Miałem już nie pisać o COVID-19, ale sytuacja w której pracujemy staje się tak irracjonalna, że nie sposób milczeć. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki, a walkę z COVIDEM zrzucono na barki dyrektorów, którzy miotają się pomiędzy butnymi deklaracjami Czarnka i Niedzielskiego, niejasnymi wytycznymi kuratoriów i Sanepidu, a sprzecznymi oczekiwaniami rodziców, podzielonych jak Polska. Kto nad tym panuje? Kto ogarnia problem całościowo? Raczej nikt. Gasimy lokalne pożary i widzimy wąski fragment rzeczywistości, nad którym ledwo panujemy, lub tracimy panowanie. Zostaliśmy sami, zakładnicy polityki rządu, czyli strachu przed ich własnym elektoratem. Wypada już zapytać: Czy leci z nami jakiś pilot?
Autor: Jarek Bloch (Strona 6 z 24)
Pisałem niedawno, że Czarnka trzeba przeczekać, że nikt nie będzie umierał za fatalne zmiany w edukacji jakie duet Czarnek-Piontkowski proponują. Rzeczywistość po raz kolejny mnie zaskoczyła – o edukacji głośno jak nigdy. I nie chodzi o to, że edukacja stała się nagle bardzo ważna. Czarnek i Piontkowski spełniają właśnie rolę dyżurnych krzykaczy, którzy mają stworzyć zasłonę dymną dla prawdziwych problemów, z którymi rząd nie daje sobie rady. Taki temat zastępczy. A że na lata coś spieprzą? No cóż… Edukację można poświęcić na ołtarzu politycznej kalkulacji…
Partia rządząca poprzez kuratoria dokonuje zamachu na niezależność szkół. Jeśli pomysły na nową rolę kuratoriów przejdą, to po szkołach przyklasztornych w średniowieczu, będziemy mieć w XXI wieku szkoły przypartyjne. Oczywiście wszystko to w typowym dla jaśnie rządzących stylu – czyli skoro rodzic ma mieć większy wpływ na wychowanie i światopogląd dziecka, więc… Kuratorium pokaże rodzicom jak mają swoje dzieci wychowywać i jaki mają mieć światopogląd. Nadchodzi epoka jedynych nieomylnych.
Ruszamy. Wokół oświaty znów zrobiło się gorąco, głównie za sprawą pomysłów ministra Czarnka, który więcej gada aniżeli robi. Całe szczęście, bo środowisko szkolne ma nadzieję, że na gadaniu się skończy. Parę kosmetycznych zmian w liście lektur i zapowiedź patriotycznych wycieczek, to nie są zmiany, które wiele wnoszą. Co innego zapowiedzi, te są szumne. Tyle że aby je zrealizować, trzeba mieć sprawną maszynkę do głosowania, która jak widzimy powoli się zacina. I całe szczęście, bo w partii rządzącej oraz wśród jej przystawek, raczej większość się nie spieszy, by robić kolejną rewolucję w oświacie.
Wiele dziedzin życia określamy dziś z przedrostkiem „pato”. To znak, że coś się degeneruje, nie jest takie jakie powinno być. Edukacja (nie tylko w Polsce) także podlega temu procesowi. Najbardziej namacalnym efektem tego procesu jest nieumiejętność oddzielenia prawdy od kłamstwa i ogólna pogarda dla nauki, co przejawia się zrównywaniem niesprawdzonej informacji z internetu z informacją naukową i ogólnym ogłupieniem społeczeństwa (np w sprawie szczepień). Kto zawalił? Nie wskażę jednej osoby. Winne są władze oświatowe, szkoły, nauczyciele, młodzież, ich rodzice, a nawet reformatorzy oświaty. Ryzykowna teza? Raczej nie, bardzo prosto można ją udowodnić. Patologię rzadko tworzy jedna osoba.
Po wojnie mówiono: nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera (inżyniera etc). Tak wykuwały się kadry w wojsku i w innych dziedzinach życia, gdzie z powodu braku ludzi, droga do szarż i dyplomów wiodła na skróty. Tyle że wtedy byliśmy po długiej, wykańczającej wojnie światowej, można to było uzasadnić. Dziś również wszędzie są braki kadrowe, także w szkołach, tyle że żadnej wojny ostatnio nie było. Niemniej efekt końcowy, czyli coraz mniejsza ilość chętnych do pracy w szkołach, powoli staje się faktem. Piszę to w kontekście podwyżek, które dostali politycy, a których w zawodzie nauczyciela nadal nie widać. Politycy po raz kolejny pokazali na co są pieniądze, a na co ich nie ma. A bez godnych pensji nie przyciągniemy do zawodu NAJLEPSZYCH młodych adeptów zawodu. A chyba o to chodzi…
Doczołgaliśmy się. Szczęśliwie końcówka roku przypadła na spadek zachorowań. Szczęśliwie, bo patrząc na przestrzeganie obostrzeń, mogło być groźnie. Potrzeba spotkania była duża, lecz każdy uczeń podkreślał, że powrót w czerwcu sensu edukacyjnego nie miał. Ale rządzącym znów się upiekło, poniekąd dzięki nauczycielom zabierającycm dzieci na świeże powietrze i młodzieży, która nie odwiedzała szkoły zbyt licznie. Korzystajmy więc z wolnego czasu, bo wiemy już, że wolność nie jest dana na stałe, szybko może się skończyć. A co zastaniemy po wakacjach? Tego chyba nawet jasnowidz nie wie.
W czasie gdy średnia wieku nauczycieli sięga już 45 lat i wzrasta, a młodzi ludzie omijają ten zawód szerokim łukiem, ministerstwo ogłasza nową strategię dotyczącą statusu zawodowego nauczyciela. Słusznie, bo trzeba szukać lepszych rozwiązań, lecz przedstawione propozycje, jeśli wejdą w życie, jedynie pogłębią problem i raczej na pewno nie zachęcą młodych do zawodu.
Gdy w połowie października przechodziliśmy na nauczanie zdalne, nie wierzyłem, że skończy się ono po dwóch tygodniach. Ale realnie spoglądałem na okres poświąteczny, czyli styczeń. Ba, wydawało mi się niemożliwe, by przerwa miała trwać dłużej. Szereg chaotycznych decyzji rządu i zachowanie moich rodaków (także wielu uczniów) sprawiły, że na nauczaniu zdalnym siedzimy do dzisiaj. Podejmowane są kolejne złe decyzje, jak chociażby ta o przeprowadzeniu matur już na początku maja, co spowodowało przełożenie terminów szczepień u wielu nauczycieli. Z jednej strony mamy dosyć siedzenia w domu, ale paradoksalnie, gdy pojawiła się możliwość powrotu do zajęć, nie wszyscy przyklasnęli z radością. I to też jest uzasadnione.
Przed nami matura. Kolejna w reżimie sanitarnym. Jestem przekonany, że po maturze będzie zwiększona liczba zakażeń wśród młodych ludzi (choć pewnie ich nie przetestują) oraz ich rodzin, będą też kolejne zgony. Dlaczego tak sądzę? Bo od roku obserwuję zachowanie młodzieży. Dlatego uważam , że matury na początku maja, to zbyt wczesny termin.








