Na celowniku pani minister Nowackiej pojawił się kolejny przedmiot – edukacja dla bezpieczeństwa. Jest to jeden z przedmiotów, których uczę, tego akurat od 21 lat, więc wiem o tym przedmiocie wszystko, w przeciwieństwie do pani minister. Słuchając dotychczasowych wypowiedzi pani Nowackiej, zaczynam się irytować. Mówi o pomysłach na to co już jest, mówi o zmianach tego co już było zmienione, jak zwykle też (jak każdy z poprzedników) nie planuje zwiększenia ilości czasu przeznaczonego na ten przedmiot, nie mówi też o kosztach… Gadać jest łatwiej, niż rozwiązywać prawdziwe problemy, bo to mniej kosztuje…
Dlaczego dla większości nauczycieli jest to drugi przedmiot, a nie jedyny? To proste. Np. nauczyciel edb w szkole ponadpodstawowej ma w jednej szkole od 2 do 5 godzin tygodniowo (!) w zależności od ilości klas pierwszych, bo edb jest tylko w klasie pierwszej w liczbie jednej godziny. Były dwie, gdy edb nazywało się przysposobienie obronne, ale pani minister mówiąc, że trzeba wrócić do pewnych elementów z przysposobienia obronnego zapomina, że redukcję godzin przeprowadziła jej ekipa polityczna w 2012 roku. Dokładnie od tego czasu nie wyrabiam się z podstawą, bo godzin jest za mało w stosunku do dużej ilości WAŻNYCH zagadnień w podstawie. W roku szkolnym jest około 34 tygodni roboczych (po odjęciu dni wolnych), co daje 33-34 godziny (w zależności od dnia tygodnia). Na edb, planujemy pracę na 30 godzin, a realnie mamy tych godzin często 25-26, w zależności od liczby dni L4, gdy zachoruje nauczyciel, dni wycieczek, dni wyjść na wykłady, warsztaty, do kina, teatru, imprez szkolnych etc. Z tego 3-4 godziny MUSZĘ liczyć na przećwiczenie RKO, ostatnio też wygospodarowałem kosztem innych zagadnień 2 godziny na opatrywanie ran – czyli zajęcia stricte praktyczne, do czego namawia wciąż pani minister. Na przerobienie zagadnień związanych z obroną państwa i zarządzaniem kryzysowym potrzebuję minimum 8 godzin, na pierwszą pomoc razem z częścią praktyczną koło 10-12 w zależności od liczebności klasy, na zagrożenia czasu pokoju lub wojny minimum 8, choć przydałoby się więcej bo tych zagrożeń jest mnóstwo, na „Szkołę przetrwania”, którą wprowadził Czarnek (usuwając dział „Edukacja zdrowotna”, przeciw czemu PO nie protestowała), potrzebuję z 4 godziny na samo teoretyzowanie. Oczywiście jest to czas na pobieżne zapoznanie z zagadnieniami. No przecież każdy głupi widzi, że to się czasowo nie spina. A co jeśli uczniowie „ośmielą się” zainteresować jakimś tematem i gdzieś zamiast jednej godziny będą dwie? Dlatego też część robię w postaci projektów, ale i tak większość materiału podawana jest pobieżnie i w dużym tempie. Czy pani minister nie wie, że praktyczne podejście jest bardziej czasochłonne? Skoro nie wyrabiam się już teraz, to czy wyrobię się, gdy będzie jeszcze więcej praktyki? To pytanie retoryczne.
Nauczyciele uczący TYLKO edb „wymarli” wraz z reformą 2012. Obecnie nauczyciel edb, jeśliby chciał uczyć tylko edb, musiałby „obskoczyć” w tygodniu około pięciu szkół… Oczywiście miałby zaledwie etat, więc GÓWNO by zarobił. Dlatego teraz każdy kto uczy edb, ma dwa lub trzy przedmioty, które musi prowadzić, aby zebrać godziny potrzebne by przeżyć. 2-3 przedmioty, to 2-3 razy więcej zagadnień, konkursów, wyjść przypadająca na jednego nauczyciela. Czy pani minister tego nie rozumie? Czy nie rozumie, że takiemu człowiekowi nie można już wrzucić więcej? Wydawałoby się że to też pytanie retoryczne, ale jak widać nie każdy to chwyta…
Może parę konkretów. W rozmowie z PAP Nowacka powiedziała, że „cała reforma oparta jest na praktyce. Nie tylko: dowiedzieć się, ale i doświadczyć. Nie tylko posłuchać, że są schrony, ale sprawdzić, gdzie są. Nie tylko przeczytać o sygnałach alarmowych, ale wreszcie je usłyszeć”. No szok. Od wielu lat każda lekcja o alarmowaniu zaczyna się u mnie od odtworzenia alarmów, a gdy mówię o schronach to zawsze analizujemy gdzie są w pobliżu, a przede wszystkim mówimy o tym co może zastąpić nam schron i co trzeba tam zgromadzić… Niech więc pani minister nie PIERNICZY, że nie robimy praktyki. Oczywiście nie pójdę z uczniami do potencjalnego schronu, bo go w pobliżu przeważnie nie ma, a czasu na to nie przewidziano, a poza tym są to przeważnie obiekty do których nie można ot tak wejść. Oczywiście pragnę zauważyć (taki szczegół), że np 5 klas to każdorazowo 5 wyjść, a nie uczę tylko edb, a czasu więcej nie będzie i za takie nadgodziny się nie płaci, bo pewnie będę musiał gdzieś to wcisnąć w 40 godzinny tydzień pracy, który już dziś trwa grubo ponad 50 godzin… Mam czasem wrażenie, że pani minister nie za bardzo wie o czym mówi. Niedawno słyszałem jak mówiła, że „trzeba wreszcie dzieci nauczyć jak postępować w sytuacjach kryzysowych”. Kolejny szok, bo przecież cały rok na edb o tym mówimy… Z tym, że wachlarz sytuacji kryzysowych jest tak szeroki, że musielibyśmy mieć edb dwie godziny w tygodniu, bo przy jednej jesteśmy w stanie jedynie ślizgać się nad zagadnieniami, zakładając pełne skupienie uczniów, co jest oczywiście kolejną fikcją. No ale często jest tak, że ktoś w lato tonie, ktoś w TV wypowiada się o tym, że przecież aby tego uniknąć, to takich rzeczy powinno się uczyć w szkole, w szkole oczywiście uczymy, ale uczniowie są myślami gdzie indziej, bo edb to taki dodatek do edukacji. Nauczyciele często spotykają się z lekceważeniem przedmiotu, młodzież uczy się tego od rodziców, bo jak pokazują letnie wydarzenia, mnóstwo Polaków lekceważy zasady bezpieczeństwa, począwszy od jazdy samochodem…
Podobno „ruszają prace nad podręcznikiem dla dzieci i młodzieży poświęconym reagowaniu w sytuacjach kryzysowych”. I znowu szok. Pani minister NIE WIE, że taki podręcznik już jest, to podręcznik edb. Na bieżąco monitoruję zawartość podręczników edb z dwóch wydawnictw. Nie mogę się przyczepić, podręczniki są atrakcyjne wizualnie, są na bieżąco aktualizowane i przekazują potrzebną wiedzę jak reagować w sytuacjach kryzysowych. To co? Ktoś ma za dużo pieniędzy? Znajomi muszą zarobić swoje? Co? Bo nie rozumiem? Pani Minister pewnie nawet nie oglądała tych podręczników, a jeśli ma uraz do podręczników szkolnych, to polecę jej wydawnictwo komercyjne, które mam na półce: Vademecum bezpiecznej rodziny, poradnik postępowania w sytuacji zagrożenia, Wydawnictwa Saperskie, Żyrardów 2019. Świetna pozycja. JUŻ JEST. Nie trzeba do cholery mnożyć bytów, a pieniądze niech lepiej pójdą na pomoce naukowe z edb (fantomy, defibrylatory ćwiczebne, karabiny ćwiczebne do rozkładania etc.), albo na wyjścia na strzelnicę (ale nie w godzinach matematyki i polskiego, tylko po lekcjach, w ramach płatnych nadgodzin).
Nauczyciele edb mają jedno marzenie: więcej czasu. Ale tego marzenia kolejny minister nie jest w stanie spełnić, choć lekką ręką dokłada edukację zdrowotną (której elementy są w edb). Cytuję: „Nowe godziny oznaczałyby dodatkowe obciążenie dla uczniów, czego nie za bardzo chcemy wprowadzać, wiedząc jak dzieci już są dzisiaj obciążone. Raczej bym przewidywała, że z przestrzeni, która się pojawi, np. w ramach godzin wychowawczych, część z tych zajęć – doraźnych, profilaktycznych, przygotowujących na sytuacje kryzysowe”. Szok. Ejże jak to mam kurwa zrobić? Wbić się komuś na lekcję wychowawczą? Chyba raczej nie, bo w tym czasie mam swoje lekcje z innego przedmiotu. Widać z tej wypowiedzi, że pani minister słabo zna rzeczywistość szkolną i nie za dużo wie o czasie potrzebnym na realizację różnych zadań… Zauważyłem u niej pewną prawidłowość, jeśli ktoś pyta o czas to mówi, że to można zrobić na lekcjach wychowawczych. NIE MOŻNA. Na lekcjach wychowawczych głównie rozmawiam o bieżących problemach klasy i prowadzę rozmowy z uczniami o ich nauce, i problemach, mam całą listę ważnych tematów, które staram się poruszać, choć wiecznie brakuje mi czasu. Nie mogę tam dodatkowo wrzucić każdego kaprysu pani minister, jak widać niezbyt zorientowanej w dziedzinie, którą przyszło jej zarządzać…









Dodaj komentarz