Biskupi są oburzeni planami wprowadzenia przedmiotu Edukacja zdrowotna. Krzyczy się o odbieraniu rodzicom prawa do decydowania o swoim dziecku. Mówi się o deprawacji dzieci i młodzieży, wręcz o seksualizacji młodzieży. O tym, że nauka taka będzie zagrażała prawidłowemu rozwojowi dziecka, a realizacja programu stoi w sprzeczności z „godnością osobową dziecka”.  Biskupi nie mówią tylko o jednym, że te wszystkie zarzuty mogą skierować w pierwszej kolejności do siebie, ponieważ od lat robią wszystko by niszczyć godność dzieci.

Kościół ma problem. Ze sobą. Ze swoją przeszłością. Z mówieniem prawdy, z przyznawaniem się do winy. Kościół ma problem z przyznaniem, że miało i ma w swych szeregach duchownych o skłonnościach pedofilskich.  Może gdyby przyznał, że ma w swoich szeregach pedofilów, to trzeba by poddać się cywilnemu prawodawstwu, trzeba by odbrązowić wizerunki wielu biskupów z arcybiskupem Paetzem na czele, który molestował kleryków nie poniósł za to żadnych konsekwencji… Może trzeba by przyznać, że Jan Paweł II nie był tak święty jak wielu sądzi, bo zamiatał razem z Dziwiszem wiele spraw pod dywan… Wielu molestowało, zbyt wiele razy molestowane były dzieci. Nikt nie poniósł za to odpowiedzialności karnej. Czyż nie niszczono przez to godności dzieci? Jak to się miało do ich prawidłowego rozwoju?

Powołanie nie zastąpi badań psychologicznych, szczególnie dziś gdy nie ma w czym przebierać, bo każdy kleryk na wagę złota. A wielu księży nie nadaje się do pracy z dziećmi, wielu jest zaburzonych, wielu nie radzi sobie z celibatem, w wielu buzują hormony, to musi gdzieś ujść, a gdzieś pod ręką są dzieci. Dzieci, które są ufne, łatwowierne, nieświadome. Które łatwo zmanipulować i wykorzystać. Czy kościół zapomniał o godności tych dzieci, które zostały skrzywdzone przez kapłanów? Czy nie złamał konstytucji, praw dziecka, praw człowieka?

Biskupi są pełni troski nad tym, by to rodzice decydowali w kwestii nauki „o tych sprawach” (często nie chce im edukacja seksualna przejść przez gardło). Nie chcą wiedzieć, że w wielu domach „o tych sprawach” się w ogóle nie mówi, a im bardziej konserwatywna rodzina tym temat jest bardziej tabu. Nie ufałbym rodzicom, którzy kiedyś po przypadkach molestowania chronili księży, a nie swoje dzieci, które były przecież ofiarami. Dziś niektórzy nie są lepsi niż kiedyś, w niektórych regionach wolą słuchać księdza niż wykształconego w tym kierunku pedagoga lub psychologa. Rodzice nie mają często kompetencji by „o tych sprawach” mówić, bo sami są w tych kwestiach niewyedukowani. Zbyt często rodzice po prostu nie wiedzą o tym jak mówić „o tych sprawach”, chowają głowę w piasek, albo bardziej zważają na to „co ludzie powiedzą”, fasada jest dla nich ważniejsza niż własne dziecko. Sporo takich ludzi poznałem.

A może biskupi chcą by było jak kiedyś, gdy o tym co jest prawdą a co kłamstwem decydowali oni sami? Wszak im ciemniejsza masa, tym łatwiejsza do urobienia. Może nie chcą by dzieci uczyły się mówić nie? Na wojnie muszą być przecież ofiary… Może biskupi uważają,  że pewna ilość skrzywdzonych dzieci jest mniej istotna aniżeli utrzymanie pozycji nieomylnej opoki społeczeństwa? Władza, pieniądze, polityka… O to przecież chodzi. A tu nagle mamy XXI wiek. Ludzie zaczynają dociekać, czytać, sprawdzać jaka była faktycznie historia kościoła. Zaczynają żądać faktur i paragonów. To kłopot dla biskupów. I jeszcze jakaś edukacja zdrowotna… Kolejne terytorium na którym kościół czuł się bezkarnie, zostanie zawłaszczone przez „przeciwnika”. Nie będzie można wcisnąć kitu, ani dziecku, ani rodzicowi…

Władza, pieniądze, polityka… A społeczeństwo się laicyzuje. Proces, który zachód Europy przeszedł lata temu, właśnie dzieje się u nas. Każdy logicznie myślący się tego spodziewał. Tylko kler zachowuje się jakby był zaskoczony. Władza nad życiem człowieka wymyka im się z rąk. Ludzie zaczynają coraz częściej pytać o finanse, żądają przejrzystości finansowej. Ludzie nie chcą by kościół mieszał się do wielkiej polityki. Kościół czuje się zagubiony, bo nagle niektórzy w nim zdali sobie sprawę z tego, że gdy odjąć władzę, pieniądze i politykę, to zostanie tylko Słowo Boże, które trzeba będzie nieść pod strzechy. I trzeba będzie być w tym autentycznym i przekonującym. Czy polski kościół jeszcze na to stać? I takiego powrotu do korzeni wszystkim czytelnikom tego bloga życzę, powrotu do tego co najważniejsze. Szacunek dla drugiego człowieka, szacunek do środowiska w którym żyjemy, skromność i umiar w życiu. Wesołych Świąt.