Od 1 września pojawią się w szkołach nowe (stare) przedmioty. Tryb ich wprowadzania jest iście pisowski, czyli na siłę, bez przygotowania kadr, czasem bez logiki. Najwięcej rozsądku w tym wszystkim mają… nauczyciele, którzy szukają uczelni na których mogliby się dokształcić. Czyli w przeciwieństwie do ministerstwa chcą zacząć od właściwej strony.
Edukacja zdrowotna będzie pewnie niewypałem. Jestem sceptyczny. Uważam, że przedmiot ten powinien być obowiązkowy. Ale przez fakt, że nie będzie, to raczej nie zaistnieje. Jako przedmiot nieobowiązkowy będzie pewnie otwierał lub zamykał plan zajęć. Mało kto przyjdzie wcześniej lub zostanie dłużej w szkole. W dodatku dziwny jest schemat uznawania uprawnień do nauczania tego przedmiotu. Dostaną je biolodzy, wuefiści, psycholodzy (bez uzupełnienia kwalifikacji). Nie dostaną ich nauczyciele edukacji dla bezpieczeństwa, chociaż od lat uczą o pierwszej pomocy, o chorobach cywilizacyjnych, o zdrowym stylu życia i zdrowym żywieniu (wystarczyło przejrzeć podstawy programowe, czego widać nie zrobiono). Logiki w tym brak. Sami nauczyciele ruszyli szukać studiów w tym zakresie, bo choć ministerstwo twierdzi, że są przygotowani, to oni sami są mądrzejsi i wiedzą, że nie są…
Podobnie z planowaną przyrodą w szkole podstawowej, która wejdzie do szkół we wrześniu 2026 roku. Ministerstwo znowu uznało, że może uczyć tego każdy nauczyciel przedmiotów przyrodniczych bez dodatkowych kwalifikacji. A przecież metodyka i podstawa merytoryczna będą wykraczały ponad to, co robią teraz. Po co więc tak spieszyć się z ich wprowadzaniem skoro kadry nie są wyszkolone? Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest pijar, że coś się dzieje, że coś robimy, zmieniamy, reformujemy. Jakość jest drugorzędna. Jeden się chwali zmianami, drugi te nieprzygotowane zmiany musi wprowadzać w życie i dawać im swoją twarz (a także zbierać razy za niedociągnięcia).
Od tego roku Edukacja Obywatelska zastąpi HiT-u, choć mówienie tu o nowym przedmiocie jest nadużyciem. PiS zlikwidował WoS na poziomie podstawowym, wprowadził HiT, Koalicja likwiduje HiT i wprowadza Edukację Obywatelską, czyli inaczej nazwany WoS (z drobnymi korektami). Więc nie mam wątpliwości, że nauczyciele sobie z nim poradzą, choć boję się, że za kilka lat Edukację Obywatelską ktoś znowu będzie likwidował. Współczuję nauczycielom tych przedmiotów presji ideologicznej i konieczności dostosowywania się do kaprysów polityków, lekką ręką zmieniających nazwy przedmiotów…
Wokół nowych przedmiotów robi się więcej hałasu niż potrzeba. Szkoły zamiast porcji pijaru bardziej potrzebowałyby realnego wsparcia w postaci dobrego przygotowania podstaw programowych, dobrego przygotowania metodycznego nauczycieli do prowadzenia tych przedmiotów, przemyślanych podręczników (a nie pisanych na kolanie). W szkołach od września będzie sporo chaosu związanego z układaniem planów (kolejny nieobowiązkowy przedmiot), dokształcaniem nauczycieli edukacji zdrowotnej, ogarnięciem różnic programowych pomiędzy rocznikami po Hicie (np gdy uczeń będzie się przenosił między technikum a liceum gdzie siatki godzin są inne, lub gdy będzie powtarzał klasę). Ale to są rzeczy, które kierownictwa MEN nie obchodzą. Pijar poszedł w świat, a szkoły mają ogarnąć niedopracowane pomysły… Znam to odkąd pracuję w oświacie. Nic się nie zmienia.
I jeszcze jedno, najważniejsze. Jeśli chcemy coś zmieniać, reformować, udoskonalać, to trzeba mieć do tego ludzi pełnych zapału. Tyle że aby ktoś miał zapał do pracy to trzeba mu dać godziwą zapłatę. O tym elemencie ekipa z ministerstwa zapomniała. Być może sami tryskają coraz to nowymi pomysłami, bo w ministerstwie, w przeciwieństwie do szkół, zarabia się dobrze. Może dlatego nie rozumieją o co chodzi drugiej stronie, nauczycielom, którzy biorą dodatkowe godziny by wyjść na swoje. Przepracowane, przemęczone i starzejące się środowisko nauczycieli nie ma entuzjazmu do kolejnych reform. To tak jakby zdziesiątkowaną, wykończoną bojem armię, zamiast na tyły, rzucić do kolejnej bitwy. Czy Pani Minister tego nie rozumie?









Dodaj komentarz