Kilka ostatnich „reform” sprawiło, że szkoły wypełniły się nauczycielami multi specjalistami. Najpierw robili dodatkowe kwalifikacje, aby mieć godziny do etatu, ale po ostatnich kilku falach odejść i w sytuacji permanentnego braku nauczycieli, coraz częściej uczą kilku przedmiotów, bo taka jest konieczność. Taki nauczyciel od kilku przedmiotów jest może wygodny na papierze, ale każda dodatkowa specjalność, to dalsze rozdrabnianie swojej uwagi, mniej czasu poświęconego na swój flagowy przedmiot, oraz gorsza jakość edukacji dla samych dzieci. Jak to się mówi: jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ile przedmiotów może uczyć nauczyciel, by jego praca była pracą, a nie karykaturą uczenia?
Co się dzieje gdy nauczyciel prowadzi kilka przedmiotów? Przeważnie tracimy na jakości. Oczywiście są przypadki, że przedmioty są pokrewne. Połączenie biologa i chemika, albo fizyka i matematyka, historyka i nauczyciela wos są w miarę bezpieczne. Gorzej gdy nauczyciela wysyłają na studia podyplomowe, bo taka jest konieczność. „Uczą” tacy potem przedmiotów do których nie mają ani pasji, ani serca i na dodatek niewielką wiedzę, takie sytuacje nie są rzadkością. Jeszcze gorzej gdy liczba prowadzonych przedmiotów przekracza dwa, a to przecież coraz częstsze przypadki. Sam ucząc geografii i edukacji dla bezpieczeństwa widzę często, że czas poświęcony na jeden z przedmiotów jest zawsze ograniczony drugim. Choć w dzisiejszych czasach, dziedziny te łączą się, chociażby w kwestii zmian klimatycznych, a co za tym idzie częstszych klęsk żywiołowych i konfliktów z tego wynikających, to jednak nie ma czasu na poświęcenie 100% uwagi na pierwszy przedmiot, bo obok leży robota z drugiego. Zawsze mam problem, z której półki książkę przeczytać w ramach dokształcania, albo jaki artykuł wybrać, bo dzień ma tylko 24 godziny… Już nieraz myślałem by skupić się porządnie na jednym, ale argumenty finansowe przeważyły. Z jednego przedmiotu rzadko zbiera się więcej niż etat, dopiero z dwóch, a czasem trzech zbiera się wystarczająca ilość godzin by zarobić godne pieniądze. Z gołego etatu nie sposób wyżyć. Dlatego multi przedmiotowcy są także nadmiernie obciążeni godzinami, co za tym idzie pracą w domu. Tyle że ta nadmierna ilość godzin także odbija się na jakości. Tego się nie da obejść… Praca zajmuje zbyt wiele dnia (i weekendów). Multi specjaliści stają się sfrustrowani, nerwowi, bardziej schematyczni, mniej innowacyjni. Mniej czasu mogą poświęcić na pojedynczego ucznia, kuleje przygotowanie do konkursów, realizacja projektów… Czyli spada jakość.
Ilu przedmiotów może uczyć nauczyciel? To zależy od przedmiotu, czy jest on kluczowy – egzaminacyjny, czy w danej szkole uzupełniający. Od wielkości podstawy programowej, od tego czy jest on prowadzony jako podstawowy czy jako rozszerzony. To zależy też od indywidualnych cech nauczyciela, bo jeden jest geniuszem z pasją, a drugi rzemieślnikiem, jak w każdej pracy… Zależy także jego czasu pozaszkolnego. Jeden ma dzieci, inny chorującą matkę itp, co sprawia że jego czas może być ograniczony, inny czas ma. Ale generalnie nie ma tu ograniczeń. Te ograniczenia powinny być… w głowie nauczyciela (dyrektora). Nazywa się to zdrowy rozsądek. Tyle że ze zdrowym rozsądkiem, ale niespłaconym kredytem, albo ze świadomością, że nie starczy do pierwszego, ciężko funkcjonować. Dlatego bierzemy dodatkowe przedmioty i godziny. Nie z chytrości, a z konieczności.
Masowe odejścia nauczycieli i brak młodych nauczycieli tylko pogarszają sytuację. Starsi nauczyciele dostają propozycje nie do odrzucenia. Zrób te i te studia, zarobisz więcej, a szkoła przetrwa… Na jakość patrzą już tylko nieliczne szkoły, które chcą trzymać poziom, choć z roku na rok coraz trudniej im uzupełnić braki kadrowe. Ważniejsze jest dopięcie planów pod naciskiem samorządów, rodziców… Jakość kuleje, znam sytuację gdy w trzeciej klasie uczniowie mieli trzeciego nauczyciela… Pół biedy gdy był specjalistą, ale widziałem przypadki gdy nauczyciel po podyplomówce, zamiast uczyć na poziomie podstawowym, przygotowywał uczniów do matury, bo nauczyciela po 5-letnich studiach w ogóle nie było w danej specjalizacji w szkole… Dzieci i młodzież tracą, ale nie obchodzi to widać ministra edukacji, skoro siła nabywcza pensji jest coraz niższa, a odpływ nauczycieli coraz większy. Co za tym idzie pokusa zatrudniania multi specjalistów jest coraz częściej koniecznością… W tym wszystkim minister edukacji przeczy sobie, bo z jednej strony zaklina rzeczywistość przekonując, że problemów kadrowych w szkole nie ma, a z drugiej strony chce zwiększyć nauczycielom pensum, aby zmusić ich do dodatkowej pracy, bo… braki kadrowe są.
1.09. 22. Postscriptum. Po publikacji niniejszego wpisu, na FB zamieszczono wiele komentarzy. Mam wrażenie, że wielu nauczycieli multispecjalistów odebrało mój post jako atak. Chciałbym więc wyjaśnić, że nie piętnuję samej idei uczenia więcej niż jednego przedmiotu, bo są tacy, którzy robią to dobrze. Są też nauczyciele przedmiotów zawodowych, którzy z racji swoich specjalności od zawsze uczyli kilku przedmiotów. Poprzez powyższy tekst chciałem zwrócić uwagę na to, że uczenie wielu przedmiotów nie powinno stać się standardem i koniecznością. Bo jeżeli nauczyciele uczą dodatkowych przedmiotów nie z pasji, a z konieczności, to zawsze będzie to miało wpływ na jakość. Życzyłbym nauczycielom, aby mogli spędzać przy tablicy swoje etatowe 18 godzin (ucząc jednego lub dwóch przedmiotów), zarobić godnie, a resztę ze swojego 40-godzinnego czasu pracy poświęcić na szukanie nowych rozwiązań, na szkolenia, na pracę z uczniem zdolnym, lub wymagającym pomocy. Bo tak to powinno wyglądać. Niestety nadal leży to w sferze marzeń. Pracujemy zbyt dużo, nawet jeśli robimy to dobrze. Pracujemy aby zarobić, a powinniśmy zarobić godnie w ramach jednego etatu. Pracujemy nie dlatego, że chcemy spędzać w szkole więcej czasu kosztem swoich rodzin, ale dlatego, że chcemy mieć pieniądze by te rodziny utrzymać. Powinniśmy walczyć z patologią, jaką staje się wielo przedmiotowość w szkole. I o tym jest ten wpis…









Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt zatrudniania wieloprzedmiotowców. Wszystko jest świetnie, gdy nauczyciel jest zdrowy i pracuje. Problem – przez bardzo duże „P” – pojawia się, gdy taki nauczyciel uczący kluczowych przedmiotów (np. fizyka i chemia, czy biologia i chemia) idzie na długotrwałe, kilkumiesięczne zwolnienie lekarskie. Znalezienie zastępstwa w obecnych warunkach graniczy z cudem.
Przepraszam za długi czas zatwierdzania komentarzy – problemy techniczne.
Znam przypadki gdzie nauczyciel z jednym przedmiotem głównym „flagowym” niestety poprzez różne koligacje-znajomości w szkołach – uczy kilku przedmiotów i wychodzi mu to lepiej (laureaci, uznanie w społeczności lokalnej i uczniowskiej) niż nauczyciel mający jeden przedmiot który nigdy nie musiał walczyć o etat poprzez dorabiania dodatkowych studiów a ma etacik zawsze. Można by temat rozwinąć i spojrzeć na niego z drugiej strony. Multi-przedmiotowiec nie zawsze oznacza gorszej jakości (a przy najmniej tak zakładam bo nie sądzę że ktoś idąc na lekcję z daną klasą z przedmiotu nie głównego – zakłada że sobie odpocznie lub sobie go gorzej poprowadzi). Są wybitni multiprzedmiotowcy i słabi jednoprzedmiotowcy. Jak to w życiu. Co do multi-przedmiotowców do dodatkowo chylę czoła za wytrwałość i chęć dokształcania i walki o godziny do etatu poprzez dorabiania dodatkowych studiów – choć system ich sprawnie wykorzystuje zatykająć nimi różne braki kadrowe w placówkach…