Nauczyciele będą mogli pracować powyżej 1,5 etatu – rzekł minister Czarnek – zapowiadając usankcjonowanie tego co już trwa od dawna. Bo niby nie wolno, ale ale samorządy od dawna przymykały na to oko, inaczej wiele szkół nie mogłoby funkcjonować. Mamy kumulację roczników, młodzi omijają ten zawód szerokim łukiem, generalnie ludzi brakuje. Niby tak wprost nikt tego nie mówi, ale wiadomo o co chodzi. Bo niby nauczycieli nie brakuje, ale działania ministra pokazują wyraźnie, że brakuje.
Czarnek głupi nie jest, jak niektórzy sądzą, jest bezczelny i cyniczny, ale nie głupi. On dobrze wie, że pozwalając nauczycielom pracować więcej, załatwia kilka spraw naraz: problem braku nauczycieli, bo będą łatać godziny w szkołach gdzie brakuje nauczycieli, problem małych zarobków, bo dzięki dodatkowym godzinom nauczyciele będą zbliżać się do średniej zarobków, czym być może załatwia nawet problem małej atrakcyjności tego zawodu wśród młodych, bo więcej pracując mogą sobie wyższą pensję stworzyć… Tym samym Czarnek wprowadza tylnymi drzwiami coś czego oficjalnie nie mógł przepchnąć: dłuższy czas pracy nauczycieli. Oczywiście wolałby zobaczyć te dodatkowe godziny w etacie, by nie płacić za nadgodziny, ale gdy się nie ma co się lubi…
Pozwolenie na pracę ponad 1,5 etatu jest podobno na jakiś czas, ale znając życie będzie funkcjonowało przez wiele lat, biorąc pod uwagę wiek polskich nauczycieli, zapowiedzi wcześniejszych emerytur i kompletny brak popularności tego zawodu wśród młodych… Nauczycieli będzie brakowało, nawet gdy przez system przejdą dwa powiększone roczniki. Braki nie będą rozkładały się proporcjonalnie. Znaczenie będzie miała specjalność, to widać już dziś, np znalezienie fizyka, anglisty, informatyka lub nauczyciela edb jest wyczynem porównywalnym do znalezienia świętego Gralla… Na braki kadr narażone będą głównie duże miasta, gdzie o inną pracę najłatwiej.
Oczywiście wielu nauczycieli z chęcią skorzysta z możliwości dodatkowej pracy, bo zarabiają fatalnie. Czarnek to wie, ale oficjalnie cały czas mówi o średnich zarobkach, których większość nauczycieli nie widziała na oczy. A uwalniając etaty pozwoli osiągnąć kwoty, które wg oficjalnej propagandy nauczyciele zarabiają od dawna, choć nigdy ich nie widzieli… Taka ta nasza polska rzeczywistość w której fikcja miesza się z prawdą, a wydarzenia przyszłe z przeszłymi… Grunt to dobrze zarządzać kryzysem i chaosem…
Może przy okazji ściągnie trochę młodych do zawodu. Dziś dyrektorzy nie są w stanie im NIC zaoferować. Czarnek oferuje im pracę przy edukacyjnej taśmie, a młodzi takie tempo wytrzymają. Dziś młody nauczyciel zarabia na start przeważnie mniej niż sprzątaczka z kilkuletnim stażem. Po uwolnieniu godzin, będzie mógł odbić się od finansowego dna. Satysfakcji z pracy raczej nie będzie, ale zarobić będzie można. Bo przecież Czarnkowi nie o jakość pracy chodzi, ale o to by utrzymać funkcjonowanie systemu. Mniej myślenia, więcej podawanej łopatologicznie ideologii. Do tego taśmowi nauczyciele się najbardziej nadają, bo sami nie zdążą pomyśleć, że są kółkiem w czyjejś maszynie i nawet jeśli myślą, że nie robią nic złego, to przez sam fakt uczenia taśmowego będą przyczyniać się do realizacji pomysłów ministra…
Oczywiście na logikę nauczycielom nie powinno się pozwalać tyle pracować, chociażby przez wzgląd na ich zdrowie. Ktoś mądry kiedyś obliczył ile powinien pracować nauczyciel przy tablicy, wiedząc że resztę godzin poświęci na czynności dodatkowe. Te liczby gwarantowały JAKOŚĆ. Ale wiemy już, że jakość ostatnio nie jest na topie, chociaż rządzący mają jej pełne usta. No ale gadanie głupot nic w tym kraju nie kosztuje, co doskonale widać w telewizji publicznej…
Acha jeszcze jeden szczegół na koniec. Taki mały i nieistotny. Dobro dzieci i młodzieży. Taśmowi nauczyciele biegający pomiędzy szkołami, nie nauczą zbyt wiele, nie mówiąc już o nauce krytycznego myślenia. Ale to chyba cześć koncepcji partii rządzącej na oświatę, inaczej już dawno nauczyciele byliby jedną z najlepiej zarabiających grup, o każde miejsce pracy toczyłaby się zaciekła rywalizacja, szkoły byłyby niezależne, a państwo zamiast na finansowe prezenty dla ludu inwestowałoby w oświatę i naukę…
Arbeit Macht Frei napisano na pewnej bramie, choć ci którzy to pisali wiedzieli że to ściema, że praca wolności nikomu nie da. Może chodziło o to by ktoś, pracując resztką sił, do końca miał nadzieję i motywację? Czy pozwalając nauczycielom pracować więcej damy im złudzenie finansowej wolności? Złudzenie że zarabiają normalnie i stać ich na godne życie? Niestety tak naprawdę uwalniamy ten zawód na wiele patologii. Nauczyciele zajadą się, aż podupadną na zdrowiu (ale gdy jedni odejdą, do taśmy przyjdą nowi…), w międzyczasie niszcząc marzenia młodzieży, która oczekuje czegoś więcej niż odfajkowanie lekcji i postawienie oceny, bo na tyle starczy sił nauczycielom dorabiającym godzinami…









Dodaj komentarz