Wzmożony ruch kadrowy w sierpniu jest najlepszym dowodem na to, że dramatycznie brakuje nauczycieli. Oczywiście minister edukacji mówi, że to naturalne, gdy w sierpniu szkoły szukają nauczycieli. Takimi wypowiedziami stara się sprawić, by to co nienormalne, wyglądało normalnie. Zwykle w sierpniu szkoły zajmowały się różnymi czynnościami np. egzaminami poprawkowymi, przygotowaniem do inauguracji roku szkolnego, myciem okien i remontami, ale nie szukaniem nauczycieli… Ale to wiem ja i inni nauczyciele pracujący w szkole od 20 lat, społeczeństwo wierzy w bajki ministra, bo tak wygodniej.

Ruch kadrowy zaczyna się w marcu-kwietniu i powinien trwać maksymalnie do czerwca, gdy jednostki prowadzące zatwierdzają ostateczne wersje planów na przyszły rok szkolny. Dziś plany w maju są robione, ale z rzeczywistością wrześniową coraz częściej niewiele mają wspólnego… Oczywiście każdy dyrektor stara się wyrobić do wakacji, gdzie kontakt z nauczycielami jest utrudniony, ale z roku na rok jest to coraz większa sztuka…

Ilość wakatów bije rekordy. Nie widać tego w oficjalnych statystykach, gdzie wykazuje się wakaty w ostateczności. Powody są różne. Po pierwsze, to żadna reklama dla szkoły, gdy brakuje w niej nauczycieli… Po drugie dyrektor zawsze woli sięgnąć do sprawdzonych ludzi oferując im dodatkowe godziny, to naturalne. Po trzecie nikt nie chce pokazać, że sobie nie radzi, a mamy przecież niż demograficzny, co widać już w podstawówkach, które teoretycznie zbierają dzieci z rejonu, lecz w praktyce trwa tam od lat migracja z gorszych placówek do lepszych. W konsekwencji gdy dwóch nauczycieli weźmie po dodatkowym pół etacie, to wakatu w statystykach nie ma, choć wakat jest. Nauczyciele są przez to bardziej zmęczeni, przez co jakość nauczania spada. Ale niejednokrotnie pisałem, że jakość edukacji jest w Polsce trzeciorzędną sprawą.

Coraz częściej nauczyciele sami „likwidują” wakaty i biorą dodatkowe godziny, by przeżyć. W części środowiska pojawiają się nawet głosy, by nie brać tych dodatkowych godzin, a wtedy wyjdzie rzeczywista skala problemu. Z pewnością tak by było. Kłopot w tym, że z tego typu pomysłami wychodzą przeważnie nauczycielki będące de facto na utrzymaniu dobrze zarabiających mężów. Osobiście nie dołączę się do tego typu akcji, bo albo musiałbym zrezygnować z zawodu, albo rodzina nie miałaby co jeść.

Sierpniowy ruch kadrowy ma oczywiście pewien związek z dwoma powiększonymi rocznikami przechodzącymi przez szkoły ponadpodstawowe, ale nie jest to jedyny powód. Głównym powodem są głodowe zarobki, które zaburzyły wymianę kadrową, pozbawiając szkoły młodych pedagogów i wyganiają ze szkół kolejnych nauczycieli w średnim wieku. Bez znaczącej podwyżki pensji, każdy kolejny sierpień będzie dla dyrektorów walką.

Mamy czas kampanii wyborczej… Rządzących niewiele obchodzi, to co dzieje się w placówkach, nie zależy im na szkole dla otwartych umysłów, uczącej wg aktualnych kanonów nauki, wolą szkołę nieprzeszkadzającą i posłuszną. I taką będą mieć gdy wygrają wybory, szkołę w której będzie tak duża wymiana i rotacja kadr, że nikt nawet nie pomyśli, że można się buntować i walczyć o wyższe standardy pracy. A jeśli władzę przejmie opozycja? Komu odważą się zabrać by zasilić oświatę, skoro już dziś mówią, że nikomu nie zabiorą złotówki? Taka jest cena jaką polska oświata płaci za wejście w erę postpolityki, wleczemy się w ogonie Europy w inwestycjach na naukę i rozwój, bo ważniejsze jest schlebianie głupkom, którzy nawet nie rozumieją, że inwestycja w edukację to prawdziwa inwestycja w naród i najlepszy akt patriotyzmu. Dlaczego nie rozumieją? Bo tego nie można tu i teraz zeżreć.