Pisałem niedawno, że Czarnka trzeba przeczekać, że nikt nie będzie umierał za fatalne zmiany w edukacji jakie duet Czarnek-Piontkowski proponują. Rzeczywistość po raz kolejny mnie zaskoczyła – o edukacji głośno jak nigdy. I nie chodzi o to, że edukacja stała się nagle bardzo ważna. Czarnek i Piontkowski spełniają właśnie rolę dyżurnych krzykaczy, którzy mają stworzyć zasłonę dymną dla prawdziwych problemów, z którymi rząd nie daje sobie rady. Taki temat zastępczy. A że na lata coś spieprzą? No cóż… Edukację można poświęcić na ołtarzu politycznej kalkulacji…

Tematy zastępcze to standardowe narzędzie polityków. Mają odwrócić uwagę od ważniejszych, acz niepopularnych decyzji, które mogą spowodować utratę głosów wyborczych i spadek popularności. Ma zatuszować nieudolność rządzenia. A problemów piętrzy się coraz więcej. Polska przegrywa kolejne rundy w TSUE, bo reforma wymiaru sprawiedliwości okazała się bublem. Przez niekompetencję rządowych urzędników bije nam licznik kary za kopalnię Turów. Inflacja osiąga kolejne rekordy, ceny rosną i pogarsza się sytuacja spłacających kredyty. Kosztowne programy mające podnieść rozrodczość, kończą się katastrofą demograficzną. Przez zmiany w prawie, kobiety boją się zachodzić w ciążę. Rynek pracy woła o pracowników, a jego zapaści przeciwdziała jedynie napływ imigrantów, któremu rząd chce zapobiec. Na szczycie klimatycznym świat śmieje się ze słów polskiego premiera, bo pustosłowie działające może na elektorat Pisu, niekoniecznie przemawia do reszty świata. Zapowiedzi technologicznego skoku kończą się kompromitacją. Młodzi i zdolni nadal uciekają z kraju. Rząd nie radzi sobie z pandemią, bo jest zakładnikiem swojego antyszczepionkowego elektoratu. A służba zdrowia działająca w trybie covidowym, nie radzi sobie z leczeniem ciężkich chorób, co przekłada się na rekordowe liczby zgonów. Można by tak jeszcze długo. Dlatego rozdmuchano temat kolejnej „wspaniałej” reformy edukacji, „podwyżek” dla nauczycieli, dlatego nagłaśnia się powstanie nowego przedmiotu, mającego przywrócić godność i po raz kolejny wstać z kolan… Tematów zastępczych miało być więcej. Tematem zastępczym miała być też „dzielna walka” z imigrantami na granicy z Białorusią, ale sytuacja wymknęła się rządzącym spod kontroli, następuje eskalacja kryzysu granicznego, do którego walnie przyczyniła się polityka rządzącej ekipy. I tak walka z imigrantami z tematu zastępczego stała się kolejnym problemem, który trzeba przykryć. Dlatego im większa będzie nieudolność rządzących, tym głośniej będzie o edukacji. Rząd potrzebuje sukcesu zastępczego, by ukryć swoją niekompetencję.

Edukacja stała się tematem zastępczym. To źle dla edukacji. Forsowanie na siłę rozwiązań przygotowanych na kolanie, na szybko, będzie przez lata wpływać na prawdziwych ludzi. Niestrawną potrawę, którą warzą nam ministrowie, będą musiały zjeść kolejne roczniki dzieci i resztka nauczycieli, którzy zgodzą się pracować w stworzonych naprędce nowych realiach. Te działania też skończą się katastrofą. Odchodzić będą dobrzy nauczyciele, młodzi z powołaniem nie przyjdą do zawodu. Szkoła stanie się smutnym miejscem, z przepracowanymi i kiepsko opłacanymi pracownikami, którzy nie będą autorytetem dla młodego pokolenia. Tyle że skutki edukacyjnej katastrofy widoczne będą nie od razu, dlatego dziś może być tematem zastępczym…