Ostatnimi czasy nastąpiło jakby przebudzenie. Nareszcie mówi się głośno o odchudzeniu podstaw programowych i sprawieniu, że powinny być mniej teoretyczne, a bardziej praktyczne. Z podstawą programową jest trochę jak z szafą do której wkłada się coraz to nowe rzeczy, ale starych się nie wyrzuca, bo a nuż się przydadzą. Po pewnym czasie szafa pęka w szwach i nie wiemy nawet do końca co w niej jest. Po kilku latach wyciągamy z niej jakiś ciuch i z rozbawieniem stwierdzamy, że jest już od dawna zbyt mały, a w dodatku niemodny. Na pewno każdy nauczyciel znajdzie w swojej szafie coś, co można pominąć w procesie nauczania.
Kilka poprzednich lat pracy, w charakterze nauczyciela geografii, wiązało się z wieloma ciekawymi refleksjami. Awans miałem za sobą, mogłem skupić się na uczeniu. Szczególnie w grupach najbardziej zainteresowanych, rozszerzonych, widziałem pole do zmian. Zawsze miałem deficyt czasu gdy omawiałem zmiany klimatu, najważniejszy obecnie temat w przedmiotach przyrodniczych, ledwo zasygnalizowany w podręcznikach. Zamiast tego omawiałem genezę kemów, sandrów, ozów, drumlinów… Po co? Niech sobie na studiach o tym mówią. Zamiast tego więcej czasu poświęciłbym na uświadomienie różnicy między krajobrazem młodo a staro glacjalnym, nie w sensie wizualnym, a w aspekcie gospodarki wodnej, surowców, gleb, erozji, turystyki. Ciekawsze i bardziej praktyczne na średnim poziomie. No i na pytanie co nam pozostawił ten lądolód wreszcie można odpowiedzieć sensownie, zamiast klepać wyuczone formy terenu. Dobry nauczyciel połączy te szufladki, wspomni o tym przy okazji omawiana innych tematów, ale średni już nie. Poleci szufladkami, a uczniowie nigdy nie dowiedzą się, że to nie szufladki z wiedzą, a jeden system geograficzny… Dużo by tutaj mówić. Ale widocznie moje refleksje i wiedza są niepotrzebne, dlatego już nie uczę. A podstawy i podręczniki piszą nadal eksperci, którzy sami rozumują schematycznie, odkurzając stare szuflady. Wstyd panie i panowie.
Podobne refleksje ma chyba każdy dobry przedmiotowiec. Nieważne czego uczy. Problem w tym, że dobrych nauczycieli nikt nie słucha. To błąd, bo nauczyciel to największy praktyk i ekspert w swej dziedzinie. Ekspert akademicki, którego wynajęło ministerstwo, zamiast wsłuchać się w głos prawdziwych ekspertów pracujących z uczniem, odwala swoją teoretyczną robotę. Nie dziwię się. Na poziomie uniwersyteckim wszystkie zagadnienia są istotne… Tylko czy potrzebne niżej?
Kilkakrotnie podkreśliłem „dobry nauczyciel”. Są też tacy, którzy lecą wg podręcznika i promują zagadnienia, które sami najlepiej rozumieją. Mam wrażenie, że jest ich coraz więcej. Uczenie by zdążyć, gdzie nie ma czasu na bezczynne zastanawianie się. W gąszczu nowych przepisów, rozporządzeń, papierów, które trzeba przygotować, mało czasu zostaje na uczenie. W ogóle nie ma czasu na refleksję. Dlatego ilość „dobrych” nauczycieli, takich którzy widzą bezsens pewnych procesów, będzie spadać.
Na wyrzucone z podstaw treści jest także sposób. Można potraktować je jako dodatkową pracę na dodatkowe oceny, przeważnie dla orłów. Np. ten kto chce piątkę lub szóstkę musi wykazać się przygotowaniem prac w postaci prezentacji, plakatów, referatów z puli zagadnień dodatkowych (wyrzuconych). Wilk syty a owca cała. Na wszystko jest sposób. Ale na pewno sposobem nie jest upychanie treści, jak chociażby w podręcznikach do klasy 7, z których uczył się mój syn…
Upychając, uczymy po łebkach. W każdej pracy. Czym różni się praca w szkole od innych prac? Oczywiście każda praca ma swoją specyfikę, jednak wszystkie mają coś wspólnego. Na każdą pracę musi być odpowiedni czas, a kolejność czynności musi być zachowana. Dlaczego drobny remont nawet w małym pomieszczeniu trwa kilka dni? Proste. Gdy ścianę wyrówna się gipsem, to musi wyschnąć. Potem po wyrównaniu nałożyć grunt, też musi wyschnąć. Nawet pomiędzy jedną a drugą warstwą farby także trzeba odczekać. Gdy będziemy chcieli przyspieszyć, to często zrobimy to kosztem efektu końcowego. W szkole jest podobnie. Dlaczego więc przy kolejnych reformach dokładamy zagadnień, niepotrzebnych nie wyrzucamy, a czas zostawiamy ten sam, lub nawet skracamy? To słodka tajemnica MEN…
Oczywiście zmiana podstaw nie może objąć jedynie szkół podstawowych i średnich. Już widzę uniwersytety narzekające na obniżenie poziomu, bo przecież to i tamto wypadnie. Dlatego reformą programową powinny też być objęte uczelnie wyższe. Albo inaczej, powinny ją uwzględnić w swoich programach kształcenia. Tam też uczymy się pewnej ilości nieprzydatnych rzeczy. W tamtej szafie też należy przewietrzyć…
Istnieje jednak niebezpieczeństwo. W Polsce tak się utarło, że wyznacznikiem tego co trzeba zrobić jest minimum… Czyli jeśli uczeń może zdać mając zaledwie 40%, to zbyt często z tego korzysta. Czy nie jest czasem tak, że podstawy są nawet ok, tylko uczniowie nie opanowali wielu zagadnień z poprzednich lat i nie można z nimi iść dalej? Zamiast korzystać ze zdobytej już wiedzy, wciąż zaczynamy od początku. W tym także jest sporo prawdy i nad tym też powinniśmy się pochylić, co wielokrotnie postulowałem. Odchudzenie podstaw grozi więc dalszym spadkiem poziomu nauczania. Czy jest na to sposób? Jest. I to bardzo prosty. Wystarczy, że wprowadzi się progi procentowe do liceów i techników. Bez zdania egzaminu ósmoklasisty na ileś tam procent, prysną marzenia o technikum lub liceum. Na dwa-trzy lata zapełnią się branżówki, ale potem dzieciaki zaczną się uczyć, bo zobaczą, że to jedyne wyjście. Tak to działa.









To wszystko prawda co pan profesor pisze. Jest pan mega pozytywną osobą obudzoną z tego koszmaru jakim jest dzisiejsze nauczanie nauczycieli którym nie chce się pomyśleć trochę i wyjść poza schemat. Niestety my na tym cierpimy i może pana blog otworzy oczy innym nauczycielom i coś się zmieni na tych lekcjach ale niestety moim zdaniem bardzo trudno jest zmienić myślenie osoby która pisze ten niepowazny program nauczania lub podręcznik w którym połowa tematów jest do wyrzucenia. Może nauczyciele w końcu zauważą że ze ich lekcje oparte na czyimś programie nie przynoszą skutków lub są bardzo ciężko odbierane przez młodzież.
Realizacja przeladowanej podstawy programowej jest dodatkowo utrudniona z tego wzgledu, ze uczniowie maja braki wynikajace z niespojnosci programow. Wbrew obietnicom trzy „przelomowe” roczniki nie otrzymaly dostosowanej do swoich potrzeb podstawy przejsciowej.