Pamiętam gdy fotel ministra edukacji obejmował Roman Giertych. Środowisko nauczycielskie chwytało się za głowę. „Jak to? Narodowiec ministrem oświaty?” – pytano. Wtedy jeden z moich kolegów powiedział mi: „Jeszcze kiedyś zatęsknisz za Giertychem”. Zaśmiałem się, bo nie dopuszczałem takiej opcji, ale jednak po latach przyznałem mu rację, bo potem było coraz gorzej. Wśród nauczycieli krąży żart, że budynek w Alei Szucha, gdzie mieści się Ministerstwo Edukacji, działa dziwnie na ludzi. Podobno po wejściu tam rozsądni ludzie tracą głowę i podejmują głupie decyzje. Polska szkoła od lat nie ma szczęścia do ministrów edukacji. Jak będzie tym razem? Przypomnijmy sobie poczet lokatorów z Alei Szucha.
Tag: reforma edukacji (Strona 2 z 3)
Zgodnie z zapowiedziami wszystkich partii tworzących przyszły rząd, powinno dojść do zmian w podstawach programowych. Kto powinien o nich decydować? Ile powinna trwać taka reforma? Jakie powinny być rozwiązania przejściowe? Trzeba poważnie zastanowić się nad tymi pytaniami. Pośpiech nie jest właściwy. Nie możemy pozwolić sobie by znów przyjąć kolejne rozwiązania na łapu capu.
W edukacji efekty reform są zwykle mocno odroczone w czasie, dlatego mało kto wiąże ich skutki z pomysłodawcami zmian. Przeważnie odpowiedzialność za złe pomysły rozmywa się i zaciera w ludzkich umysłach. Czasem nie ma kogo krytykować, bo część twórców „reform” jest na aucie życia społecznego, albo już nie żyje. Jednak w tym roku mieliśmy w wakacje małe trzęsienie ziemi, wywołane nieodpowiedzialnymi decyzjami (zmianami decyzji), podjętymi kilka lat temu Chodzi oczywiście o kolejną kumulację roczników, która spowodowała wiele małych dramatów. Bo jak nazwać sytuację w której młodzież z bardzo dobrymi wynikami egzaminów ląduje w szkołach do których nie chce iść, a do tych lepszych nie dostaje się tylko dlatego, że akurat w tym roku jest zbyt dużo chętnych?
Zaprezentowane zostały pierwsze fragmenty podręcznika do nowego przedmiotu – Historia i Teraźniejszość, który ma zastąpić na poziomie podstawowym WOS. Jak bardzo polityczną rzeczą jest ów podręcznik, świadczą peany ze strony pisowskiej prawicy i krytyka ze strony centrum oraz lewicy. Dla mnie jednak ważne jest to, co zawiera ten podręcznik i czy w ogóle spełnia kryteria bycia podręcznikiem. Z tego co przeczytałem, to nie.
Inwencja twórcza i samozadowolenie pomysłodawców nowego przedmiotu, który znamy pod dźwięczną nazwą HIT, zbliża nas do poziomu Korei Północnej. Szczególnie gdy spojrzy się na skład „ekspertów” tworzących podstawę programową gniota mającego zastąpić wiedzę o społeczeństwie. Skoro nasz ministerialny duet „pięknych” umysłów jest na fali wznoszącej, to może zmieni od razu nazwy i formułę reszty przedmiotów? Po co się rozdrabniać? Jak zmieniać, to z grubej rury!
Pisałem niedawno, że Czarnka trzeba przeczekać, że nikt nie będzie umierał za fatalne zmiany w edukacji jakie duet Czarnek-Piontkowski proponują. Rzeczywistość po raz kolejny mnie zaskoczyła – o edukacji głośno jak nigdy. I nie chodzi o to, że edukacja stała się nagle bardzo ważna. Czarnek i Piontkowski spełniają właśnie rolę dyżurnych krzykaczy, którzy mają stworzyć zasłonę dymną dla prawdziwych problemów, z którymi rząd nie daje sobie rady. Taki temat zastępczy. A że na lata coś spieprzą? No cóż… Edukację można poświęcić na ołtarzu politycznej kalkulacji…
Ruszamy. Wokół oświaty znów zrobiło się gorąco, głównie za sprawą pomysłów ministra Czarnka, który więcej gada aniżeli robi. Całe szczęście, bo środowisko szkolne ma nadzieję, że na gadaniu się skończy. Parę kosmetycznych zmian w liście lektur i zapowiedź patriotycznych wycieczek, to nie są zmiany, które wiele wnoszą. Co innego zapowiedzi, te są szumne. Tyle że aby je zrealizować, trzeba mieć sprawną maszynkę do głosowania, która jak widzimy powoli się zacina. I całe szczęście, bo w partii rządzącej oraz wśród jej przystawek, raczej większość się nie spieszy, by robić kolejną rewolucję w oświacie.
Wiele dziedzin życia określamy dziś z przedrostkiem „pato”. To znak, że coś się degeneruje, nie jest takie jakie powinno być. Edukacja (nie tylko w Polsce) także podlega temu procesowi. Najbardziej namacalnym efektem tego procesu jest nieumiejętność oddzielenia prawdy od kłamstwa i ogólna pogarda dla nauki, co przejawia się zrównywaniem niesprawdzonej informacji z internetu z informacją naukową i ogólnym ogłupieniem społeczeństwa (np w sprawie szczepień). Kto zawalił? Nie wskażę jednej osoby. Winne są władze oświatowe, szkoły, nauczyciele, młodzież, ich rodzice, a nawet reformatorzy oświaty. Ryzykowna teza? Raczej nie, bardzo prosto można ją udowodnić. Patologię rzadko tworzy jedna osoba.
Doczołgaliśmy się. Szczęśliwie końcówka roku przypadła na spadek zachorowań. Szczęśliwie, bo patrząc na przestrzeganie obostrzeń, mogło być groźnie. Potrzeba spotkania była duża, lecz każdy uczeń podkreślał, że powrót w czerwcu sensu edukacyjnego nie miał. Ale rządzącym znów się upiekło, poniekąd dzięki nauczycielom zabierającycm dzieci na świeże powietrze i młodzieży, która nie odwiedzała szkoły zbyt licznie. Korzystajmy więc z wolnego czasu, bo wiemy już, że wolność nie jest dana na stałe, szybko może się skończyć. A co zastaniemy po wakacjach? Tego chyba nawet jasnowidz nie wie.
W czasie gdy średnia wieku nauczycieli sięga już 45 lat i wzrasta, a młodzi ludzie omijają ten zawód szerokim łukiem, ministerstwo ogłasza nową strategię dotyczącą statusu zawodowego nauczyciela. Słusznie, bo trzeba szukać lepszych rozwiązań, lecz przedstawione propozycje, jeśli wejdą w życie, jedynie pogłębią problem i raczej na pewno nie zachęcą młodych do zawodu.








