Och jakie Ministerstwo Edukacji jest dobre… Od września 2025 szykują się nagrody dla tych, którzy przepracowali 45 lat. Problem w tym, że nauczycieli z takim stażem w szkołach praktycznie nie powinno być, a to że są i zachęca się ich do dalszej pracy, świadczy już nie o kryzysie, ale o zapaści systemu.

Powiedzmy, że nauczycielka po studiach znalazła się w szkole w wieku 25 lat. Dodając 45 otrzymujemy wiek 70 lat, w którym ministerstwo oczekuje, że nauczyciel może jeszcze pracować. Z całym szacunkiem dla 70-letnich nauczycieli, ale nie powinni oni już pracować w szkołach. Jeśli chcą być aktywni zawodowo można ich wykorzystać do różnych aktywności. Jeśli czują się na siłach mogą być mentorami szkolącymi młodych nauczycieli, mogą dawać korepetycje, być ekspertami, metodykami. Jeśli chcą i mają zdrowie, mogą robić wiele rzeczy, ale ich obecność w szkole to najbardziej widoczny objaw kryzysu oświaty. Praca w grupach gdzie pracuje się z ponad 20-30 osobami wymaga żelaznego zdrowia, odporności psychicznej, pełnej koncentracji oraz umiejętności reagowania na zachowania, których kilka lub kilkanaście lat temu nie było. Świat się zmienia, młodzież się zmienia, a praca nauczyciela jest bardziej wymagająca niż jeszcze 20 lat temu. Sam to zauważam. Czy poprzez zachęty finansowe obecny rząd  zachęca ludzi do pracowania do śmierci? Wszak średnia wieku dla mężczyzn w Polsce nie osiąga nawet 75 lat… Nauczycielki mają średnią długość trwania życia większą. Czy rząd to chce wykorzystać? Zamiast korzystać z życia na starość, lub pomóc swoim dzieciom w wychowaniu wnuków, rząd zachęca by pracowały dłużej kusząc dodatkową kasą. Wielu już pracujących dłużej skusi się by popracować kolejne 2-3 lata i zgarnąć nagrodę. A że przy okazji psują system to nie ich problem. Pracujący emeryci są listkiem figowym, który zakrywa od lat niemoc rządzących, najpierw tych z PiS a teraz z PO, którzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć realnych działań. Prawda to ukryte wakaty, rosnąca dziura pokoleniowa i rosnący średni wiek nauczyciela, realne działania to zapłata adekwatna do wykonywanej pracy… Nasze szkoły już dziś przypominają uniwersytet trzeciego wieku, a jak tak dalej pójdzie to niedługo poczujemy się w nich jak w domach spokojnej starości…

Oczywiście każdy wie, że emerytów nie wystarczy, rząd też to wie. Nie wszyscy się skuszą na nagrody, bo szwankujące zdrowie, bo zdrowy rozsądek. Ale ministerstwo ma plan B, czyli zachęty dla młodych. Z tym, że pomysł na ściągnięcie młodych do zawodu ociera się o patologię. Urzeczywistnia się gdzieś już wyartykułowany pomysł na zatrudnianie studentów, ale to na co nie odważyło się nawet PiS, lekką ręką chce wprowadzić PO. Oczywiście w teorii wszystko wygląda ok, czyli studenci podejmują pracę w szkole i docelowo tam zostają. Ale to teoria. W praktyce jest wiele lżejszych i lepiej płatnych zajęć dla studentów, a ci którzy skuszą się na ministerialne zachęty, raczej nie zostaną, bo skoro 25-26 latkowie uciekają ze szkół po semestrze pracy z dziećmi i ich rodzicami, to 23-24 latkowie uciekną znacznie szybciej… Jaka jest prawda? Także brutalna. Nowacka wie, że nie starczy jej emerytów, a nie chce płacić więcej, więc stara się wykorzystać tanią siłę roboczą w postaci studentów. Po raz kolejny jest to psucie systemu i działanie antyjakościowe. No ale wyjaśniliśmy już sobie, że o jakość nie chodziło ani PiS ani teraz PO.

Zachęcanie do zbyt długiej pracy, albo do wchodzenia do zawodu ludzi nieprzygotowanych, jest nieprofesjonalne. Może dlatego obsada Ministerstwa Edukacji z założenia także jest nieprofesjonalna. Profesjonalistom takie rozwiązania nie przyszłyby do głowy. Tak naprawdę PO nie robi nic innego co robiło PiS. PiS starało się łatać dziury pozwalając na pracę powyżej 1,5 etatu, PO nie dość, że nie przywróciło zakazu pracy powyżej 1,5 etatu, to na dodatek stara się nagrodami wydłużyć pracę emerytów i ściągnąć studentów, czyli ludzi nie do końca przygotowanych do wykonywania tego zawodu. Psucie rynku pracy nauczycieli trwa w najlepsze, ale zarówno poprzednia jak i obecna władza ubierają swe nieudolne i szkodliwe działania w piękne słowa. To jakbyśmy gówno owijali w złoty papierek, wmawiając wszem i wobec, że to pyszny cukierek. Ściema.

Sytuacja przypomina mi trochę wojsko w czasach powszechnego poboru. Nieważne kto i jak będzie uczył, ilość uczących ma się zgadzać. Rekrut to rekrut, a sztuka jest sztuka. Jak długo będzie trwał ten spektakl? Odpowiadam: Aż sytuacja się sama rozwiąże. Brutalna prawda jest taka, że ani kiedyś PiS ani obecnie PO nie zależało na budowaniu dobrze wyszkolonej i opłacanej kadry nauczycielskiej, bo to przy dzisiejszej ilości nauczycieli kosztuje zbyt wiele. Politycy czekają aż nadejdzie jeszcze większy niż demograficzny, obniży się liczba uczniów, oddziałów, wtedy już nie będą namawiać emerytów na pracę, bo… będą niepotrzebni. Wtedy zmniejszająca się liczba nauczycieli wpasuje się w zmniejszającą się liczbę uczniów i wszystko się będzie zgadzało. Jakość jest rzeczą drugorzędną, ale mówi się o niej stale, aby mówić, bo to nic nie kosztuje. Z zewnątrz wyborcy na razie nie widzą, że to tylko gadanie. Widzą to już powoli pracodawcy zatrudniający młodych ludzi…

Nowacka, Leubnauer, Zalewska, Czarnek to nie idioci, to politycy, żołnierze swych partii, karierowicze. Nigdy nie dadzą po sobie poznać, że czegoś nie mogą, że coś im nie wychodzi, że nie mają siły przebicia, choć byłoby to uczciwsze w stosunku do nauczycieli, dzieci i rodziców. Będą szli w zaparte i zakłamywać rzeczywistość. Są tylko politykami, dla nich to tylko etap ich politycznej kariery, więc nie obchodzi ich prawda, bo prawda jest czasami bardziej skomplikowana i można się o prawdę potknąć. Oni pójdą po trupach. Wydawałoby się, że tutaj trupami będą nauczyciele, ale nie do końca. Kolejne trupy to dzieci, których będą uczyli ci którzy dobre lata mają już za sobą, albo ci, którzy o stałej pracy jeszcze nie myślą…