Napływająca fala uchodźców wojennych postawiła przed naszym systemem edukacji nowe wyzwania. Co prawda Ukraińcy są obecni w naszych szkołach już od dobrych kilku lat, ale skala zjawiska i chaos, nieunikniony w czasie migracji wojennej, skomplikowały sprawę. Niestety nasze władze oświatowe nie zdały w tym względzie egzaminu. Szkoły pozostawiono sam na sam z problemem.
Nikogo nie dziwi, że w pierwszej fazie zaczęliśmy od spraw bytowych. Ludziom trzeba było zapewnić dach nad głową, jedzenie, czyli bezpieczeństwo. Nikt nie wiedział na jak długo zostaną. Największa liczba ukraińskich uczniów znalazła się w obrębie dużych miast. To dobrze, bo kwestie logistyczne są tu ważne. W dużych miastach, gdzie dotarło sporo ukraińskich dzieci, powinny od razu powstać klasy ukraińskie, w których uczyć powinni nauczyciele ukraińscy, których wśród uchodźców pewnie nie brakowało. Powinni uczyć wg ukraińskich programów. Dlaczego? Ponieważ docelowo część tych dzieci pewnie wróci do systemu ukraińskiego. Czy ktoś to zrobił? Oczywiście nie. Na szczęście Ukraina stanęła na wysokości zadania, nie tylko militarnie, bo część młodzieży uczestniczyła w zajęciach on-line i mogli dokończyć u siebie naukę.
Dziś już wiemy, że wojna się przedłuży, że niektórzy nie będą mieli do czego wracać. Należałoby odsiać tych, którzy zamierzają zostać i tych, którzy zamierzają wrócić (na razie kontynuując zajęcia on-line). Tych którzy zostają posłać na intensywne kursy języka polskiego, zrobić im testy kompetencji i przydzielić do oddziałów, nie jak dotychczas – na podstawie wieku, a na podstawie tego co potrafią. Tym którzy wracają lub jadą dalej, należy dać spokój. Trzeba wybrać szkoły, które posiadają nadwyżki pomieszczeń i takie oddziały w nich zlokalizować (nie w każdej szkole, bo będzie chaos). W dobie niżu demograficznego takie miejsca powinny się znaleźć. Do tych wybranych szkół trzeba będzie z większego terenu dzieci dowozić, należy więc znaleźć autobusy i kierowców. Czy ktoś o tym myśli? Nie. Znowu we wrześniu będzie prowizorka. Jednak dyrektorzy, nauczeni brakiem wytycznych w tym roku, niechętnie będą przyjmować uchodźców w przyszłym.
Wiosną był totalny chaos decyzyjny. Po haśle „przyjmować” nie poszły dalsze wytyczne. Jak oceniać? Czy oceniać? Czy klasyfikować? Jak postępować z tymi, którzy odstają językowo? Minister Czarnek bezczelnie stwierdził, że skoro dyrektorzy przyjęli, to chyba wiedzą co robili. Klasyczne chamstwo, ale ten pan już niejednokrotnie pokazał poziom swojej kultury, więc nie spodziewałem się od niego profesjonalnego podejścia w kwestii uchodźców… Nie został opracowany ŻADEN kompleksowy plan pomocy ukraińskim uczniom, by w przyszłym roku mogli się odnaleźć w polskiej szkole. Ministerstwo schowało głowę w piasek i przyjęło postawę, że ten kto da radę przetrwa i wtopi się w nasz system szkolny, a ten kto nie da rady, to będzie sobie w nim wegetował. Na razie wyglądało to tak, że uczniowie ukraińscy byli piątym kołem u wozu… Mam wrażenie, że zamiast zacząć od uczestnictwa w zajęciach, można ich było w tym czasie przygotować językowo do uczestnictwa w nich od nowego roku szkolnego…
Rozmawiałem o tym z wieloma nauczycielami szkół średnich. Prawie każdy podkreśla, że osobne oddziały dla Ukraińców z niektórymi zajęciami integracyjnymi z naszą młodzieżą, to najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze jest bariera językowa, ciężko prowadzić zajęcia dla dwóch grup językowych, bo gdy nauczyciel musi poświęcić czas temu kto ledwo rozumie, to traci na tym nasza młodzież (czyli większość). Po drugie takie zajęcia są także mniej efektywne dla samych Ukraińców, bo niestety nie da się zindywidualizować pracy w naszych przepełnionych oddziałach. Po trzecie niektóre przedmioty stosują specjalistyczne słownictwo, słaba znajomość polskiego sprawia, że uczeń taki niewiele z lekcji zrozumie. Można oczywiście przygotować dla Ukraińców materiały do każdej lekcji, ale nie zrobi tego nauczyciel, który nie potrafi mówić po ukraińsku… No i dlaczego miałby to robić, skoro pracuje za grosze? To też można wrzucić w mityczny etat? Dla wielu nauczycieli brak pomocy ze strony ministerstwa w kwestii Ukraińców, to kropla, która przelała czarę goryczy i kolejny powód by nie pracować w zawodzie, w którym nawet szefostwo nie wie czego chce…
Przetrwanie jest ważniejsze niż szkoła, jednak w przypadku przedłużającej się obecności uchodźców, od września należy wyjść z sensownym programem pomocy dla przebywających tutaj dzieci. Wyjaśnić kwestie formalne, zapewnić kursy językowe, dać pieniądze na zatrudnienie dodatkowych nauczycieli, zlikwidować pewne bariery prawne (np z uznawaniem dyplomów, zaliczaniem materiału ze szkoły ukraińskiej). Ale nic wielkiego się nie dzieje… Ministerstwo działa tak jak cały rząd od kilku lat, czyli na zasadzie „jakoś to będzie”… To że Ukraińcy byli już w naszym systemie od dawna nie ma żadnego znaczenia. Skala jest nieporównywalna, poza tym są to ludzie, którzy nie chcieli opuszczać swego kraju, lecz byli zmuszeni. Znając życie będzie tak tak jak z pomocą dla uchodźców, gdzie wolontariusze pracują, a rząd się chwali. W MEN też czekają aż szkoły zrobią robotę za nich…
PS. Moje spostrzeżenia pisane są z perspektywy nauczyciela szkoły średniej. W przedszkolach i podstawówkach nauczyciele mogą mieć inne doświadczenia, dlatego zapraszam do komentowania.









Dodaj komentarz