Po dziesięciu latach odchodzi z urzędu prezydent wraz z pierwszą damą. W 2015 roku po raz pierwszy w III RP pierwszą damą została nauczycielka. W pierwszym odruchu w środowisku zatliła się nadzieja na to, że zapowiadane przez PiS zmiany w oświacie nie dojdą do skutku, bo przecież pierwsza dama ma zawsze jakiś wpływ na prezydenta, a to w końcu nauczycielka. Jednak nadzieje te szybko się rozwiały. Ta milcząca pierwsza dama była niemym świadkiem psucia naszego systemu edukacji i pauperyzacji zawodu nauczyciela. Nie będę za nią tęsknił. Jak to się stało, że dobrze wykształcona nauczycielka, pracująca w dobrym liceum, przez dziesięć lat nie potrafiła się odezwać?

Gdybym miał córkę, to nie chciałbym aby była taka jak Agata Duda. Tak wiem, zawsze dobrze ubrana, kulturalna, dyskretna, i… zawsze pół kroku za mężem… Byłaby wspaniałą prezydentową w XX-leciu międzywojennym… Tyle że mamy dziś XXI wiek, inne wyzwania, inna rola kobiet, odzyskujących swoją część świata będącego do niedawna światem mężczyzn… Być może pani Duda to prywatnie bardzo miła osoba i być może prywatnie bym ją polubił, ale publicznie przez 10 lat nie dała się poznać z dobrej strony. Jest niestety na przeciwległym biegunie do prezydentowej Kwaśniewskiej i Kaczyńskiej, które potrafiły się jak trzeba odezwać, a nawet stanąć ostro w kontrze do poglądów męża.

Pamiętam jak w 2017 roku wypaliłem w pokoju nauczycielskim, że Agata Duda jest jak typowa przeciętna polska nauczycielka, w pokoju nauczycielskim rozgadana, a gdy trzeba się odezwać na konferencji, to milcząca. Jedna z koleżanek obraziła się na mnie, ale parę dni później stwierdziła, że miałem rację. Był to czas likwidacji gimnazjów. Czas gdy szkoły te okrzepły i zaczynały dobrze funkcjonować… Być może ich wprowadzenie nie było przygotowane, więc było błędem, ale ich likwidacja była jeszcze większym błędem, bo wprowadzała jeszcze większy chaos (i organizacyjny, i w głowach młodzieży). Prezydent podpisał. Można się tu zastanowić dlaczego gdy mamy swoje pięć minut, gdy możemy się wreszcie odezwać, to milczymy. To dominująca postawa w naszych radach pedagogicznych.

W czasie gdy „rządziła” Agata Duda nauczycielki nie miały łatwo: zlikwidowano gimnazja, zakwestionowano pracę wielu nauczycielek tam pracujących, zgnojono nauczycielki podczas strajku w 2019, upodlono nauczycielki finansowo podczas galopującej inflacji, nie zgodzono się na propozycję ZNP powiązania pensji nauczycielskich ze średnią w gospodarce. To tylko kamienie milowe. Przez te 10 lat nauczycielkom pokazywano gdzie ich miejsce, dawano do zrozumienia, że edukacja ma być jedynie narzędziem realizacji polityki kolejnych rządów, a one się nie liczą, mają jedynie wykonywać polecenia, nawet jeśli te polecenia są szkodliwe dla zawodu i dla dzieci. Agata Duda była wtedy bardzo potrzebna nauczycielkom, szczególnie jako rzeczniczka praw kobiet i obrończyni dobrych praktyk w edukacji, ale ona nie wsłuchała się najwyraźniej w głos swojego kobiecego środowiska. Gdy trzeba było się odezwać, milczała… jak przeciętna nauczycielka na radzie pedagogicznej…

Dlaczego sfeminizowane rady są takie milczące? Oczywiście nie mówię tu o bieżącej działalności rad, a o zabieraniu głosu w sprawach trudnych i kontrowersyjnych, takich jak sprzeciw wobec nie zawsze dobrych decyzji dyrektorów szkół, lub realizacji zadań płynących z góry, które stoją w sprzeczności z jakością edukacji… Może jest tak dlatego, że nauczycielki w dyskusji publicznej nie lubią przyznawać, że czegoś nie da się zrobić. Poświęcą swoją energię, czas prywatny i wykonają zadanie, nawet jeśli prywatnie są innego zdania. Są ambitne  i pracowite, dlatego mało się buntują. Siłaczki XXI wieku. Często nie są zadowolone z tego co muszą robić, ale zrobią co trzeba. Kobiety nauczycielki mają też przeważnie bezpiecznik finansowy w postaci lepiej zarabiającego męża (niełatwo zarobić mniej niż w oświacie…). Przeważnie ciężar utrzymania rodziny spoczywa na nim. To pewien dyskomfort, ale też komfort, bo: „Co prawda chcę więcej zarabiać, ale niech odzywają się ci którzy mają gorszą sytuację finansową”… Niestety w radach pedagogicznych nauczycielek przyjmujących wygodniejszą pozycję jest więcej niż młodych samotnych (teraz prawie w ogóle ich nie ma) albo bardziej wyrywnych do sprzeciwu mężczyzn (wśród których niestety nie ma tylu „chuliganów” jak np. wśród górników lub rolników). Agata Duda mogła coś więcej zrobić, lecz zachowała się jak przeciętna nauczycielka na radzie pedagogicznej, przyjęła postawę na przeczekanie. A może nie rozumiała zwykłych nauczycielek? Jej realia przed 2015 rokiem to dobre krakowskie liceum, uczące się dzieci, pieniędzy co prawda mało, ale mąż zarabiał więcej, więc nie była raczej typem nauczycielki walczącej dla siebie o lepsze jutro… Po wyborach w 2015 roku chciała wzorowo spełnić swą nową rolę, nowe zadanie, rolę pierwszej damy. Spełniła to zadanie poprawnie, ale czy tylko na tym polegała jej rola? Czy mogła dla swojego środowiska coś wreszcie zrobić? Czy jako pierwsza kobieta w państwie nie powinna zauważyć, że innym kobietom może pomóc ze swojej uprzywilejowanej pozycji? Wybierała politycznie bezpieczniejsze zajęcia. Jej wybór, nasz niedosyt.

Dziś młode kandydatki do zawodu nauczycielki w olbrzymiej większości są przeciwieństwem Agaty Dudy, może dlatego nie chcą podejmować tej pracy. Są wygadane i wiedzą czego chcą. Chcą nie tylko pracować lecz też zarobić, a na pewno nie chcą milczeć. Nie godzą się by z pokorą przyjmować kolejne razy od rządu i społeczeństwa, nie godzą się by być „tą panią od przypilnowania dzieci”, która ma zapierniczać, nie buntować się i nie żądać więcej pieniędzy. Młode nauczycielki widzą jak trudna, wymagająca i psychicznie wypalająca to praca, minimalna pensja ich nie przekona. Nie chcą pracować tak jak starsze koleżanki, dlatego często zwalniają się i podejmują inną pracę. Nie przekona ich też wizja ciągłego dorabiania dodatkowymi godzinkami, bo uważają, że czas siłaczek minął, a ich koleżanki w innych branżach jedynie utwierdzają je w tym, aby pójść tam gdzie pracuje się mniej, a zarabia więcej. Myślę, że zachowanie pierwszej damy przez te 10 lat nie było dla młodych kobiet inspiracją do pójścia w kierunku edukacji… Co zresztą widać po statystykach wieku pracujących nauczycielek. Niewiele jest też młodych kobiet, które chcą być jedynie kwiatkiem w butonierce męża.