Za mną trzy najtrudniejsze tygodnie życia. Covid jest w stanie przeczołgać człowieka jak walec, nie ma wiele wspólnego z grypą. Jest dokładnie taki jak mówią o nim lekarze zakaźni, którzy (jak wielokrotnie powtarzałem), powinni być naszymi autorytetami na te trudne czasy, ale nie są, bo autorytetem da młodych jest głupawa „mądrość” sieci. W czasie gdy zmagałem się z Covidem, w Katowicach, gdzie mieszkam, odeszły na wieczny spoczynek dwie nauczycielki, nie emerytki. Ile jeszcze trzeba ofiar? Co trzeba by tę walkę wygrać?

Co zawiodło? Zawiodła jak zwykle nasza społeczna bylejakość. Anarchia, brak samodyscypliny. Młodzież, ludzie, którzy zlekceważyli, zbagatelizowali zagrożenie. Nie zawiodły procedury w szkołach, te nie były może doskonałe, ale na tle kraju szkoły wyróżniały się odpowiedzialnością i solidnością. Co z tego skoro za bramą szkół procedury kończyły swe życie. Co z tego jeśli w samych szkołach wielu uczniów grało z nami w kotka i myszkę. Ileż to razy we wrześniu słyszałem, że koronawirus to spisek elit, że koronawirusa nie ma, że został wymyślony by przejąć nad ludźmi władzę… Ileż razy widziałem uczniów, którzy poza szkołą lekceważą obostrzenia. Niektórzy nawet tego nie ukrywali. Im młodzież o wyższych aspiracjach edukacyjnych – tym obostrzenia były lepiej przestrzegane. Im poziom gorszy – tym lekceważenie dla Covida było większe, do całkowitej negacji włącznie. To zauważyłem we wrześniu, osobiście. A potem sam ciężko zachorowałem na Covid, stając się żywym przykładem tego, że wirus jest, że jest groźny, przewlekły i trudny w leczeniu. Do dziś odczuwam negatywne skutki tej choroby.

We wrześniu, jak mantrę, powtarzałem młodzieży słowa, myślę że mądre: NIKT ZA NAS WALKI Z WIRUSEM NIE WYGRA, JEŚLI SAMI BĘDZIEMY LEKCEWAŻYĆ OBOSTRZENIA I TRAKTOWAĆ JE WYBIÓRCZO. JEŚLI BĘDZIEMY PRZESTRZEGAĆ OBOSTRZEŃ TYLKO NIEKIEDY, W ZALEŻNOŚCI OD MIEJSCA I CZASU, TO WALKĘ Z WIRUSEM PRZEGRAMY, A SAME OBOSTRZENIA BĘDĄ Z NAMI DŁUŻEJ. Miałem rację. Czy mam satysfakcję? Nie, bo wirus wciąż tu jest, poważnie dezorganizuje nam szkołę, zagraża naszemu życiu, o czym sam miałem okazję się przekonać.

Ale my zachowujemy się nielogicznie. Młodzież nosi maseczki na korytarzu szkolnym, bo tak trzeba, ale spotykając się ze znajomymi spoza szkoły w pubie lub na zakupach wielu ściąga maseczki. Rozmawiają twarzą w twarz bez maseczek, całują się na powitanie, nie trzymają dystansu, chodzą bez masek po galeriach, w autobusach… to przecież była we wrześniu codzienność… To jak? Tam już nie ma tego wirusa co w szkole? A co z maseczkami na brodzie, na nosie? Taka ściemka aby niby spełniać wymogi, ale nie do końca, bo nam się nie chce. Bo obostrzeń nie stosujemy by kogoś ochronić, tylko by je spełnić, bo ktoś na nas patrzy, a za chwilę już nie. Tak nie wygramy żadnej walki, nawet gdyby rządził nami polityk formatu Margaret Thatcher.

Szkoła przetrwa Covid, ale jaka to będzie szkoła? Nie wiem. Ale wiem, że zdalna nauka, to taka szkoła na pół gwizdka. Nic nie zastąpi międzyludzkiej interakcji, nic nie zastąpi prawdziwej weryfikacji… Ale w obecnej trudnej sytuacji pandemii, to najmniejszy problem dla polityków. Nie mam nic przeciwko przerwaniu zajęć i nauce zdalnej, gdy jest taka absolutna konieczność, ale na naukę zdalną można przejść na miesiąc, bo jest ona po to aby nie stracić kontaktu ze szkołą i z obowiązkami. Jeżeli zdalna nauka przedłuża się, musimy zaksięgować straty, bo nauka zdalna jest skuteczna dla 20-30% uczniów, reszta traci czas i szanse na przyszłość. Działania ministerstwa i rządu powinny być więc nakierowane na jak najrzadsze i najkrótsze przechodzenie na naukę zdalną. A wprowadzanie obostrzeń powinno zacząć się od zablokowania największych rozsadników, czyli przedszkoli i klas 1-3. A u nas zdalnie pracują… uczelnie, rujnując lokalne firmy, rujnując lokalny rynek wynajmów, który jest na skraju, rujnując puby i restauracje, które liczą straty związane z brakiem studentów. Ale czy studenci wracając do nauki stacjonarnej przestrzegaliby zasad? Chronili by innych nosząc maski? Utrzymywaliby dystans? To pytania retoryczne, bo nasi studenci to w duszy anarchiści, nie lubiący zasad. Nie dziwcie się więc że jeszcze pożyjecie w zamknięciu… Nikt za was wojny z wirusem nie wygra.