Zgodnie z moimi przewidywaniami na edukację zdrowotną zapisuje się szczątkowa ilość uczniów. To konsekwencja statusu tego przedmiotu, który ustalono na „dodatkowy”. Nie mogło być inaczej. Szkoda, bo przy odrobinie logicznego myślenia można było treści tam zawarte przekazać na innych, obowiązkowych przedmiotach, z których rodzice (młodzież) nie mogliby zrezygnować. Przy okazji można by zapobiec upolitycznieniu tematu i uczynienia z niego narzędzia walki politycznej.
Sam jestem wychowawcą. Uczę obecnie 16-17 latków w dużym mieście wojewódzkim, gdzie wybory wygrała ostatnio KO. Większość uczniów (choć nie przytłaczająca), jak to w wielkiej metropolii, ma poglądy liberalno-lewicowe, na logikę ponad połowa klasy powinna pójść na edukację zdrowotną. Tym bardziej, że wychowawca, czyli ja, otwarcie popiera taki przedmiot. Tymczasem zrezygnowało 100% uczniów (rodziców) i… w ogóle mnie to nie dziwi. Prawdopodobnie gdybym był na ich miejscu, to również bym zrezygnował. Mają przeładowaną podstawę programową z większości przedmiotów, bo przez ostatnie 20 lat podstawa była głównie uzupełniana o nowe treści bez zwiększania liczby godzin, więc kosmetyczne cięcia sprzed 1,5 roku niewiele zmieniły. Przedmiot jako dodatkowy, prowadzony jest na pierwszych lub ostatnich godzinach lekcyjnych, czyli albo trzeba wcześniej wstać, albo później wyjść ze szkoły. Poza tym nie mają żadnej gwarancji, że podstawa programowa będzie profesjonalnie zrealizowana, bo nie zadbano wcześniej o wykształcenie kadr. Trzeba też wspomnieć o tym, że młodzież po lekcjach ma często inne zajęcia (sportowe, artystyczne, hobbystyczne lub korepetycje), więc po prostu nie mają już czasu, by zostać w szkole skoro nie muszą…
Co należało zrobić? Przedmiot należało wprowadzić jako obowiązkowy, od 2026 lub 2027 roku, po uprzednim przygotowaniu kadr i dobrych podręczników. Albo… A może trzeba było po prostu treści tam zawarte włączyć do innych przedmiotów lub uzupełnić (bo częściowo są one już teraz w programie innych przedmiotów), dołożyć do tych przedmiotów po godzinie w ciągu jednego semestru i sprawa byłaby załatwiona, czyli treści przekazane. Np godzina więcej biologii przez pół roku, godzina więcej wf-u przez pół roku, godzina więcej edb przez pół roku i uzyskujemy podobny efekt bez politycznych kłótni i ideologicznych wojen.
W edukacji zdrowotnej są zawarte takie treści jak:
– wartości i postawy,
– zdrowie fizyczne,
– aktywność fizyczna,
– odżywianie,
– zdrowie psychiczne,
– zdrowie społeczne,
– dojrzewanie (w szkołach podstawowych),
– zdrowie seksualne,
– zdrowie środowiskowe,
– internet i profilaktyka uzależnień,
– system ochrony zdrowia (w szkołach ponadpodstawowych).
To bardzo ważna i potrzebna wiedza, ale żaden z nauczycieli dopuszczonych do nauczania tego przedmiotu nie miał do czynienia ze wszystkimi powyższymi zagadnieniami. Gdzieś 1/2 tych treści przerabiał biolog, a po 1/3 wuefista, pedagog szkolny i nauczyciel edb. O braku profesjonalizmu świadczy też to, że ten ostatni, czyli nauczyciel edb nie dostał nawet prawa do nauczania edukacji zdrowotnej pomimo tego, że część tych treści pokrywa się nawet aktualnie z programem jego przedmiotu. I tu dochodzimy do kolejnego absurdu: dublowanie treści. Bo skoro wprowadzamy nowy przedmiot to powinniśmy zdjąć te zagadnienia z innych przedmiotów, odciążając uczniów i dając nauczycielom dodatkowy czas na realizację innych tematów. Nie uczyniono tego tłumacząc się trwającymi pracami nad nową podstawą programową, choć założę się, że nad nowymi programami pracują co prawda eksperci, ale korelacją treści pomiędzy przedmiotami i pomiędzy poziomami edukacyjnymi od baaardzo dawna nie zajmuje się w ministerstwie nikt. Widzę to po chaosie w podstawach, gdzie np. w ramach edb w 8 klasie robimy praktycznie to samo co w 1 klasie szkoły ponadpodstawowej, zamiast treści te podzielić między szkołę podstawową i średnią… W konsekwencji i w podstawówce, i w średniej podstawa jest przeładowana, i nie sposób zdążyć z całością… Wiem, bo uczyłem tego przedmiotu na obydwu poziomach edukacyjnych… Przez dwa lata pracy obecnego szefostwa nie zrobiono z tym nic.
O sukcesie przedsięwzięcia nie decyduje jedynie sam pomysł, a jego przygotowanie i sposób wprowadzenia. I ciężko stawiać zarzut opozycji, że wykorzystują ten przedmiot w celach politycznych, bo sam pomysł był pomysłem kampanijnym, czyli jak najbardziej politycznym. Poprzednia ekipa także wprowadzała swoje rozwiązania z tym, że Czarnek i spółka wprowadzali korzystne dla siebie zapisy w podstawach, „majstrując” głównie w przedmiotach obowiązkowych, już istniejących. Wiedzieli, że robiąc tak, mają pełną kontrolę nad tym co będzie uczone. Ekipa Nowackiej zamiast działać równie sprytnie i uzupełnić podstawy innych przedmiotów o pożądane treści, wymyśliła zupełnie nowy przedmiot. Z tym, że nie byli w swym pomyśle konsekwentni i koniec edukacji zdrowotnej nastąpił wraz z decyzją, że będzie to przedmiot dodatkowy. Wystarczyło spojrzeć na historię przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie… Poza tym pomysł z dodatkowym przedmiotem był po prostu nielogiczny, bo skoro z jednej strony mówimy o odciążeniu uczniów, a z drugiej dokładamy nowy przedmiot, to jest to nielogiczne. Oczywiście ministerstwo tłumaczy się, że były cięcia podstaw, które „zwolniły” czas na edukację zdrowotną… Ale to nowy byt. Dodatkowej godziny z biologii przez pół roku, nikt by pewnie nie zauważył…
Teraz ciekawostka. Do 2022 roku w ramach edb uczyłem, o zgrozo… edukacji zdrowotnej (cytuję tematy z działu Edukacja zdrowotna: Choroby cywilizacyjne i problemy zdrowia psychicznego, Zdrowie człowieka, Zasady zdrowego życia, Uzależnienia – realizowałem je jako projekty przygotowywane przez uczniów w domu, bo na lekcjach miałem za mało czasu, czyli przeładowaną podstawę…). Czarnek wyrzucił ten dział (niemożliwe, że nikt z „ekspertów” z dzisiejszej ekipy rządzącej przeciw temu nie protestował…) i dziś zamiast niego mam Szkołę przetrwania, gdzie mam podobno uczyć jak przetrwać w lesie i jak strzelać, choć na te czasochłonne zagadnienia Czarnek nie dał ani więcej czasu, ani pieniędzy, nie wybudował też strzelnic dla szkół i nie przeszkolił nauczycieli jak uczyć strzelectwa. Ale w programie te zagadnienia są (robię je w postaci projektów, bo nie starcza czasu). Obecna ekipa pewnie nawet nie wiedziała, że Edukacja zdrowotna była całkiem niedawno w programie edb. Nie pomyślała też by edukację zdrowotną z powrotem rozdzielić między edb a inne przedmioty. Nie pomyślała też, by naprawić zaniechania Czarnka i dać więcej czasu na dział związany z przetrwaniem w czasach kryzysu (też bardzo ważna tematyka), a także by sfinansować wizyty na strzelnicach komercyjnych oraz przewidzieć pieniądze na nadgodziny nauczycieli, którzy musieliby tam z młodzieżą po południu iść (bo przecież nie pójdą tam w godzinach matematyki lub innych obowiązkowych przedmiotów za pieniądze uczniów, jak to robią teraz niektóre szkoły, co uważam za skandaliczną praktykę). Mam wrażenie, że nikt do końca całościowo nie kontroluje czego uczymy na różnych przedmiotach, gdzie trzeba dać więcej „zaoszczędzonego” czasu, co usunąć z podstaw, bo się dubluje, a czego nie trzeba wymyślać, bo się już tego uczy… Gdyby ekipa Nowackiej była sprytniejsza, od września uczylibyśmy obowiązkowych treści z edukacji zdrowotnej, a tak… Mamy kolejną odsłonę polsko-polskiej wojenki ideologicznej, choć zdrowie młodego człowieka jest ważne niezależnie od ideologii, którą wyznaje…
Ten wpis jest pełen gorzkich słów. Ale prawda jest taka, że niezależnie od opcji politycznej dbać o edukację i wydać na nią pieniądze jest trudno. Za to robić z niej narzędzie walki politycznej jest bardzo łatwo. Politycy mało wiedzą o naszej codziennej pracy i wyzwaniach z którymi się mierzymy. Mało też wiedzą o czym uczymy, z wiedzy potrafią zrobić mem i tak odwrócić kota ogonem, że tam, gdzie nie ma miejsca dla sporu politycznego, ten spór zaczyna się pojawiać. Najmniej w tym wszystkim chodzi o młodzież, najwięcej o miejsca w sejmie w kolejnych wyborach.









ja tyś widzioł