Jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy obchodzić pierwszą rocznicę największej edukacyjnej ściemy w historii RP. Prawdziwe (nie cukierkowe, przedstawiane przez polityków, lub teoretyków) oblicze tej „nauki” jest koszmarne. Zapewnienia ministerstwa, że wszystko jest pod kontrolą jest malowaniem trawy na zielono. Tymczasem po cichu zachodzą negatywne procesy, które będą się za nami wlec przez lata. Tym bardziej że nic na razie nie wskazuje aby nauka zdalna miała się skończyć, bo tempo szczepień nauczycieli jest tak powolne, że prędzej należy spodziewać się kolejnego zawieszenia zajęć dla klas 1-3 niż powrotu do szkół reszty. W dodatku ten rok może przejść do historii szkolnictwa wyższego, jako ten w którym studenci przez cały rok akademicki nie zobaczą na oczy uczelni. Jaki kraj – takie nauczanie. A kraj? Wiemy, już Sienkiewicz to zdradził, a potem było tylko gorzej…

Osobiście każdą zdalną lekcję EDB zaczynam od przypomnienia wrześniowego materiału o stanach nadzwyczajnych, zwracając uwagę, że nie wprowadza się rozwiązań przewidzianych w konstytucji, czyli stanu klęski żywiołowej. Każde inne działania to mniejsza lub większa ściema, za którą idą dramaty konkretnych, prawdziwych osób. Każdy ogłaszany przez rząd lockdown jest na pół albo ćwierć gwizdka, taka ściemka, bo prawdziwy lockdown, którym załatwia się tego typu sprawy drzemie spokojnie na kartach najważniejszego, acz zapomnianego dokumentu w RP.

Gdy siedem lat temu pisałem Ściemę, w której piętnowałem bylejakość ówczesnej szkoły, obniżanie standardów, brak zainteresowania światem, rozprężenie wychowawcze i wiele innych rzeczy, uważałem, że gorzej już być nie może. Tyle że potem była reforma Zalewskiej, potem dorabiałem całe trzy lata w szkole weekendowej w której zrozumiałem, że w prowadzeniu szkoły ważne jest same jej prowadzenie, bo reszta nie ma znaczenia. Następnie zniesmaczony i zniechęcony zrezygnowałem na pewien czas z oświaty, a w pierwszej pracy, do której się załapałem, dorywcze stanowisko copywritera polegało na… pisaniu głąbom prac licencjackich lub magisterskich, lub fragmentów prac. Oczywiście nie napisałem tępakom ani słowa, więc nie zarobiłem tam ani grosza. Ale uświadomiłem sobie iluż udawanych licencjatów i magistrów chodzi po polskich ulicach… To często nasi znajomi, krewni… I kiedy myślałem, że to apogeum mojego zdziwienia – nadszedł czas zdalnej „nauki”. Materiału mam na dwie kolejne części Ściemy, ale nie wiem czy jest sens, bo zbyt wielu może dostrzec tam siebie. A przecież Polak nie lubi się z siebie śmiać…

Spora część Polski pracuje zdalnie, ale proszę nie mylić pracy zdalnej z nauką zdalną. A większość polityków i urzędników tej różnicy nie dostrzega. Dorosły pracuje za pieniądze, zawalenie czegoś w pracy zdalnej oznacza utratę zaufania, a czasem pieniędzy. A przecież trzeba z czegoś żyć i spłacać kredyty. Pracują zdalnie dorośli ludzie, którzy odpowiadają za siebie jak dorośli. W nauce zdalnej mamy do czynienia z dziećmi i młodzieżą. W dodatku mamy XXI wiek, dzieci są dłużej dziecinne aniżeli kilkadziesiąt lat temu. Dłużej są izolowani przed światem, odpowiedzialnością, są często hodowani przez swych rodziców chroniących ich przed problemami życia. Do tego dochodzi wiek, który nie sprzyja braniu spraw we własne ręce. Pamiętacie swoją młodość? Powiedzenie „młody – głupi” nie wzięło się znikąd. Jeśli młody człowiek ma możliwość zakombinowania i w czasie nauki zdalnej jest w stanie robić inne, przyjemniejsze dla niego rzeczy, to będzie to robił. Tak było, jest i będzie. Jedni więc śpią, inni grają, jeszcze inni czytają, ale nie to co trzeba, a sprawdziany rozwiązują wspólnymi siłami przy udziale sieci, która jest pod ręką. Niewielu działa na zasadach świata dorosłych. A rodzice? Większość nie jest w stanie tego kontrolować, bo jest w pracy, a nawet gdy ma home office, to i tak jest w stanie szczątkowo panować nad tym co robi dziecko przy kompie…

Zdalna „nauka” wpędziła w nałóg uzależnienia od sieci oraz gier całe roczniki dzieci i młodzieży. Nie mówię tego z sufitu, sam mam dwóch synów, którzy jak zauważyłem (bo uczę z domu) w każdej wolnej chwili (przerwa) robią coś w sieci. Nawet w trakcie lekcji potrafią na słuchawkach słuchać, a przed oczami mieć inną stronę. Jaka jest jakość takiej nauki? Jakie jest skupienie na zagadnieniach? Reaguję i rozmawiam, niestety nie mogę cały czas nad nimi ślęczeć, bo sam prowadzę zajęcia i mam pełną świadomość, że po drugiej stronie podejście do obowiązków przypomina to, co widzę u moich dzieci. Coś tam robią, ale efektywność ich pracy jest niska. To utrwalanie złych przyzwyczajeń, które potem wyjdą w pracy. Znajomi przedsiębiorcy już o tym mi opowiadają, jak młodzi pracownicy kombinują by oderwać się od pracy i pobawić się smartfonem. Słyszałem o tym i od firm biurowych, i od tych wykonujących prace fizyczne. Nie dziwię się młodzieży, że robi co robi, nie wiem jak sam bym funkcjonował będąc w ich wieku i mając pod ręką takie środki techniczne. Robią to na co im się pozwala. Tylko że szlag mnie trafia, gdy widzę w TV gęby kolejnych ministrów, którzy w swym samozadowoleniu stwierdzają, że wszystko jest w porządku. Nic nie jest w porządku.

A może dzisiejsza szkoła ma być taką przechowalnią? Bo widzę, że jakoś nikomu u góry nie przeszkadza to, że nauczanie zdalne jest praktycznie od marca. Może dobre wykształcenie jest dla polityków problemem, bo gdy poziom będzie gorszy, łatwiej będą łykać propagandę w stylu TVP? Czasem czuję się jak wyrobnik w dawno zapomnianym socjalistycznym zakładzie pracy, który pracuje, bo tak było zawsze, ale nikogo nie obchodzi jak idzie praca i jakie będą jej efekty. Jedni dostają pieniądze, inni oceny, nie pałętają się po ulicach, siedzą cicho, bo mają co robić. I jest spokój. Tych mamy z głowy – powie ktoś ważny. Aby było uczciwie, to należałoby zmienić nazwę zawodu nauczyciel, na opiekun w przechowalni dzieci. Niestety fasada ma być, bo to ściema, dlatego nadal mówimy o szkole, nauczycielach i realizacji programu nauczania.

Od siedzenia przed monitorem bolą oczy i głowa, ale ministerstwo ma na to sposób, wyliczyło, że nie można nadmiernie obciążać uczniów siedzeniem przy komputerze. Ale pół godziny lekcji zagwarantuje jedynie, że nie zrealizuje się materiału, a z każdą taką lekcją urosną zaległości. Na pewno nie poprawi się zdrowie, bo pomiędzy półgodzinnymi lekcjami młodzież siedzi nadal przy monitorze. Bo co ma innego robić? Tym, bardziej, że teraz w każdej chwili mogą znaleźć uzasadnienie przesiadywania przy kompie. To wiele godzin dziennie, często od rana do wieczora. Nauka zdalna zaburzyła zdrowe proporcje, które wielu rodziców przed pandemią starało się zachować. Wpędzamy dzieci w uzależnienie od sieci , maskując to szczytnym celem zdalnej nauki. No ale co zrobić skoro jest pandemia? Tyle że nikt nie pyta dlaczego tak długo jest… Pandemia pokazała bezradność współczesnej polityki przed zagrożeniami. Łatwo się rządzi gdy nic się nie dzieje. Jakość rządzenia widoczna jest w czasach kryzysu. A jak widać po efektach jakość jest fatalna.

Uzależnienia, alienacja, trudności w kontaktach międzyludzkich, dodatkowe kilogramy z zasiedzenia, choroby oczu, problemy psychiczne – kogóż to obchodzi. Wyda się na psychiatrię mniej, to problem zniknie – taki widocznie jest tok myślenia naszych rządzących. Będzie więcej domowej przemocy? Nie zauważy się, szczególnie że policjanci zajęci są aktualnie nękaniem kobiet i młodzieży po jesiennych protestach. Będzie więcej alkoholizmu? To świetnie! Do budżetu wpłynie więcej pieniędzy na kupowanie głosów. A na koniec w dzienniku w TV powiedzą, że jest pięknie, wyjdzie na konferencję premier i będzie kłamał. Ściema wyniesiona na ołtarze w XXI wieku, w epoce informacji, w której większość nie potrafi odróżnić prawdy od kłamstw. Do propagandy i kłamstw ludzie już przywykli, nie rusza ich to. Smutne. Gdzie więc zmierzamy? Do krachu gospodarczego, w końcu dlatego nie stać nas na ten stan klęski żywiołowej, bo państwo jest gołe. Lepiej poświęcić biznes, dzieci, szkołę niż przyznać, że wszystko się rozdało. A jak elektorat nie będzie miał co żreć i pić, to może dopiero wtedy się otrząśnie… Tak było zawsze. Wiem bo znam historię. Wiem, że powielamy dawne błędy. Potrafię wyciągać wnioski i przewidywać. Lecz czy takie umiejętności wyniosą nasze dzieci po ukończeniu szkoły na niby?