Mamy wakacje, ale w szkołach już wiadomo, że kolejny rok szkolny odbędzie się dzięki zaangażowaniu emerytów i dodatkowej pracy nauczycieli po pięćdziesiątce. Minimalna pensja znów dogania nauczycielskie zarobki, które rosną wolniej niż inflacja. To żadna zachęta dla młodych by „bawić” się dziś w uczenie dzieci. Nieudolnie działające MEN ma zero mocy sprawczych by uczynić zawód bardziej prestiżowym, utrzymuje więc zachęty do dłuższej i cięższej pracy dla aktualnie pracujących. Podejmowane są też pierwsze próby deregulacji zawodu by uzupełnić braki kadrowe, na razie na poziomie przedszkola. Jednak misternie ułożony plan może zburzyć sama koalicja, forsując pomysł czterodniowego tygodnia pracy, który to pomysł nijak się ma do potrzeb szkół i dzisiejszych podstaw programowych…
Tag: kwalifikacje nauczycieli
Kilka ostatnich „reform” sprawiło, że szkoły wypełniły się nauczycielami multi specjalistami. Najpierw robili dodatkowe kwalifikacje, aby mieć godziny do etatu, ale po ostatnich kilku falach odejść i w sytuacji permanentnego braku nauczycieli, coraz częściej uczą kilku przedmiotów, bo taka jest konieczność. Taki nauczyciel od kilku przedmiotów jest może wygodny na papierze, ale każda dodatkowa specjalność, to dalsze rozdrabnianie swojej uwagi, mniej czasu poświęconego na swój flagowy przedmiot, oraz gorsza jakość edukacji dla samych dzieci. Jak to się mówi: jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ile przedmiotów może uczyć nauczyciel, by jego praca była pracą, a nie karykaturą uczenia?








