Kilka ostatnich „reform” sprawiło, że szkoły wypełniły się nauczycielami multi specjalistami. Najpierw robili dodatkowe kwalifikacje, aby mieć godziny do etatu, ale po ostatnich kilku falach odejść i w sytuacji permanentnego braku nauczycieli, coraz częściej uczą kilku przedmiotów, bo taka jest konieczność. Taki nauczyciel od kilku przedmiotów jest może wygodny na papierze, ale każda dodatkowa specjalność, to dalsze rozdrabnianie swojej uwagi, mniej czasu poświęconego na swój flagowy przedmiot, oraz gorsza jakość edukacji dla samych dzieci. Jak to się mówi: jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ile przedmiotów może uczyć nauczyciel, by jego praca była pracą, a nie karykaturą uczenia?








