Gdy po wyborach parlamentarnych formował się nowy rząd, zamieściłem na tym blogu wpis „Klątwa Alei Szucha”, życząc nowej Pani Minister, by działała mądrzej aniżeli wiele jej poprzedniczek i poprzedników. Szkoły przygotowują się do kolejnego roku szkolnego, tymczasem mam wrażenie, że władze ministerstwa nie mają zbyt wiele do zaoferowania środowisku oświatowemu. Kilka chaotycznych działań, nieskonsultowanych z nauczycielami, impas w rozmowach o kolejnych podwyżkach, bez czego nie przyjdą tu pracować młodzi nauczyciele, tworzy obraz braku koncepcji na przyszłość…
Od września wchodzi do szkół średnich połowa rocznika, co jest efektem zamieszania uczynionego przez polityków, ale konsekwencje poniosą szkoły
i nauczyciele. O dobrego nauczyciela coraz ciężej, w planach na przyszły rok świecą wakaty, które ktoś znowu będzie obrabiał na szybko, po swoich godzinach. Podwyżka, która była tak naprawdę wyrównaniem inflacji, zostanie „zjedzona” przez mniejszą ilość godzin związaną z mniejszą ilością otwieranych oddziałów. Kolejnych podwyżek nie widać i nauczyciele nadal są wśród swoich znajomych obiektem litości lub kpin, związanych z wysokością zarobków. Są za to pieniądze na organizację wycieczek, co jest raczej zmodyfikowaną kontynuacją pomysłów ministra Czarnka. Ale nie ma pieniędzy by zapłacić za pracę nauczycieli na tych wycieczkach, nadal mają to robić charytatywnie 24h/dobę…
Dwa razy pani Nowacka strzeliła sobie w stopę. Raz gdy wywołała niepotrzebne zamieszanie w kwestii zadań domowych, co było działaniem populistycznym,
a w dodatku nieprzemyślanym i nie przedyskutowanym ze środowiskiem oświatowym. Drugi raz gdy stwierdziła, że w pół roku dokona reformy programowej, co oczywiście nie mogło się udać. Cięcia podstaw stały się obiektem kpin i żartów, a dla uczniów i nauczycieli od września niewiele zmieni się na lepsze. Za to zarobią wydawnictwa sprzedając nowe wersje podręczników, co jest kolejnym niechlubnym osiągnięciem ministerstwa. To były działania niepotrzebne. Potwierdziła to niejako pani Leubnauer, która chcąc złagodzić przekaz ministerstwa stwierdziła, że prawdziwa reforma programowa zapowiadana jest na 2026 rok, czym de facto przyznała, że tegoroczne zmiany w podstawach były pomyłką… Bo były. Zarówno to jak i gmeranie przy zadaniach domowych należały do czynności niepotrzebnych. Nie ma za to działań potrzebnych. Nadal powiększa się luka pokoleniowa, a do pracy w szkole przychodzą jedynie młodzi desperaci. Pewnie panią Nowacką to nie obchodzi, bo wie, że po przejściu dwóch zwiększonych roczników część nauczycieli straci pracę (co wiedziała już poprzednia ekipa), może więc nie zależy jej na zwiększaniu stanów osobowych. Tyle że szkoły pracują już teraz ludźmi w wieku emerytalnym i przedemerytalnym, luka pokoleniowa jest bardzo niebezpieczna dla ciągłości i jakości nauczania,
a przecież obecna ekipa deklarowała, że będzie się w tej sprawie różnić od poprzedniej, która w tej kwestii wykazywała się całkowitą ignorancją… Sprawa jest nadal prosta, nauczyciele za mało zarabiają. Ale o tym dziś cicho sza.
Ostatnio zaskoczyło mnie „wprowadzenie” nauki pierwszej pomocy, bo od 20 lat uczę w szkole… pierwszej pomocy… W tym czasie rząd Platformy Obywatelskiej zmniejszył mi w LO wymiar EdB (dawne przysposobienie obronne) z 2 godzin do jednej. Kiedyś robiłem rok pierwszej pomocy, dziś robię pół roku. Dlaczego nie wrócić do tego wymiaru tylko zabierać wychowawcom czas na zajęciach wychowawczych. Dlaczego nie oddać tego w ręce doświadczonych fachowców takich jak ja, a zawracać głowę wychowawcom? Zajęcia wychowawcze to już teraz w dużej mierze fikcja. W obecnych oddziałach klasowych jest tak dużo bieżących problemów, że często brakuje czasu na pogadanki o ważnych rzeczach wychowawczych proponowanych przez szkolnego pedagoga, a teraz ktoś chce jeszcze w to wcisnąć pierwszą pomoc. Obawiam się, że w wielu przypadkach będzie to kolejna rzecz zrobiona na papierze, bo czasu nie da się naciągnąć i pani minister powinna to wiedzieć. Oczywiście jeśli nawet nauczycielka znajdzie czas by takie zajęcia solidnie wykonać, to będzie to kolejna dodatkowa praca za darmo (czyli przeszkol się, zrób zajęcia, a pensja taka sama). No ale gdyby zrobić to jako blok obowiązkowy np pół roku w klasach 1-3, pół roku w klasach 4-8 i pół roku w klasach ponadpodstawowych, to trzeba by komuś zapłacić, wygospodarować czas i znaleźć fachowców. Tutaj zrobi to frajerka (nauczycielka) w godzinach swojej pracy i w ramach swojej marnej pensji. Czy zrobi to dobrze po kilkugodzinnym szkoleniu Owsiaka? Ja uczę tego od 20 lat, nie od razu stałem się specjalistą…
A sorry, są zapowiedzi by wychowawcom podnieść dodatek do 500 zł… Może to za tę pierwszą pomoc… Ale od lat na tym blogu udowadniam, że praca wychowawcy (nawet bez nauczania pierwszej pomocy) to równowartość co najmniej dodatkowego pół etatu pracy. Nauczyciele w zapowiedzi nie uwierzą dopóki nie zobaczą większej kwoty na pasku. A przy podwyżce z 300 zł do 500 zł, nadal wychowawstwo będzie czymś przed czym nauczyciele będą uciekać, bo lepiej wziąć w sąsiedniej szkole 3 godziny tygodniowo więcej niż użerać się
z trzydziestką indywidualnych problemów i ich rodzicami. Praca wychowawcza daje może wiele satysfakcji, ale w dzisiejszych realiach (problemy psychiczne dzieci, rozbite rodziny etc) i za takie pieniądze po prostu się nie opłaca…
Oczywiście nie wszystko Nowacka robi źle. Była pierwsza od lat podwyżka, zaczął się dialog, skończyła indoktrynacja jednej opcji politycznej, do szkół dopuszczono z powrotem organizacje pozarządowe. Ale dopiero w tej chwili powinna toczyć się dyskusja nad kształtem podstaw programowych od 2026 roku. W tej chwili ministerstwo powinno dyskutować z nauczycielami jak można ograniczyć ilość niepotrzebnych zadań, w jakim stopniu je ograniczyć, a gdzie nie ograniczyć…
W tej chwili powinniśmy mieć już zarys planu odbudowy prestiżu zawodu nauczyciela skierowany głównie do ludzi młodych, by widzieli przed sobą konkretną drogę szkolenia, awansu i gratyfikacji finansowej, by nauczycielstwo nie stało się pracą dorywczą dla nieudaczników, a konkretną ścieżką (jak w wojsku), gdzie za pracą i doświadczeniem szłyby pieniądze. Niestety gdyby nie działania ZNP, to takich rozmów nie byłoby w ogóle… Projekt ZNP zakładający powiązanie wypłat nauczycieli ze średnią pensją w gospodarce utknął gdzieś w pracach
w komisji. Szkoda, bo z chęcią zobaczyłbym jak zagłosują na niego politycy, którzy przed wyborami prześcigali się w popieraniu oświatowych postulatów…
Nie wierzyłem, że w edukacji na tle „dokonań” Czarnka można jeszcze zrobić coś źle. Rozczarowałem się. Pani Nowacka chciała widocznie zrobić dużo rzeczy szybko i na raz, ale gdyby wsłuchała się w oczekiwania środowiska oświatowego (które to środowisko wyrażało wyraźnie i głośno), to wiedziałaby, że chcemy zmian dobrych, ale przede wszystkim dobrze zaplanowanych i nie zawsze natychmiastowych (oprócz pieniędzy, by miał kto uczyć). Każdy wie, że zmiany szybkie są przeważnie nieprzemyślane… Dlaczego nie wie tego pani minister?
Jestem pewien, że w koalicji nie przygotowano się na zakończenie rządów PiS
w oświacie. Nie widać jednolitego, konsekwentnego planu. Oświata stała się „gorącym kartoflem”, z którym nie wiadomo do końca co zrobić i który raczej przypadkowo wpadł w ręce pani Nowackiej. To widać. I to nie jest tak, że ona się nie stara. Pewnie się stara się, ale głowę daję, że została tą funkcją zaskoczona, widać że nie ma w tej dziedzinie zbyt dużego doświadczenia. Szkoła to nie korporacja. Nie tego oczekiwało środowisko szkolne zniszczone strajkiem, inflacją i lekceważeniem w czasach PiS. W roku szkolnym 2024/25 proces kształcenia nadal będą musieli ratować emeryci i nauczyciele pracujący w 2-3 szkołach… Pomysłów na przyszłość oświaty jak na razie nie widać.









Dodaj komentarz