Zaskoczyła mnie deklaracja minister Nowackiej, że w przypadku wygrania przez Trzaskowskiego wyborów, zrezygnuje z teki ministra edukacji stając się szefową gabinetu nowego prezydenta. Prawybory w KO za nami. Trzaskowski je wygrał i ma największe szanse by wygrać wybory prezydenckie. Czyli co? Ministerstwo Edukacji to dla pani Nowackiej od początku fucha na przetrzymanie? Skoro bierze się tak ważny i trudny resort, to wypadałoby wykonać robotę i zostawić po sobie porządek, zamiast rozbabrać kilka spraw i ich nie zakończyć, nie załatwiając po drodze żadnego z kluczowych problemów.

To nie jest poważne i profesjonalne podejście. W oświacie naprawdę mamy głęboki kryzys. Nie rozwiążemy go zmieniając co chwilę ministra. A jeśli deklaracje są prawdziwe, to pani minister nie popracuje nawet połowy kadencji. Po co brała tę robotę, skoro planowała ją za chwilę rzucić? Fucha na przeczekanie? A może celowo wytypowano na te stanowisko osobę, która ma robić dobry PR, bo na rozwiązanie faktycznych problemów nikt tu nie ma pomysłu? Z pewnością tego kryzysu nie rozwiążemy wprowadzając kolejną, nieprzygotowaną reformę, która przez to stanie się kolejną deformą… Po roku od objęcia urzędu widać, że Nowacka nie dba o jakość rozwiązań w oświacie. Ma być szybko, efektownie, tyle że takiego podejścia mamy już dość.

Nadal nie wiadomo po co iść do zawodu nauczyciela. Nie wiadomo też po co w nim trwać. Nadal wakaty dezorganizują pracę szkół ze szkodą dla edukacji dzieci. Nadal robimy szybkie, nieprzemyślane deformy, które w praktyce wprowadzają więcej zamieszania niż korzyści. Nadal szkoły działają dzięki uprzejmości emerytów. Nadal nauczyciele muszą pracować sporo ponad to co powinni…

„Nowacka wchodzi w buty Czarnka” – powiedział na początku roku szkolnego prezes ZNP.  Nowacka uważa, że brak kilku nauczycieli to nie problem. No a co ma mówić? Niewiele zrobiła w kierunku by na dyrektorskich biurkach urósł stos podań o przyjęcie do pracy… Pani minister mówiła, że przecież to naturalne, że w sierpniu są jeszcze roszady. Nie ma racji. W normalnej sytuacji roszady są od kwietnia do czerwca, bo wtedy powstają plany zatwierdzane przez jednostki prowadzące, szukanie ludzi w sierpniu to objaw kryzysu. Tym bardziej, że ich nie znaleziono… Większość sierpniowych wakatów obrabiają emeryci lub nauczyciele, którzy nie chcą tych dodatkowych godzin, ale robią to kosztem zdrowia, bo kto jak nie oni…

Czy Trzaskowski wygra wybory, to się okaże za kilka miesięcy. Natomiast taka deklaracja padająca z ust szefowej resortu edukacji to policzek wymierzony nauczycielom i całej edukacji. Ale może to tłumaczyć pewne posunięcia Nowackiej. Niedługo odchodzi więc spieszy się, by jej nikt nie zarzucał, że nic nie zrobiła. Na taki zarzut wyciągnie listę „dokonań”. A że są to „dokonania” przygotowane na kolanie, z pośpiechem, nieskuteczne, a czasem szkodliwe, tego ludzie spoza oświaty nie do końca rozumieją. Zmiany podstaw były nieprzygotowane i nieprzemyślane. Likwidacja zadań domowych była niekonsultowana i niepotrzebna. Ograniczenie godzin religii było nieprzygotowane i kończy się awanturą. Edukacja zdrowotna jest nieprzygotowana i wprowadzana zbyt szybko, i choć potrzebna, to skończy się klapą, bo nie ma przygotowanych do tego nauczycieli, ludzie będą uczyć z przymusu. Plan podwyżek utknął po wyrównaniu nauczycielom dwuletniej inflacji. Obywatelski projekt powiązania płac nauczycieli ze średnią w gospodarce utknął w komisjach, a tak naprawdę wiemy, że chodzi o odwlekanie rozmów o nim. Sześć razy trafiony zatopiony. Nowacka widać nie ma siły przebicia w rządzie, bo nie potrafi załatwić dla resortu koniecznych pieniędzy, pomimo tego, że pieniądze są na inne, mniej istotne rzeczy. Pan Trzaskowski powinien dwa razy zastanowić się przyjmując obecną ministrę edukacji do pracy, bo skuteczność jej działań jest jak na razie niewielka… Jak słyszę o kolejnych planach działań na przyszły rok, to zaczynam marzyć o jednym: niech już ta ministra nic więcej nie zaczyna. Niech już sobie idzie jak chce pracować do Trzaskowskiego, może przyda mu się ktoś od malowania trawy na zielono…