Zgodnie z moimi przewidywaniami na edukację zdrowotną zapisuje się szczątkowa ilość uczniów. To konsekwencja statusu tego przedmiotu, który ustalono na „dodatkowy”. Nie mogło być inaczej. Szkoda, bo przy odrobinie logicznego myślenia można było treści tam zawarte przekazać na innych, obowiązkowych przedmiotach, z których rodzice (młodzież) nie mogliby zrezygnować. Przy okazji można by zapobiec upolitycznieniu tematu i uczynienia z niego narzędzia walki politycznej.
Kategoria: Co z tą edukacją ? (Strona 2 z 24)
Zbliża się nowy rok szkolny. Start nie będzie łatwy, bo szkoły muszą wprowadzić zmiany związane ze zmianą wielu przepisów, jak ograniczenie liczby godzin religii, wprowadzenie edukacji zdrowotnej i kilka innych pomysłów. Tymczasem minister Nowacka odpływa coraz bardziej. Pomimo negatywnego odbioru społecznego, nie objęła jej rekonstrukcja rządu, więc odebrała to jako akceptację dla dotychczasowych poczynań i zielone światło do dalszych „efektownych” zmian. Źle odebrała sygnały, może z wieży z kości słoniowej w której siedzi na Szucha świat wygląda inaczej niż tu na dole, wśród tych, którzy muszą jej pomysły wprowadzać w życie i świecić oczyma, gdy jednak pomysł nie okaże się trafiony… Szkoda, bo w ogólnym bałaganie przepadają słuszne idee, jak np ograniczenie nieobecności w szkole, lub edukacja zdrowotna, która zupełnie niesłusznie stała się częścią wojny ideologiczno-religijnej…
Po dziesięciu latach odchodzi z urzędu prezydent wraz z pierwszą damą. W 2015 roku po raz pierwszy w III RP pierwszą damą została nauczycielka. W pierwszym odruchu w środowisku zatliła się nadzieja na to, że zapowiadane przez PiS zmiany w oświacie nie dojdą do skutku, bo przecież pierwsza dama ma zawsze jakiś wpływ na prezydenta, a to w końcu nauczycielka. Jednak nadzieje te szybko się rozwiały. Ta milcząca pierwsza dama była niemym świadkiem psucia naszego systemu edukacji i pauperyzacji zawodu nauczyciela. Nie będę za nią tęsknił. Jak to się stało, że dobrze wykształcona nauczycielka, pracująca w dobrym liceum, przez dziesięć lat nie potrafiła się odezwać?
Mamy wakacje, ale w szkołach już wiadomo, że kolejny rok szkolny odbędzie się dzięki zaangażowaniu emerytów i dodatkowej pracy nauczycieli po pięćdziesiątce. Minimalna pensja znów dogania nauczycielskie zarobki, które rosną wolniej niż inflacja. To żadna zachęta dla młodych by „bawić” się dziś w uczenie dzieci. Nieudolnie działające MEN ma zero mocy sprawczych by uczynić zawód bardziej prestiżowym, utrzymuje więc zachęty do dłuższej i cięższej pracy dla aktualnie pracujących. Podejmowane są też pierwsze próby deregulacji zawodu by uzupełnić braki kadrowe, na razie na poziomie przedszkola. Jednak misternie ułożony plan może zburzyć sama koalicja, forsując pomysł czterodniowego tygodnia pracy, który to pomysł nijak się ma do potrzeb szkół i dzisiejszych podstaw programowych…
Ministra Nowacka ma w sondażach najniższe oceny. To niewątpliwe „osiągnięcie”, ponieważ naprawdę trzeba się postarać, aby przebić słabą pracę ministry środowiska… Ten wpis nie jest jednak z tym związany z tym sondażem, a z wywiadem, który miałem okazję przed chwilą słyszeć w TV Polsat, gdzie widz dostał jedynie potwierdzenie, że sondaż nie kłamał. Dawno nie słyszałem większego pustosłowia…
Od 1 września pojawią się w szkołach nowe (stare) przedmioty. Tryb ich wprowadzania jest iście pisowski, czyli na siłę, bez przygotowania kadr, czasem bez logiki. Najwięcej rozsądku w tym wszystkim mają… nauczyciele, którzy szukają uczelni na których mogliby się dokształcić. Czyli w przeciwieństwie do ministerstwa chcą zacząć od właściwej strony.
Gdzie ja żyję? W kraju w którym dopiero sąd musiał udowodnić, że za pracę należy się płaca. Wór zwany 40-godzinnym tygodniem pracy nauczyciela był w Polsce od zawsze bardzo pojemny. Można było do niego wrzucić wszystko, trzydniową wycieczkę, wyjazd na zieloną szkołę, weekendowe dni otwarte, wyjazdy na zawody, targi edukacyjne etc. Czy ta patologia nareszcie się skończy? Wszystko zależy od Was drodzy nauczyciele!
Och jakie Ministerstwo Edukacji jest dobre… Od września 2025 szykują się nagrody dla tych, którzy przepracowali 45 lat. Problem w tym, że nauczycieli z takim stażem w szkołach praktycznie nie powinno być, a to że są i zachęca się ich do dalszej pracy, świadczy już nie o kryzysie, ale o zapaści systemu.
Zaskoczyła mnie deklaracja minister Nowackiej, że w przypadku wygrania przez Trzaskowskiego wyborów, zrezygnuje z teki ministra edukacji stając się szefową gabinetu nowego prezydenta. Prawybory w KO za nami. Trzaskowski je wygrał i ma największe szanse by wygrać wybory prezydenckie. Czyli co? Ministerstwo Edukacji to dla pani Nowackiej od początku fucha na przetrzymanie? Skoro bierze się tak ważny i trudny resort, to wypadałoby wykonać robotę i zostawić po sobie porządek, zamiast rozbabrać kilka spraw i ich nie zakończyć, nie załatwiając po drodze żadnego z kluczowych problemów.
Biskupi są oburzeni planami wprowadzenia przedmiotu Edukacja zdrowotna. Krzyczy się o odbieraniu rodzicom prawa do decydowania o swoim dziecku. Mówi się o deprawacji dzieci i młodzieży, wręcz o seksualizacji młodzieży. O tym, że nauka taka będzie zagrażała prawidłowemu rozwojowi dziecka, a realizacja programu stoi w sprzeczności z „godnością osobową dziecka”. Biskupi nie mówią tylko o jednym, że te wszystkie zarzuty mogą skierować w pierwszej kolejności do siebie, ponieważ od lat robią wszystko by niszczyć godność dzieci.








