Ministra Nowacka ma w sondażach najniższe oceny. To niewątpliwe „osiągnięcie”, ponieważ naprawdę trzeba się postarać, aby przebić słabą pracę ministry środowiska… Ten wpis nie jest jednak z tym związany z tym sondażem, a z wywiadem, który miałem okazję przed chwilą słyszeć w TV Polsat, gdzie widz dostał jedynie potwierdzenie, że sondaż nie kłamał. Dawno nie słyszałem większego pustosłowia…

Skąd to miotanie się, skąd to gadanie dla gadania? Proste.  Nowacka nie jest tam od reformy oświaty, bo do reformy trzeba pieniędzy, których ona nie dostanie. Swoją pracę obliczyła na czas do wyborów prezydenckich, gdzie miała wskoczyć do kancelarii nowego prezydenta. Dlatego podjęła kilka działań pod publiczkę (zadania, wojenka z religią, szybkie cięcia podstaw, zmiana nazwy hitu), nie dotykając żadnego ważnego problemu dzisiejszej edukacji (prawdziwej reformy programowej, wynagrodzeń nauczycieli, braku młodych nauczycieli). Ale wygrała inna opcja. Teraz ma dwa uczciwe wyjścia, albo podać się do dymisji, albo wziąć się wreszcie do konkretnej roboty.

Chwalenie się wyrównaniem inflacji jest nie na miejscu. Przypominam Pani Minister, że gdyby nie to wyrównanie, to nie miałaby dziś kim pracować. Oczywiście nauczyciele są wdzięczni tej ekipie za to wyrównanie, ale celem miało być tu przedstawienie konkretnego pomysłu na nauczycielskie pensje, jak np. projekt ZNP zrównania pensji nauczyciela ze średnią pensją w gospodarce. Tymczasem projekt ZNP jest drugi rok „procedowany” w komisji, jak to mówi Nowacka, ale wszyscy wiedzą, że właściwszym słowem jest tu „odwlekany”. Nowacka nie przyszła tu by załatwić ten problem. To widać. Tegoroczne podwyżki 3%, którymi chwali się ministra, są poniżej inflacji, więc są znowu realnym obniżeniem wartości niskich nauczycielskich pensji…

W wywiadzie padają hasła „nadgodziny” i „pieniądze za wycieczki” , a ministra mówi o 40 godzinnym tygodniu pracy. Że ciężko to policzyć, że trzeba ustalić co wchodzi w ten czas, zanim zaczniemy płacić za nadgodziny… Jpr… Przecież to już było prześwietlane i opisane na wszelkie sposoby. ZNP już dawno takie badania robił (badania czasu pracy nauczycieli) i nikt z nich nie skorzystał, bo pokazały prawdę.  To kolejna odsłona przeciągania tematu, bo gdy się przeciąga, to się nie płaci (bo wiadomo, że wszyscy do sądu nie pójdą).  Tylko skoro 40 godzinny tydzień ma mieć nauczyciel, który ma 18 godzin dydaktycznych, to ile ma pracować ten kto musi dorabiać by żyć? A jak nauczyciel ma 36 godzin dydaktycznych, to ile wynosi jego tydzień pracy? 80? Pytam, bo tyle godzin dydaktycznych miałem w tym roku, ale to nie jest zdrowe i nie polecam.

Nie wiem jak przebiegnie rekonstrukcja, ale osobiście panią Nowacką bym  wywalił  z tej posady. Oczywiście jeśli Tusk ją wyrzuci, to będzie także pokaz jego hipokryzji, bo wywali ją za to czego nie zrealizowała, a nie zrealizowała, bo on nie dał pieniędzy… Mam wrażenie, że nikt tam nie chciał reformować oświaty, co widać po dość egzotycznym składzie kierownictwa tego resortu, gdzie doświadczenia z dzisiejszymi problemami oświaty panie miały bardzo luźne. Można sypać nowymi pomysłami, uciekać do przodu, rozpoczynać spory ideologiczne, ale gdy nie będzie konkretnego planu na wynagradzanie, to frustracja będzie w szkołach coraz większa. Ja nie chcę wiele, chcę deklaracji, czy obecny rząd przeznaczy w końcu środki na wynagrodzenia dla nauczycieli. Jeśli nie, to apeluję do Nowackiej aby ustąpiła, albo zajęła się cichym administrowaniem i niczego już nie wymyślała. Nie mam zamiaru wdrażać ŻADNYCH nowych pomysłów pani ministry, jeśli nadal będę musiał tracić zdrowie na dwóch etatach dydaktycznych, aby zarobić godne pieniądze. I chyba większość z nauczycieli myśli podobnie.