to też kosztuje. Na pewno w ramach budżetu żadna szkoła sobie na to nie pozwoli… Przydał by się program Karabin+, aby przynajmniej młodzież nauczyła się rozłożyć, wyczyścić i złożyć sprzęt. Karabiny wycofywane ze służby, po odpowiednim zabezpieczeniu (zepsuciu), byłyby tu idealne, bo atrapy dostępne na rynku nie wytrzymają przejścia przez ręce kilkuset uczniów w ciągu roku.

Żeby było jasne, zgadzam się z pomysłami ministra. W ostatnich latach zapomnieliśmy o tym, że czasem człowiek człowiekowi wilkiem i nie można zakładać wyłącznie tego, że będziemy się do siebie uśmiechać. Chcesz pokoju – przygotuj się do wojny – mawiali Rzymianie i nic tu się nie zmieniło, pomimo upływu wieków i rozwoju techniki. Ale za konkretnymi rozwiązaniami muszą iść źródła finansowania, aby nie skończyło się tak jak zwykle. My mamy fajne pomysły – a wy zastanówcie się jak wbić je w wasz grafik i poszukajcie na ten cel pieniędzy… Bo wtedy będziemy przeszkoleni na papierze, lecz przykład Ukrainy pokazuje nam, że czasem ktoś mówi „sprawdzam”…