Zapowiedź zmiany terminu ferii był dla wszystkich zaskakująca. Jakby bomba wybuchła. Najpierw wszyscy oniemieli, po czym zaczęto liczyć straty, zastanawiać się czy to ma sens. Jednym pomysł się podoba, innym nie. Zawsze tak jest. W ocenie tego ruchu trzeba pamiętać o tym, że żyjemy w szczególnych czasach, naznaczonych epidemią. To trzeba brać pod uwagę. Od wiosny nic nie jest normalne. Ale mało kto mówi o tym, że sens takiej decyzji będzie związany z kilkoma innymi postanowieniami rządu, o czym na razie cicho. Poza apelami nie ma konkretnych decyzji, lecz Polacy nie stosują się zwykle do apeli.

Rozumiem, że rząd zrobił to by zdusić pandemię. Ale nie zdusi jej jeśli przed świętami otworzy galerie, nie widziałem bowiem sklepu (poza moim małym osiedlowym) w którym ktoś liczył ile osób jest w środku. Będzie chaos i wzrost zakażeń. Ale szkół, kin i siłowni otworzyć nie wolno. Sens długiego wolnego byłby zrozumiały, gdyby przy okazji świąt i ferii ogłoszono lockdown. Siedzimy w domu – pandemia wygasa. Bez zatrzymania ludzi na ten czas w domach, ferie na początku stycznia, w tym samym terminie dla całego kraju, po prostu nie mają sensu. Oprócz tego że ludzie stracą. Tak więc skoro rząd powiedział A, a nie powie B, całe zamieszanie jest niepotrzebne.

Jeśli nie zabronią wyjazdów na ferie (nie tylko organizowanych), to ludzie pojadą. Dlatego apele nie mają żadnego sensu, ludzie ruszą na wypoczynek, bo mają dość siedzenia w domu. Z pewnego punktu widzenia nawet to rozumiem. Bardziej rozumiem niż decyzję o robieniu ferii w jednym terminie bez jednoczesnego lockdownu. Tyle że będzie tłoczno, jak za dawnych lat. Możemy więc mieć kolejną falę zachorowań, której sprawcą będzie… rząd i ferie. Jeśli pozwoli na wyjazdy. Gdy premier będzie tylko apelował i apelował, to ludzie pojadą i pandemia będzie przeciągała się w nieskończoność. Tej władzy kompletnie brak konsekwencji w działaniu.

Tak, wiem. Krótkie ferie i lockdown w ich trakcie to problem dla tych, którzy nie zarobią. Ale może trzeba to zrobić, by wyjść wreszcie z tej pandemii, aby nie stracić dodatkowo przerwy wielkanocnej, majówki i kolejnych wakacji? Jeśli rząd pozwoli na wyjazdy w czasie skumulowanych ferii, to będzie to nielogiczne. Będzie tłoczno, ale tylko przez 2 tygodnie. Wynajmujący, restauratorzy, przewoźnicy, sprzedawcy pamiątek, właściciele wyciągów etc. zarobią, ale niewiele. Nikt pensjonatu lub restauracji nie rozciągnie, więc ich zarobek będzie dwutygodniowy, a ceny raczej wysokie. Jeśli nie będzie zakazu wyjazdów (nie apeli!) to po co ten cyrk? Po co robić ferie w jednym czasie? Przecież rozłożenie ich na trzy tury to mniejszy tłok, a większy zarobek dla ludzi (którzy z tego żyją, mają kredyty etc.).

Robienie ferii w jednym terminie nie ma żadnego sensu edukacyjnego, zburzy co najwyżej kalendarz roku szkolnego. Ma sens tylko gdy ogłoszą lockdown. Przedłużanie pandemii to przedłużanie edukacyjnej ściemy jaką jest nauczanie zdalne, które nie jest dla wszystkich, bo nie każdy potrafi się w nim odnaleźć i nie każdy jest uczciwy na tyle, by czerpać z niego pożytek. Każdy dodatkowy zdalny tydzień to tworzenie straconego pod względem edukacyjnym pokolenia. Luzowanie wymagań na egzaminach to likwidacja skutków, a nie przyczyn. Już pisałem, że nauka zdalna wprowadzona na miesiąc, to dobry pomysł. Kontynuowanie jej przez kilka miesięcy to porażka.

Wywrócenie kalendarza roku szkolnego i przedłużająca się pandemia to pokaz niemocy tego rządu. Ja wiem, to nie są łatwe chwile i decyzje. Ale już widać że nie było przygotowanego planu. Działania są doraźne i chaotyczne, brak zdecydowania i konsekwencji. A często brak logiki, bo zamykanie teatrów, siłowni, gastronomii i jednoczesne otwieranie galerii handlowych przeczy zdrowemu rozsądkowi. Widzimy też przedkładanie doraźnych korzyści politycznych nad zdrowie ludzi. Widać to w liczbie testów, ktoś boi się spojrzeć prawdzie w oczy, zamiast tego lepiej kreować liczbę zakażeń i otwierać galerie aby… ludzie nadal się zarażali… To już nie jest śmieszne, to przypomina zbrodnię, bo jak nazwać odmrażanie gospodarki, gdy nie załatwiło się wcześniej problemu zakażeń? Ale czy kogoś w rządzie obchodzi wyraźny statystyczny wzrost zgonów? Z podejmowanych działań widać że nie bardzo. Kłamstwa widać jak na dłoni. Zakażenia powinniśmy pomnożyć przez 2, a lepiej przez 3. Więc nie ma na razie żadnego polepszenia i stabilizacji. To propaganda, w której rządzący są najlepsi, ale przez którą zamiast zduszenia pandemii, mamy jej powolne pełzanie. Końca nie widać. Jedyny plus jest taki, że obciążane wydatkami bez pokrycia samorządy zaoszczędzą na prądzie i ogrzewaniu w szkołach. Tyle że najważniejszy powinien być uczeń…

Zwrócę jeszcze uwagę na coś, na co niewielu ją zwraca. Uczymy młodzież i dzieci olewania prawa. Już nie mówię o bałaganie prawnym związanym z maseczkami, z kolejnymi tarczami pod które wpadają jedni, a drudzy nie. Chodzi o konstytucję. Kraje ościenne ogłaszają stany wyjątkowe, a u nas konstytucja leży zakurzona na półce, mimo iż ma ona rozwiązania na takie sytuacje jak ta. Jak potem na lekcji wytłumaczyć sens zapisów o stanach nadzwyczajnych w konstytucji (mam to w programie EDB)? Przecież wzbudzi to uśmiech politowania. Zapisy, których się nie stosuje, bo… No właśnie, dlaczego? Bo rządu nie stać na stan klęski żywiołowej? Pokazujemy tym samym dzieciakom w jakim kartonowym państwie żyją i nieświadomie szykujemy ich do emigracji. Tam gdzie państwa działają lepiej i stosują przepisy prawa.