CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Pełzający koniec kultury zapierdolu

Mamy wakacje, ale w szkołach już wiadomo, że kolejny rok szkolny odbędzie się dzięki zaangażowaniu emerytów i dodatkowej pracy nauczycieli po pięćdziesiątce. Minimalna pensja znów dogania nauczycielskie zarobki, które rosną wolniej niż inflacja. To żadna zachęta dla młodych by „bawić” się dziś w uczenie dzieci. Nieudolnie działające MEN ma zero mocy sprawczych by uczynić zawód bardziej prestiżowym, utrzymuje więc zachęty do dłuższej i cięższej pracy dla aktualnie pracujących. Podejmowane są też pierwsze próby deregulacji zawodu by uzupełnić braki kadrowe, na razie na poziomie przedszkola. Jednak misternie ułożony plan może zburzyć sama koalicja, forsując pomysł czterodniowego tygodnia pracy, który to pomysł nijak się ma do potrzeb szkół i dzisiejszych podstaw programowych…

Emeryci i starsi nauczyciele są dziś ostatnimi niewolnikami kultury zapierdolu. Dyrektorzy na nich liczą, a nauczyciele nie mogą się wyzwolić z tego kieratu przez swoją odpowiedzialność, etos pracy, wychowanie, wytresowanie. Będą brać dodatkowe godziny i opóźniać decyzję o odejściu, pomimo niechęci i braku sił, bo przecież od lat nauczeni byli, że tak trzeba, że nie wypada odmówić, że przecież wszystko musi się jakoś dalej kręcić… Niektórzy zostali skuszeni wizją nagrody za 45 lat pracy, w końcu przy niskich nauczycielskich emeryturach taka kasa się przyda. Nieważne motywacje, są oni gwarantem rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego i jego sprawnego przeprowadzenia. Dwa-trzy lata jeszcze wytrzymają, dalej MEN nie sięga wzrokiem, więc też nie planuje. Przy tablicach stoją coraz starsi ludzie… „Czekam” na pierwsze zgony przy tablicy, myślę że to kwestia czasu.

Panie z MEN są wciąż kopalnią nowych pomysłów, ale niestety nie mają jak na razie pomysłu na główną bolączkę polskiej edukacji, czyli ściągnięcie młodych ludzi do zawodu. W czasie ich kadencji ani nie wzrósł prestiż zawodu, ani atrakcyjność zarobków. Przeciwnie, inflacja znów obniża realną wartość nauczycielskich zarobków, a rosnąca wbrew ekonomicznej logice pensja minimalna jedynie zniechęca do podejmowania każdej odpowiedzialnej pracy, a więc także pracy nauczycielki. „Postępowa siła kobiet” w MEN utrzymuje archaiczny model „utrzymanki”, czyli nauczycielki, która bez sponsoringu dobrze zarabiającego męża nie jest w stanie się sama utrzymać. To nie jest wymarzony model dla potencjalnych młodych nauczycielek…

Do tego coraz częściej w koalicji słychać głosy lewicy by skrócić dzień pracy do czterech dni roboczych, bo przecież pracujemy wydajniej i jest już udowodnione, że bardziej wypoczęci pracujemy lepiej. Tyle że nijak się to ma do szkolnych realiów. Jeszcze niedawno minister z PiS-u forsował dłuższą pracę nauczycieli, a obecna koalicja od dwóch lat męczy się z usunięciem dodatkowej, niepłatnej „godziny czarnkowej”. Interesem MEN jest raczej to, by nauczyciele brali dodatkowe godziny i pracowali w 2-3 szkołach, bo tylko wtedy system się dopnie i będzie dalej działał… Jak może działać czterodniowy system pracy w szkole? Tego chyba najwięksi wizjonerzy jeszcze nie widzą. Jak mają się dzisiejsze, nadal przeładowane podstawy do planów odchudzenia tygodnia pracy? Nijak, dziś przydałoby się na ich realizację więcej, a nie mniej godzin… Młodych nauczycieli też nie przyciągnie się wizją nowego systemu jakikolwiek on będzie, bo skoro dziś w 5-dniowy 40-godzinny tydzień pracy można wrzucić wszystko, to pewnie w nowy 4-dniowy 32-godzinny tydzień też będzie można wrzucić wszystko… Tu trzeba jasnych zasad rozliczania pracy i opłacania przepracowanych godzin, od których władze uciekają od lat.

W oświacie widać na horyzoncie zmiany. Starsze pokolenie nauczycieli w końcu odejdzie i trzeba będzie „system zapierdolu” zastąpić czymś akceptowalnym przez młode pokolenie. Dziś nikt o tym na razie nie myśli, a szkoda, bo z dnia na dzień, jakąś jedną decyzją nie zbuduje się niczego dobrego. To że rady pedagogiczne się starzeją wiadomo od przynajmniej 15 lat, ale nikt nie przygotowuje się na krach. To raczej system doraźnego łatania dziur i tak też to widzę w przyszłości. Dobrego systemu opartego na dobrze opłacanych fachowcach raczej nikt nie zbuduje, bo za drogo, a kasa potrzebna będzie wciąż na kupowanie głosów wyborczych w społeczeństwie, tak jak to się odbywa dziś. Będzie więc system oparty na coraz bardziej przypadkowych osobach i na sporej rotacji, bo gdy nie będzie w systemie dobrych wynagrodzeń, to ludzie będą szybko z niego uciekać. Tym bardziej, że patrząc na problemy wychowawcze i zwiększającą się ilość problemów psychicznych u dzieci, praca będzie tylko trudniejsza…

Doraźnie łatanie dziur widać także w przedszkolach, gdzie niedługo dopuści się do pracy z dziećmi osoby bez przygotowania pedagogicznego. Będzie można sobie w przedszkolu „dorobić”. Przedszkolanki biją na alarm, ale w ministerstwie już wiedzą, że nie ma tyle osób do pracy z dziećmi, a nie ma, bo nie ma przyzwoitych zarobków i nie będzie, o czym najlepiej wie samo ministerstwo. Tak to tylnymi drzwiami dochodzi do uwolnienia zawodu nauczyciela, bo skoro ze starych wycisnęliśmy maxa, a młodzi fachowcy nie przychodzą, to niech przyjdzie kto chce. Nie studia a chęć szczera zrobi z ciebie nauczyciela. Tylko jak ma się to do pełnych ust frazesów o podniesieniu jakości, o nowych wyzwaniach stojących przed edukacją w 21 wieku, to nie wiem. Obecna ekipa ponosi tu porażkę na całej linii, podobnie jak ekipy poprzednie. Nikt nie wie jak zapewnić jakość i ludzi do pracy, jednocześnie nie płacąc adekwatnych do pracy pieniędzy. W 2027 roku pewnie znowu nauczyciele będą potrzebni do głosowania, pewnie od prawa do lewa będą obiecywać, a po wyborach ktoś znów rozłoży ręce i powie „kasy brak”. 

2 Komentarze

  1. Jeżyk

    Nie „przedszkolanki”! Nauczycielki wychowania przedszkolnego

    • Jarek Bloch

      Słusznie, ale proszę się nie obrażać. Na tym blogu wielokrotnie stosuję język potoczny kub kolokwializmy np. o nauczycielach piszę często „belfry”. W przypadku przedszkoli rzeczywiście funkcjonuje w społeczeństwie takie uproszczenie o nauczycielce przedszkola jako o „tej pani do opieki nad dziećmi”. Powinniśmy łamać ten stereotyp, bo dobra nauczycielka wychowania przedszkolnego potrafi skorygować wiele zaniedbań i zauważyć wiele problemów, których nie dostrzegają rodzice (sam się kiedyś o tym przekonałem).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© 2026 Jarosław Bloch

Theme by Anders Noren — Up ↑